Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
poniedziałek, 4 maja 2026 21:35
Reklama

Dlaczego karetki jadą tak długo. System ratownictwa nie wyrabia a normy pozostają tylko na papierze

Od blisko 9 minut w najlepszym regionie do prawie 13 minut w najgorszym – tyle średnio trwa oczekiwanie na pomoc w mieście. Poza miastami sytuacja jest jeszcze trudniejsza. Sprawdzamy, dlaczego zespoły ratownictwa medycznego przestały wyrabiać się w czasie.
Dlaczego karetki jadą tak długo. System ratownictwa nie wyrabia a normy pozostają tylko na papierze
Przeczytaj o przyczynach opóźnień karetek i zagrożeniach dla zdrowia pacjentów.

Autor: Canva

Normy sobie, rzeczywistość sobie. W żadnym z województw karetki pogotowia nie mieszczą się w ustalonych normach czasu dojazdu do chorego.

Tak jest i w miastach, i poza nimi. To groźne dla zdrowia i życia pacjentów.

Dziś norm nie spełnia żadne z województw

Jak przypomina Zero.pl, w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców karetka powinna dojechać do pacjenta w ciągu 8 minut. Poza nimi – w ciągu 15 minut. Maksymalny dopuszczalny czas to odpowiednio 15 i 20 minut. 

Tyle że codzienność daleka jest od zapisanych norm, bo dziś nie są one spełniane w żadnym z województw. Dziesięć lat temu sytuacja była znacznie lepsza — wtedy w normie mieściło się 14 województw. 

Najlepiej pod tym względem jest dziś w województwie warmińsko-mazurskie. Tam w miastach czas dojazdu do pacjenta wynosi średnio 8 min 53 s.

Najgorzej jest w województwie dolnośląskim, w którym średni czas dojazdu wynosi ok. 12 minut i 57 sekund. W limicie czasu – podaje Zero.pl – nie mieści się aż 44 proc. wezwań.

Jeszcze gorzej jest z wezwaniami do pacjentów spoza miast. 

Za mało zespołów ratownictwa, brak wolnych karetek

Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze – wylicza serwis – jest za mało zespołów ratownictwa w stosunku do liczby zgłoszeń. Są miasta, gdzie jeden zespół wyjeżdża 10 razu w ciągu doby. Oznacza to ciągłe przeciążenie systemu.

Wpływ na opóźnienia – w ocenie ratowników i dyspozytorów – ma brak wolnych karetek. Na to nakładają się zakorkowane miasta, źle zaprojektowane osiedla, blokady parkingowe i niewłaściwe zachowanie kierowców wobec pojazdów uprzywilejowanych. System nie nadąża także za szybkim rozwojem przedmieść dużych miast.

Kolejnym powodem są nieuzasadnione wezwania karetek. W 2025 r. ponad połowa wyjazdów nie dotyczyła nagłego zagrożenia zdrowia. Pacjenci traktują pogotowie i SOR jako szybką pomoc medyczną. Bo nie mogą dostać się do lekarza, specjalisty czy na badania diagnostyczne.

Niewiele wyjazdów to realne ratowanie życia

Realne ratowanie życia – oceniają ratownicy – dotyczy dziś tylko niewielkiego odsetka interwencji.

– Mniej niż 10 proc. moich wyjazdów to realne ratowanie życia – mówi w rozmowie z Zero.pl Kacper Mazurkiewicz. 

Reszta to skutki niewydolności systemu ochrony zdrowia, który „wypycha” pacjentów do karetek.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaMrówka
Reklama
Reklama
Reklama