Nasilający się mróz i gwałtowny przyrost zjawisk lodowych wymusiły zdecydowane działania służb wodnych na Pomorzu Zachodnim. Aby zapobiec powstawaniu groźnych zatorów i chronić region przed powodzią zatorową, na dolny odcinek Odry wypłynęły lodołamacze. Od czwartku żegluga na kluczowych odcinkach rzeki została oficjalnie zamknięta.
Lodowa blokada na dolnej Odrze
Ostatnie mroźne noce znacząco zmieniły krajobraz rzeki. Obecnie na dolnym odcinku Odry zalega już około 60 kilometrów stałej pokrywy lodowej. Pozostała część koryta wypełniona jest śryżem – gąbczastą formą lodu – oraz charakterystycznymi krążkami śryżowymi. W dolnym biegu rzeki obserwuje się także narastający lód brzegowy.
Z powodu realnego ryzyka powstania zatorów, Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Szczecinie (Wody Polskie) oraz Urząd Żeglugi Śródlądowej podjęły decyzję o całkowitym zamknięciu żeglugi na dolnym i granicznym odcinku Odry. Zakaz obejmuje m.in.:
- Regalicę (od 730,5 km do 741,6 km),
- Odrę Zachodnią (od 0,0 km do 36,6 km),
- Przekop Klucz-Ustowo, rzekę Parnicę oraz Kanał Odyńca.
"Stanisław" i "Odyniec" na posterunku
Choć właściwa akcja lodołamania rusza zazwyczaj w momencie odwilży, lodołamacze już teraz rozpoczęły tzw. rozruch technologiczny. To swoista próba generalna maszyn i załóg.
W środę i w czwartek na odcinku między Szczecinem a Gryfinem operowały dwie jednostki:
- "Stanisław" – potężny lodołamacz czołowy o mocy 1599 KM, którego zadaniem jest rozbijanie zwartej tafli lodu.
- "Odyniec" – jednostka liniowa o mocy 1060 KM, która wspomaga lidera, spychając pokruszoną krę na boki i dbając o drożność rynny.
Dzień wcześniej na trasie do Widuchowej testowany był również lodołamacz "Dzik" (1060 KM). W pełnej gotowości do działania pozostaje łącznie siedem polskich jednostek.
Strategia: Od dołu w górę rzeki
Zasady lodołamania są ściśle określone przez hydrologów. Akcja zawsze rozpoczyna się od dolnego odcinka – w Szczecinie, na obszarze jeziora Dąbie. Dopiero gdy tamtejsze wody zostaną oczyszczone, lodołamacze ruszają w górę rzeki. Taka strategia pozwala na swobodny spływ pokruszonej kry w stronę morza i zapobiega piętrzeniu się lodu w wąskich gardłach rzeki.
"To, co widzimy teraz, to przygotowanie pola pod nadchodzącą odwilż. Naszym zadaniem jest ułatwienie spływu lodu, gdy temperatura wzrośnie" – podkreślają specjaliści.
Prognozy wskazują, że decydująca faza akcji może nastąpić za około 10 dni, kiedy przewidywane jest ocieplenie. Do tego czasu lodołamacze będą monitorować sytuację i interweniować tam, gdzie lód mógłby zagrozić bezpieczeństwu mieszkańców nadodrzańskich miejscowości.
Siedem polskich jednostek gotowych do lodołamania. Niemcy też mają swoje lodołamacze i zwykle dochodzi do współpracy.







Napisz komentarz
Komentarze