Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
niedziela, 29 marca 2026 06:21
Reklama
Reklama

Korsykańskie opowieści Krasickiego. Uczucie 3 D

Kontynuujemy relację Kamila Krasickiego, który powrócił z wyprawy życia w góry Korsyki. Tym razem m.in. na czym polega uczucie 3 D.
Korsykańskie opowieści Krasickiego. Uczucie 3 D
Ostatnia relacja
http://www.igryfino.pl/artykul/Korsykanskie-opowiesci-Krasickiego--Rozgrzewka__6965
 
Powrót do cywilizacji
Do Haut Asco, czyli następnego schroniska położonego nieopodal górskiej miejscowości Asco wyruszyłem tradycyjnie już w południe. Na trasie było sporo wspinaczki i masa małych zbiorników wodnych. Zatrzymałem się na chwilę nad całkiem sporym jeziorem gdzie było nawet doskonałe miejsce na skok do wody, ale wolałem nie tracić czasu, tym bardziej, że byłem u podnóża ostatniego szczytu.
 
Po jego pokonaniu czekała mnie już tylko droga w dół do widocznego schroniska, które prezentowało się niczym górski kurort wypoczynkowy. Na dole było zwykłe (ale nie drewniane jak inne) schronisko z polem namiotowym, hotel (70 euro za noc) i stylowy bar. Plusy tego miejsca były takie, że ceny były niższe, był zasięg i droga dojazdowa do tego miejsca. Na miejscu była już młoda para Niemców których poznałem w poprzednim schronisku, opowiadając im o swoich planach. „Tam jest chyba twoja góra” - rzekli, pokazując na wysoki, spiczasty szczyt w oddali. Widząc ten widok zwątpiłem w próbę wejścia na Monte Cinto, tym bardziej, że nie wiedziałem nawet która z tych gór to właśnie mój cel. Wydawał on się nie bardzo możliwy, nawet nie wiedziałem jak tam się udać.
 
Życie w luksusie
To schronisko posiadało najładniejszą i najlepiej wyposażoną kuchni ze wszystkich – były nawet gniazdka elektryczne, więc w końcu mogłem podładować sprzęt. Wieczorem przed rozkładaniem namiotu w łazience rozmawiałem z jednym Litwinem który pokonywał szlak w odwrotnym kierunku. Zapytałem go o następny odcinek który mnie czeka – Cyrk Samotności. Mówił, że nie jest tak źle tylko trzeba przyzwyczaić się do „uczucia 3D” - nie wiadomo gdzie góra a gdzie dół. Pokazałem mu jeszcze mój nieszczęsny namiot którego rozłożenie w wietrznych warunkach to prawdziwa katorga. Noc była zimna i bardzo niespokojna. Całą noc mój namiot gibał się na wszystkie strony, aż dziwię się, że cała konstrukcja nie zawaliła mi się na głowę. Następny dzień postanowiłem przeznaczyć na odpoczynek i pranie ciuchów, wykupując przy tym pokój w schronisku by zaznać trochę spokoju i ciepła. Następnego dnia planowałem udać się do jakiegoś miasteczka w poszukiwaniu bankomatu – grubość portfela zmniejszała się. Zadzwoniłem do Tomka by zapytać gdzie najbliżej mogę znaleźć bankomat. Najbliższe miasteczko to Ponte Leccia i niby tam mogłem wybrać pieniądze. Tego dnia odpoczywałem jak inni nad okolicznym strumykiem lub w barze popijając zimne napoje. Dobrze tak przysiąść w spokoju i niczym się nie przejmując podziwiać piękno gór. Czy to na szlaku czy w schronisku – tam nie ma miejsca na codzienne problemy, liczy się tylko chwila.
 
Poznałem też niskiego, starszego Francuza z którym zamieniłem kilka słów, tradycyjnie uzyskałem przydomek „Polonia”. Mój pokój był dwu-osobowy a do towarzystwa przydzielono mi starszego Niemca – widać było, że na górskich wyprawach zjadł zęby. Później czekał mnie prawdziwy luksus – ciepły prysznic, aż wychodzić się nie chciało! Wieczór w kuchni był bardzo przyjemny – za oknem ciemność a w środku delikatne światło tworzące fajny klimat. Siedziało tam sporo osób, w tym Francuz który zaczął o mnie opowiadać paru innym osobom. Na wieść, że pochodzę z Polski zareagowali entuzjastycznie. Nie pierwszy raz miałem wrażenie jakbym był tam zaskakującym zjawiskiem, w sumie nie dziwie się – dominowali tam Francuzi i Niemcy. Noc była zupełną odwrotnością tej spędzonej w namiocie. O ile w namiocie było tak zimno, że musiałem ratować się ręcznikiem a i to nie wystarczało, tak w pokoju było tak gorąco, że musiałem wszystkiego się pozbywać. W związku z tym, że z pokoju trzeba było wymeldować się do 8:30, wcześnie wyruszyłem w dół drogi w poszukiwaniu okazji.
 
Mój włoski przyjaciel
Trasa slalomem kierowała się przez las w dół w sąsiedztwie górskiej rzeczki. A na tej drodze tylko ja, przede mną prosty asfalt na którego końcu czeka majestatyczna góra – widok niczym z najlepszych filmów drogi. Po drodze mijało mnie kilka samochodów ale w przeciwnym kierunku. Raz przejechał bus który kursował na tej trasie za 15 euro. Wolałem jechać za darmo i już 10 minut później miałem taką okazję. Zatrzymał się czarny Hummer którego kierowcą był włoski dentysta imieniem Mauro. Jechał on nieco dalej do górskiej miejscowości Calacuccia która na mapie z pewnością była większa od Ponte Leccia więc postanowiłem pojechać tam z nim. Jego celem było dotarcie do schroniska które znajduje się za miastem i udanie się pieszo na Monte Cinto, a potem na samochodem na zachód nad plażę Unesco.
 
Doskonale się składało bowiem na górę prowadziły dwie drogi – z południa z Calacucci i z północy z okolic Haut Asco. Mogłem więc wejść i wrócić do schroniska by kontynuować szlak GR20. Mimo bariery językowej, bo Mauro średnio mówił po angielsku, rozmawialiśmy jak starzy kumple. Przegadaliśmy około godzinną jazdę o polityce, sporcie, armii czy nawet o źródłach odnawialnej energii. Okazało się, że nasze kraje łączy nienawiść do rządu :D Mauro opowiadał o wizycie w Zakopanem, wypytywał o nasz kraj i jego turystyczne perełki. Sama droga była przepiękna – można by tam kręcić westerny. Kanion u którego stóp płynęła szeroka rzeka, a obok wąziutka, kręta droga otoczona niskim murkiem. Niestety na miejscu okazało się, że najbliższy bankomat jest w mieście Corte.
 
Zabawne jest, że dojechaliśmy tam gdy przegapiliśmy zjazd do Calacucci. Tak więc się rozstaliśmy a szkoda, bo wejście z Włochem na Monte Cinto byłoby kolejną okazją do długiej pogawędki.

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaMrówka
Reklama
Reklama
Reklama