Wiem, kto odpowiada za śmierć „Dina” oraz za zatajenie prawdy. Teraz czas abym zrobił rachunek sumienia (część V - ostatnia)

  • 20.04.2017, 21:57 (aktualizacja 20.04.2017, 23:29)
  • igryfino.pl | Dołącz do nas na Facebooku
Wiem, kto odpowiada za śmierć „Dina” oraz za zatajenie prawdy. Teraz czas abym zrobił rachunek sumienia (część V - ostatnia) świadectwo ukończenia kursu przez pana Krzysztofa z Bielska-Białej
Nie można cofnąć czasu. Można jednak i trzeba wyjaśnić śmierć Dina. Moje wypowiedzi nie zmienią wizerunku Jerzego w jego najbliższym otoczeniu. Rodzina wie, jakim był. Teraz wiedzą, dlaczego nie żyje. Wiem, kto ponosi odpowiedzialność za jego śmierć oraz późniejsze zatajenie prawdy – mówi pan Krzysztof z Bielska-Białej.

Publikujemy ostatnią część, będącą podsumowaniem przejmującego rozliczenia z przeszłością pana Krzysztofa, który dzięki portalowi igryfino odnalazł rodzinę Jurka. Obaj panowie byli żołnierzami tego samego plutonu. Grób Jerzego „Dina” znajduje się na cmentarzu w Gryfinie. Mężczyzna zginął od rany postrzałowej, pełniąc wartę na terenie COSSTWiL (Oleśnica) w styczniu 1987 roku.

-Chcę jego bliskim przybliżyć okoliczności śmierci, które nie są im znane – mówi pan Krzysztof z Bielska-Białej. Dla autora jest to swojego rodzaju rozliczenie z przeszłością, rachunek sumienia, próba oczyszczenia…

 

Pierwszą część wspomnień opublikowaliśmy tutaj:

http://www.igryfino.pl/wiadomosci/22668,odnalazlem-rodzine-jurka-dzieki-igryfino-teraz-cza

Drugą część tutaj:

http://http://www.igryfino.pl/wiadomosci/22681,zameldowalem-stan-plutonu-minus-jeden-teraz-czas-a

Trzecią tutaj:

http://www.igryfino.pl/wiadomosci/22692,o-smierci-jurka-chcial-poznac-prawde-teraz-czas-ab

Czwartą tutaj:

http://www.igryfino.pl/wiadomosci/22693,robie-to-dla-rodziny-dina-chce-zeby-poznala-prawde

Teraz zapraszamy na część piątą – ostatnią.

 

Telefon jednak nie zadzwonił…

Niektóre osoby wykazują zdziwienie, że po tylu latach pamiętam tak wiele szczegółów. To nie jest tak, że po 30 latach coś sobie przypomniałem i zacząłem pisać. Każdego roku, w dniu 1 listopada wracałem do tamtych zdarzeń. Podobnie jak w święta Bożego Narodzenia i Wielkanocne. Ja nie muszę sobie dzisiaj tego wszystkiego przypominać. Ja nigdy o tym wszystkim nie zapomniałem.

Kiedy pisałem (opublikowane ostatecznie na igryfino) teksty, nie zakładałem, że dojdzie kiedykolwiek do publikacji. To była całkowicie prywatna korespondencja, którą przesłałem  kuzynowi „Dina” (Andrzejowi). Chciałem, żeby przekazał całość Rodzicom Jurka. Podałem swój numer telefonu, deklarując gotowość udzielenia ew. dodatkowych informacji. Liczyłem się z tym, że usłyszę … różne rzeczy. Jednak telefon nie zadzwonił. Uznałem wtedy, że publikacja jest  bardzo dobrym rozwiązaniem.

W ramach publikacji, portal dokonał drobnych, niezbędnych korekt. Pisząc do bliskich, określałem tylko dni tygodnia. Jeżeli coś wydarzyło się w sobotę, to nie dodawałem konkretnej daty. Bliscy dobrze pamiętają dzień, kiedy zginął „Dino”. Upublicznienie treści wymagało wprowadzenia takich (i podobnych  - np. śródtytuły) uzupełnień.

****************

Walczę ze stereotypem

Uznałem, że wszyscy powinni poznać prawdę, nie tylko osoby najbliższe.

