To miało być rutynowe zatrzymanie, a zmieniło się w scenariusz rodem z "Szybkich i Wściekłych".
Perfidna pułapka uciekiniera
Wszystko zaczęło się w Gryfinie. Funkcjonariusze Ogniwa Patrolowo-Interwencyjnego próbowali zatrzymać do kontroli srebrnego Volkswagena. Kierowca ani myślał naciskać hamulec. Rozpoczął się morderczy wyścig z czasem i policyjnymi syrenami.
W pewnym momencie wydawało się, że rozsądek zwyciężył. Młody mężczyzna zwolnił i zjechał w zatokę autobusową. Gdy policjanci wysiedli z radiowozu, przekonani, że to koniec interwencji, uciekinier pokazał swoją prawdziwą twarz. Wykorzystał ten moment jako brudny fortel – gwałtownie wcisnął gaz do dechy, zostawiając osłupiałych funkcjonariuszy w chmurze spalin. Zyskał cenne sekundy przewagi i rzucił się do szaleńczej ucieczki w stronę Wełtynia.
Finał na trasie śmierci
Ucieczka nie trwała jednak długo. Na śliskiej nawierzchni, na odcinku między Wełtyniem a Wirowem, przeznaczenie dopadło 29-latka. Przy ogromnej prędkości mężczyzna stracił panowanie nad maszyną. Rozpędzony Volkswagen wypadł z drogi i z impetem wbił się w przydrożne drzewa.
Pościg zakończył się w ciemnościach, pośród trzasku łamanych gałęzi. Szybko wyszło na jaw, dlaczego kierowca tak desperacko uciekał:
- Był pod wpływem środków odurzających.
- W ogóle nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami.
Krajobraz po bitwie: Straty są porażające
Patrząc na zdjęcie z miejsca wypadku, trudno uwierzyć, że ktokolwiek wyszedł z tego o własnych siłach. Siła uderzenia była ogromna.
- Przód pojazdu: Został całkowicie zmasakrowany. Maska wygięła się w harmonijkę, a pas przedni przestał istnieć.
- Oświetlenie i karoseria: Charakterystyczne podwójne reflektory Volkswagena zostały zmiażdżone, a zderzak niemal całkowicie odpadł od konstrukcji.
- Wrak w sidłach natury: Samochód został dosłownie "uwięziony" przez potężne konary drzewa, które wbiły się w komorę silnika i przykryły dach oraz szybę czołową, blokując możliwość ucieczki z kabiny.
- Wartość rynkowa: Auto nadaje się już tylko na złom – strata całkowita.
Co z szybkim i wściekłym?
Mieszkaniec powiatu gryfińskiego trafił prosto do policyjnej celi. Usłyszał już zarzuty za niezatrzymanie się do kontroli, a prokurator objął go dozorem policyjnym.
Za nocny rajd pod wpływem narkotyków i narażenie wielu osób na śmierć, odpowie teraz przed sądem.








Napisz komentarz
Komentarze