Brak reakcji służb odpowiedzialnych za utrzymanie nawierzchni sprawił, że lokalna społeczność czuje się pozostawiona sama sobie. Zdjęcia przesłane do naszej redakcji nie pozostawiają złudzeń – droga przypomina taflę jeziora, a nie trakt komunikacyjny.
"Jedna wielka szklanka" – relacja czytelniczki
Sytuacja jest na tyle poważna, że mieszkańcy zdecydowali się na interwencję medialną, dokumentując stan nawierzchni na trasie. Jak wynika z relacji, mimo fatalnych warunków, na miejscu nie pojawił się żaden sprzęt odśnieżający ani piaskarki.
Problem dotyczy miejscowości Sobieradz, a konkretnie drogi prowadzącej nad jezioro. Nasza czytelniczka w swoim liście nie kryje rozgoryczenia:
„Sobieradz - droga nad jezioro. Żadne służby nie jechały, aby posypać drogi. Jedna wielka szklanka na całej długości nowej drogi z płyt”.
Nowe płyty, stary problem
Problem jest o tyle dotkliwy, że mowa o odcinku niedawno wykonanym z płyt betonowych. Tego typu nawierzchnia przy marznących opadach błyskawicznie pokrywa się warstwą lodu, co w połączeniu z ukształtowaniem terenu – licznymi zakrętami i wzniesieniami widocznymi na zdjęciach – tworzy ekstremalnie niebezpieczne warunki.
Zarządca tej drogi powinien pomyśleć także o pojazdach ratowniczych, które w razie alarmu musiałyby mierzyć się z oblodzoną nawierzchnią, mając ogromne trudności z poruszaniem się w tej okolicy. A w sytuacji zagrożenia życia to może mieć tragiczne skutki.
Pozostaje pytanie: jak długo mieszkańcy Sobieradza będą musieli czekać na posypanie drogi piaskiem lub solą?












Napisz komentarz
Komentarze