Funkcjonuje pewien stereotyp związany z żołnierzami, podejmującymi tak tragiczne decyzje jak „Dino”. Jeżeli zachowanie nie znajduje żadnego konkretnego uzasadnienia : („nie wiadomo dlaczego”), wiele osób samodzielnie znajduje odpowiedź. Skoro taki żołnierz wykonywał te same zadania co pozostali żołnierze jego plutonu, tylko on podjął taką decyzję, to widocznie z nim coś było nie tak. Prawdopodobnie to człowiek słabszy od pozostałych, mięczak, rozchwiany (a może nawet chory) psychicznie itp.

Z podobnymi opiniami spotykałem się podczas rozmów z kolegami służącymi w innych jednostkach, kiedy już wyszedłem do cywila. W ramach (niektórych) komentarzy na niniejszym portalu, potwierdzają się skłonności do powielania tego stereotypu.

 

Chcę wyjaśnić skutecznie, dlatego robię to publicznie

Rodzicom tego tłumaczyć nie muszę. Są jednak dalsi znajomi, sąsiedzi ... oraz ci, którzy nigdy „Dina” nie poznali osobiście, znają jego tragiczny koniec z opowiadań innych ludzi. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że wiele z tych osób poddaje się opisanemu stereotypowi. Oceniają „Dina” właśnie w ten sposób.

To nie Rodzice „Dina” wykreowali teorię, że „nie wiadomo dlaczego”. Zrobiło to wojsko, którego elementem był nasz pluton, a ja jego żołnierzem. To, że „Dino” kiedykolwiek, przez kogokolwiek został oceniony w ten sposób, to nasza wina. Nie można cofnąć czasu. Można jednak wyjaśnić, że takie oceny były błędne, uchronić przed podobnymi w przyszłości.

Chcąc tego dokonać skutecznie, należy to zrobić publicznie. To podstawowy powód, dla którego zdecydowałem się opublikować całość wyjaśnień na niniejszym portalu.

Być może ujawnienie prawdy o okolicznościach śmierci „Dina”, skłoni niektóre osoby do odejścia od stereotypów, w ocenie innych, podobnych przypadków.

******************

To wojsko ponosi odpowiedzialność

Oczywiście, moje wypowiedzi nie zmienią wizerunku „Dina” w jego najbliższym otoczeniu. Rodzina wie, jakim był. Teraz wiedzą, dlaczego nie żyje, jak przebiegał ostatni okres jego życia. Myślę, że to pytanie czasami wracało, pozostając dotychczas bez odpowiedzi. W przypadku takiej tragedii, czasami ludzie doszukują się jakiejś odpowiedzialności osób z najbliższego otoczenia (z cywila). Jeżeli ktokolwiek  w otoczeniu „Dina” snuł kiedykolwiek podobne domysły, teraz może już spokojnie spać. Całkowitą odpowiedzialność za jego śmierć oraz późniejsze zatajenie prawdy, ponosi wojsko.

*******************

Dino miał gorzej od nas. Dlatego nie żyje

Wśród komentarzy, znaczna część opiera się na założeniu, że „wszyscy mieliśmy tak samo”. To nieprawda. Ja miałem podobnie jak wy. „Dino” miał gorzej od nas. To dlatego my żyjemy, on nie.

Zdecydowałem się na opublikowanie własnego świadectwa. Skończyłem szkółkę z oceną bardzo dobrą. Nie dlatego, że punktowałem u przełożonych. Wręcz przeciwnie. Nigdy na szkółce nie byłem na przepustce (podobnie jak większość naszego plutonu). Na taką ocenę sobie zasłużyłem. W tej ocenie jest zawarta duża ilość mojego potu.  „Dino” wcale nie był gorszym żołnierzem niż ja.

 

Świadectwo świadczy o mnie. Moje słowa są świadectwem dla „Dina”

Nie było „tak samo”. Po ukończeniu szkółki w Oleśnicy, służyłem w Pierwszej Eskadrze Lotnictwa Myśliwskiego (klucz - osprzęt), na lotnisku Katowice – Mierzęcice. W  związku z rozwiązaniem jednostki, późnym latem 1987r. zostałem przeniesiony na lotnisko Poznań – Krzesiny. Pełniłem służbę w trzech jednostkach. W każdej z nich było inaczej.

