W miniony weekend Siekierkowski Cmentarz Wojenny w Starych Łysogórkach stał się miejscem szczególnej pamięci. Oficjalne uroczystości, w tym msza święta za poległych, miały godnie upamiętnić krwawe walki o Odrę z 1945 roku. Jednak to, co wydarzyło się tuż obok nekropolii, wywołało falę pytań o granice smaku, etykę oraz sensowność formy, w jakiej podaje się dziś historię najmłodszym pokoleniom.
„To nie była lekcja historii, to była trauma”
Głównym punktem programu towarzyszącego obchodom była inscenizacja militarna pod nazwą „Bitwa o Odrę ‘45”. Podczas gdy lektor opowiadał o trudach forsowania rzeki i heroizmie żołnierzy, na „polu bitwy” trwał ruch wojsk i wymiana ognia. W pewnym momencie scenariusz przewidział scenę, która wstrząsnęła niektórymi obserwatorami.
– Oglądałam inscenizację i byłam zbulwersowana, gdy zobaczyłam polskiego lub rosyjskiego żołnierza, który prowadził czterech niemieckich jeńców, a potem ich rozstrzelał – mówi nauczycielka, która przyjechała na obchody z grupą uczniów. – Jak mam wytłumaczyć dzieciom to, co właśnie zobaczyły? Czego ma uczyć widok zabijania jeńców w ramach „świętowania”?
Pytania o fakty: Czy ta zbrodnia miała miejsce?
W rekonstrukcjach historycznych kluczowa powinna być wierność prawdzie. Organizatorzy, wprowadzając do scenariusza scenę egzekucji, biorą na siebie odpowiedzialność za przekaz historyczny. Tymczasem w dokumentacji dotyczącej walk w tym konkretnym rejonie trudno znaleźć potwierdzenie dla epizodu rozstrzelania akurat czterech niemieckich żołnierzy w okolicznościach, które przedstawiono.
Pojawia się więc fundamentalne pytanie: Dlaczego zdecydowano się na tak drastyczny obraz? Jeśli scena była jedynie „licentia poetica” autorów scenariusza, to pojawia się problem moralny. Pokazywanie zbrodni wojennej – niezależnie od tego, kto jest ofiarą, a kto sprawcą – jako elementu „atrakcji” dla mas, ociera się o gloryfikację przemocy lub tanią sensację.
Sacrum cmentarza a widowisko militarne
Kolejnym aspektem budzącym kontrowersje jest lokalizacja. Siekierkowski Cmentarz Wojenny to miejsce spoczynku tysięcy żołnierzy. Czy w bezpośrednim sąsiedztwie nekropolii, gdzie panować powinna cisza i zaduma, dopuszczalne jest organizowanie głośnych widowisk opartych na pirotechnice i pozorowanej śmierci?
Krytycy takich rozwiązań wskazują, że formuła „strzelanek” infantylizuje tragedię wojny. Jak w ramach krótkiego show oddać autentyczny strach, ból i ostateczność śmierci? Czy pokazanie „rozstrzelania” na oczach rodzin z dziećmi to odpowiedni sposób na uczczenie pamięci poległych, czy raczej sprowadzenie ich ofiary do poziomu brutalnej rozrywki?
Odpowiedzialność i pieniądze podatników
Inscenizacja tej skali nie jest dziełem przypadku. Za każdym takim wydarzeniem stoi sztab ludzi i konkretne fundusze. Z oficjalnych plakatów wynika, że za organizację odpowiadały:
- Gmina Mieszkowice
- Gmina Trzcińsko-Zdrój
- Województwo Zachodniopomorskie (Sejmik?)
- Muzeum Pamiątek Wojsk Inżynieryjnych w Siekierkach
- Fundacja Gloria Griffin
To te instytucje zatwierdziły scenariusz i sfinansowały wydarzenie z pieniędzy podatników. W tym kontekście warto zapytać o wizerunek regionu i samych uroczystości. Czy brutalizacja przekazu to jedyny sposób, by przyciągnąć uwagę współczesnego widza?
Co z tego wyniosą dzieci?
Eksperci i psycholodzy od lat alarmują, że dzieci nie potrafią w pełni odróżnić teatralnej konwencji od realnej brutalności, zwłaszcza gdy ta prezentowana jest w tak realistyczny sposób. Zamiast szacunku do historii, młodzi widzowie mogą wynieść z takich pokazów przekonanie, że przemoc jest naturalnym i dopuszczalnym elementem „zabawy w wojnę”.
Zamiast edukacji o trudnej przeszłości, zaserwowano widzom sceny, które zamiast skłaniać do refleksji, budzą niesmak i rodzą pytania o to, gdzie kończy się pamięć, a zaczyna niebezpieczna fascynacja okrucieństwem.
Jak to wyglądało do momentu rozstrzelania jeńców?
O uroczystości na Cmentarzu Wojennym w Starych Łysogórkach napisaliśmy wcześniej tutaj:






Napisz komentarz
Komentarze