Opisywałem zajęcia nocne zimą w Oleśnicy. Już po szkółce, po przeniesieniu do pułków bojowych mieliśmy loty nocne. Warunki były nieporównywalnie lepsze. W okresie jesienno-zimowym mieliśmy dodatkowe kombinezony (z podpinką), które zakładaliśmy na moro. Kiedy eskadra wystartowała, mieliśmy od kilkunastu minut do pół godziny wolnego czasu (później eskadra podchodziła do lądowania). Mogliśmy wówczas pójść do pobliskiego bufetu, kupić sobie gorącą zupę, drugie danie... albo po prostu ogrzać się w ciepłym pomieszczeniu, napić się gorącej kawy. Jeżeli loty nocne trwały długo, nie chodziliśmy na stołówkę, żeby zjeść śniadanie. Mogliśmy  spać dłużej niż w Oleśnicy, śniadanie zabezpieczał podoficer (posiłki donoszone na eskadrę w termosach).

„Fala” też była różna. Na szkółce praktycznie nie istniała. W Mierzęcicach dowiedziałem się, co to „jechanie klaty”, „szafa grająca”, recytowanie „panoramki” przed położeniem się spać itp. W Poznaniu tego w ogóle nie było. 

 

Postawiono mi zarzuty

Podczas służby w Mierzęcicach doszło do zdarzeń, w efekcie których prokuratura wojskowa  postawiła mi zarzuty. Ostatecznie, postępowanie przeciwko mnie zostało umorzone. Jak wyczytałem z uzasadnienia, wystąpiła „niska szkodliwość społeczna”. Wszystko dlatego, że „kierowałem się źle pojętym koleżeństwem wobec szefa eskadry” (odpowiednik szefa kompanii w wojskach lądowych). Wykonywałem rozkazy. Nie słyszałem nigdy o przypadku, żeby pomiędzy młodym żołnierzem i szefem eskadry występowały relacje „koleżeńskie”. 

Kiedy służyłem w Poznaniu, doszło na eskadrze do kradzieży kilku sztuk broni. W dniu, gdy sprawa ujrzała światło dzienne, pełniłem służbę. Zostałem z niej zdjęty przez WSW, przewieziony do placówki kontrwywiadu, mieszczącej się w sztabie jednostki. Po kilku dniach przesłuchań utraciłem przytomność. Okres od 6 stycznia  do 10 lutego 1988 r. spędziłem w 111 Szpitalu Wojskowym, oddział neurologii. Jeszcze w trakcie mojego pobytu w szpitalu, sprawa się wyjaśniła. Nie miałem żadnego związku ze wspomnianą kradzieżą.

 

Moje i wasze prawo do ocen

Nie chcę się w tym miejscu licytować z kimkolwiek: kto miał gorzej? Nie opisuję warunków służby, którą mieli inni żołnierze. Chcę jedynie zaznaczyć, że nie jestem gorszy od was. Nie chcę nikomu niczego odbierać. „Dino” miał gorzej niż my. To ja mam prawo dokonywać takich ocen. Porównywać. Kiedy czytam niektóre komentarze, to ciśnienie się podnosi. Jakie macie prawo dokonywać takich ocen ?

Niektórzy starają się wykazać, że też nie spali. Nie spaliście, podobnie jak ja. „Dino” spał mniej niż my.

Trudno wyrazić słowami, jak człowiek może być bardzo zmęczony. Kierowca jadący z pasażerem jest mniej podatny na skutki zmęczenia. Jest utrzymywana jakaś aktywność wynikająca z bieżącej rozmowy. Kiedy ktoś prowadzi samochód samotnie, szybciej popada w stan znużenia  - cywilowi inaczej tego nie mogę wyjaśnić.

Do czasu aż „Dino” był na wartowni, w grupie, zagrożenie nie występowało. Gdy został sam, na posterunku, w drugiej godzinie doszło do decyzji, które okazały się być tragiczne w skutkach.

***************************

Co mogliśmy zrobić ?

Wielokrotnie zadawałem sobie to pytanie. Odpowiedź wcale nie jest prosta.

Każdy mógł się zwrócić do politycznego. Tak stanowiły regulaminy. Te same regulaminy mówiły, że żołnierz może leżeć na łóżku pół godziny po posiłku. Ktoś leżał na łóżku po posiłku, szczególnie „za młodego” ?

Polityczny był gotów przyjąć każdą skargę. Słuchając „młodego” wykazywał zdziwienie, że opisywane sytuacje mają miejsce. Deklarował, że załatwi sprawę, bo tak być w wojsku nie może. Później polityczny szedł do bezpośredniego przełożonego „młodego” : „Słuchaj, masz tam u siebie takiego podpierdalacza, był u mnie, mówił że …. to zrób z nim coś, albo ja będę musiał jakoś reagować”. Przełożony (plus starsi służbą od „młodego”) mieli kilka dni. Później „młody” szedł do politycznego, tłumacząc, że był źle zrozumiany. Odkręcał wszystko. Polityczny potrafił być do tego stopnia hipokrytą, że pytał: „Na pewno ...?”.

Będąc już w wojsku „cywilem”, tłumaczyłem „młodym”, cokolwiek by się nie działo na eskadrze: nie korzystajcie z pomocy politycznego. Do tej pory uważam, że to była słuszna nauka.

Dlatego tego typu rady zamieszczane w ramach komentarzy uznaję za błędne.

***************************

Mam moralnego kaca

Oczywiście, że mam kaca moralnego. Zawsze go miałem. Mam nadal uchylać się od wszystkiego ? Wygodnie przecież utrzymywać wersję : „nie wiadomo dlaczego”.

Wiem, że najbliższa Rodzina ma do mnie olbrzymi żal. Szczególnie teraz, gdy rozwiałem jakiekolwiek ich wątpliwości. To ja ponoszę współodpowiedzialność. 

Każda część w ramach tytułu zawiera stwierdzeni: „Teraz czas abym zrobił rachunek

sumienia”. To wprost oznacza, że nie mam najmniejszego zamiaru wybielać się. Przed kimkolwiek. Nie napisałem niczego, co mogłoby dla mnie stanowić powód do dumy.

Do mojego „rachunku sumienia” należy doliczyć tak długą zwłokę w ujawnieniu prawdy. Do tego co napisałem dotychczas, powinienem chyba dodać brak odwagi. Wydarzyło się wiele złego. Każdy rok powodował, że trudniej było podjąć taką decyzję. Zachowywałem się jak uczeń, który wczoraj był na wagarach i w obawie o konsekwencje, decyduje się kolejny dzień spędzić na wagarach. To droga donikąd.

*******************

Jeśli ktoś będzie przechodził obok grobu „Dina”…

„Dino” wcale nie potrzebował pomocy ze względu na to, że był słabszy. Był bardziej obciążony od pozostałych. Właśnie to wymaga bardzo głośnego powiedzenia.

Rozważając wszelkie „za” i „przeciw”, nie byłem początkowo przekonany, czy należy wracać do tematu sprzed 30 lat. Teraz nie żałuję i gdybym miał kolejny raz podjąć decyzję, zrobiłbym tak samo.

 

Jeżeli ktoś będzie przechodził obok jego grobu, niech nie poddaje się stereotypowemu myśleniu, sugestiom „twardzieli”.  To nie był żaden „mięczak”. On po prostu doświadczył więcej od tych, którzy przeżyli. Właśnie chęć dokonania tego przekazu jest jednym z powodów, dla których upublicznienie tematu uznałem za słuszne.

********

Dziękuję portalowi igryfino.

 

Rodzinę Jerzego Gajdemskiego przepraszam.

 

Krzysztof z Bielska-Białej

igryfino.pl | Dołącz do nas na Facebooku

Zdjęcia (1)

Podziel się:

Oceń:


Komentarze (33)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

były żołnierz
były żołnierz 12.07.2019, 12:26
Jak chcesz pisać o wszystkim, to pisz o wszystkim. Dowódcą waszego plutonu był chorąży P. Dowódcą naszej kompanii, kapitan H.
xyz
xyz 11.07.2019, 12:00
*** ! Podziwiam faceta co to napisał.
wiem
wiem 12.07.2019, 12:30
Pewne sprawy nigdy nie wymazują się z pamięci.
xyz
xyz 12.07.2019, 16:01
W opisie, pominąłem krew. spływającą z mojego nosa i ust. Chciałem wyrazić swoją BEZSILOŚĆ - jak bardzo NIE POTRAFIŁEM
żołnierz z poboru
żołnierz z poboru 12.07.2019, 12:40
Wszyscy w jakiś sposób, służąc dla MON-u, w PRL-u, zeszmaciliśmy się. Zawsze można się usprawiedliwić tym, że nie mieliśmy innego wyjścia.
Chętnie opowiadamy o tym, jak to było "za starego" i wstyd wspominać, co robiliśmy, będąc "młodymi". O tym nie opowiadamy. Może boimy się tego, że nie zostaniemy zrozumiani ? Nie wiem....
uważam, że
uważam, że 12.07.2019, 12:50
Nie przesadzaj,. Taka wtedy była Polska.
xyz
xyz 12.07.2019, 15:33
Na kolejne pytania już nie odpowiadasz. Kolejny raz dostajesz w twarz. Nie możesz "oddać" - wiesz, że za takie zachowanie dostaniesz prokuratora. Nie wolno uderzyć oficera, szczególnie z WSW.
Co robić ?
Dla mnie, szpital wojskowy był "wybawieniem" - tak było. Teraz można pisać różne rzeczy.......
xyz
xyz 12.07.2019, 13:39
Polska dawno się zmieniła. Znasz jakąś wypowiedź medialną (prasa, TV) na ten temat ? Kto przyzna się do tego, pod własnym nazwiskiem, że chcąc pójść spać, musiał recytować : "rezerwa oddycha dwoma płucami, wicerezerwa jednym, a wszystkie koty, trepy. psy skurwiałe od wieczora aż do rana, przez skarpetę weterana....". Słyszałeś/aś taką opowieść ? Cały wiersz (?) jest znacznie dłuższy. Zawiera "cyfrę starego" i niech ręka Boska ma w opiece młodego, który się pomylił Musiał "pompować" cyfrę starego, odliczając głośno każdą "pompkę". Najgorzej, kiedy "stary" podczas odliczania zawołał : "zero" - młody zaczynał pompować od "jeden"...

Znasz "szafę grającą" ? Młody wkłada głowę do szafki, śpiewa piosenkę wybraną przez "starego". W pewnym momencie "stary" zarządza "zmianę płyty" - uderzając w szafkę.
Może to zabawne, pod warunkiem, że nie jest się "młodym". Szafki były metalowe, Rezonans olbrzymi. Każda "zmiana płyty", to szok dla młodego. Wiem, doświadczyłem.
Nigdy nie robiłem "szafy grającej", będąc już "starym". Widziałem, jednak nie protestowałem (biernie przyzwalałem) - to nie ma związku z tym, jaka była (jest) Polska

Mógłbym tak długo. Każdy z nas może - ale każdy z nas milczy.
uważam, że
uważam, że 12.07.2019, 13:46
A wiesz co dzisiejszej Polsce będa pisali za 30 lat? Jeśli naprawde dużo czytać, to pewne podsumowania znajdziesz już teraz.
xyz
xyz 12.07.2019, 15:15
Było tak w PRL- u, że każdy żołnierz mógł oddać mocz na milicjanta (aktualnie, policja). Było zabronione stosowanie środków bezpośredniego przymusu przez milicję wobec żołnierzy .... ale to nie była "bajka".
Po wezwaniu WSW (aktualnie, żandarmeria) - żołnierz tracił wszelkie prawa. WSW, według własnego uznania, zgodnie z obowiązującym prawem. mogło lać żołnierza, do woli. Doświadczyłem.
xyz
xyz 12.07.2019, 14:57
Jesteśmy mężami, ojcami. Nie chcemy prawdy. Tak wygląda .... prawda.
xyz
xyz 12.07.2019, 14:12
Nie wiem. Wcale nie chodzi w moich wypowiedziach o Polskę. Uważam, że należy być człowiekiem, nie szmatą. Bez względu na ustrój, aktualne władze itp.
Ja wiem, to może być czasami trudne. Nawet bardzo. Warto być człowiekiem. To jedyna metoda, żeby po latach nie mieć wyrzutów sumienia.
Możemy okłamywać otoczenie. Kiedy spojrzymy w lustro, od prawdy nie uciekniemy.
człowiek
człowiek 31.10.2017, 16:15
Pomijając treść tej dyskusji - jutro warto zapalić świeczkę na grobie Jurka. Dla Jurka.
deco
deco 31.10.2017, 17:37
Święta racja!
x
x 05.08.2017, 16:16
Byłem żołnierzem 9-tej kompanii, pluton 96.Lotnicze przyrządy pokładowe / LPP/ .Jerzy Gajdemski był w SUE (samolotowe urządzenia elektryczne). W pułkach bojowych służyliśmy wspólnie,bez podziału specjalności.W kluczu osprzętu.Nie wiem, dlaczego Wy tak się żrecie. Powinniście się spotkać, dać sobie po ryju.... Ja tego nie znałem. Kiedy zginął żołnierz z 95,dowódca kompanii powiedział,że nie wolno nam opuszczać sali. Teraz dowiaduję się, że wtedy była na kompanii jego rodzina.Prawdą, że w 95 był najmłodszy pomocnik.
=
= 05.08.2017, 11:36
Byłeś prawoskrzydłowym pierwszej czwórki ? Matek i ojców nie interesuje, co kiedyś tam się wydarzyło. Zamknij się.
ktos
ktos 05.08.2017, 11:57
Prawda zawsze jest ważna!
`
` 05.08.2017, 12:51
Long powinien milczeć ! Zachował się jak skończona (...). Mamy rodziny.One tego nie zrozumieją

Część komentarza usunięto. admin2
Krzysztof_Bielsko
Krzysztof_Bielsko 05.08.2017, 13:33
I jeszcze jedno, aczkolwiek dosadne słowo : ***j. Nikt nam tego nie wybaczy. Możesz się usprawiedliwiać ale nic z tego nie wyjdzie.
Krrzysztof
Krrzysztof 05.08.2017, 13:14
Zamknij ryj. Cały pluton powinien 1-go listopada pojawić się w Gryfinie.Czego się boisz ? Z żonami i dziećmi - niech wiedzą, jacy byliśmy.
gość
gość 23.04.2017, 16:28
To smutne, że żołnierz którego ktoś prześladuje i krzywdzi nie może nikomu się poskarżyć bo jest uznawany wtedy za donosiciela, czyli "kapusia". I to powodowało bezkarność tych "bestii". Ten polityczny to zupełnie wykolejony moralnie "człowiek". Ja wiem tylko jedno, że jak w zakładzie pracy kolega koledze robi jakąś krzywdę i go prześladuje, to nie należy tego ukrywać tylko głośno "krzyczeć". Pokrzywdzony powinien od razu pójść i poskarżyć się nie do kierownika działu ale do samego dyrektora lub komendanta zakładu pracy, czyli jak najwyżej. Znam 2 przypadki kiedy taka obrona siebie zakończyła się pozytywnie i to prześladowca został ukarany a nie "ofiara".
Wrażliwa
Wrażliwa 22.04.2017, 20:30
Czytam i w całości to jest jakaś masakra!!!!!. Ja nie wiem komu mam bardziej współczuć. To wszystko jest okropne. To wszytko naprawdę się zdarzyło ?
Nik
Nik 22.04.2017, 21:14
Weź kobito w jakim ty świecie źyjesz ?
Marta
Marta 21.04.2017, 08:42
Ciekawe to!
Charon
Charon 20.04.2017, 23:58
Pana długi pobyt na neurologii wiele wyjaśnia.
obi
obi 21.04.2017, 01:00
Widać Charon, że niczego nie zrozumiałeś. Stać cię tylko na zgryźliwy ton i złośliwości.
Maria
Maria 20.04.2017, 23:35
Panie Krzysztofie, dziękuję za takie opowiedzenie tej historii.
Mocher
Mocher 21.04.2017, 08:03
A za co tu dziękować ?
Marta
Marta 21.04.2017, 08:43
Za prawdę, która ujrzała światło dzienne po wielu latach!
Git
Git 21.04.2017, 10:53
Jaka prawda ? Chłopak słaby psychicznie popełnił samobójstwo i tyle !
Co sie więcej dowiedziałaś tempa babo !!
Miodek
Miodek 22.04.2017, 18:28
Już tłumaczę innym. Tempa... Znaczy się odmiana od "tempo" - prędkość. W tym komentarzu należy rozumieć następująco;
Co SIE (odmiana od "się"-słowo używane u słabiej rozwiniętych jednostek) więcej dowiedziałaś prędka/szybka babo ("baba"-ta sama geneza co "sie") !!
Błędna interpunkcja lub jej brak, to wyraz buntu. Osobnik pokazuje w ten sposób swoją wyższość w starciu z dziedziną, która go przeraża.
Polonistka
Polonistka 21.04.2017, 16:23
Naucz się ortografii, później czytania ze zrozumieniem. Kultury nigdy się nie nauczysz. To się wynosi z domu.
Uczeń
Uczeń 21.04.2017, 16:38
Ty Polonistka a co ty taka mądra ??

Pozostałe