Projekt, który ma pochłonąć astronomiczne 7,2 miliona złotych, zamiast stać się wizytówką, może być symbolem marnotrawstwa i braku dialogu. Podczas gdy inne miasta stawiają na błękitno-zieloną infrastrukturę, władze Gryfina zamierzają zafundować sobie granitowy plac, który zdaniem wielu będzie jedynie „patelnią” nie do zniesienia podczas letnich upałów.
„Sztuczna tandeta” zamiast wizytówki miasta
Głos opinii publicznej jest miażdżący. Dla wielu projekt to po prostu „sztuczna tandeta”. Ludzie, którzy na co dzień będą korzystać z tej przestrzeni, widzą w niej wszystko, tylko nie funkcjonalność. „Brak toalet, lodziarni, pełno betonu. beznadzieja!” – to jeden z najczęstszych zarzutów. Mieszkańcy punktują, że centrum powinno przyciągać, a nie odpychać surowością: „Za dużo betonu. Nie podobają mi się te skrzynie, jak podwyższone grządki w warzywniaku. Brakuje tu jakiejś fajnej fontanny i kawiarenki z ogródkiem z pergolami”.
Urzędowa narracja o „miejscu dla ludzi” wydaje się być jedynie pobożnym życzeniem. Jedna z mieszkanek brutalnie punktuje ten brak wizji: „Ja sobie wyobrażałam Plac Barnima, gdzie stoi jakiś mały budyneczek a w nim mała kawiarenka ogrodzona i bezpieczna dla mam i ich dzieci, żeby dziecko nie wybiegło. A dookoła można przyglądać się miastu… ale to chyba moja fantazja”.
Konserwator jako uniwersalna wymówka?
Urząd Miasta i Gminy w Gryfinie zasłania się wytycznymi Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, twierdząc, że relikty dawnego ratusza uniemożliwiają jakąkolwiek zabudowę czy nasadzenia w gruncie. Jednak radni i eksperci szybko obalają tę narrację. Krzysztof Gmiter wprost zarzuca władzom manipulację faktami:
„W oficjalnej narracji miesza się zakaz budowy trwałych obiektów od tych nietrwale związanych z gruntem. Autor sugeruje, że przepisy całkowicie to uniemożliwiają, a to nie jest zgodne z praktyką konserwatorską. To nie prawo jest barierą, tylko przyjęta koncepcja zagospodarowania”.
Podobnego zdania jest radna Iwona Gatkowska, która zauważa, że ładna nawierzchnia to za mało, by „ożywić” miasto:
„Mamy już przykład nabrzeża: ładny widok jest, ale bez kawy, ciasta, lodów czy restauracji z ogródkiem nie przyciąga to tłumów. Bo ludzie potrzebują atrakcji i powodów, żeby zostać dłużej niż kilka minut”.
Miliony na beton, a potrzeb brakuje
W czasie, gdy gmina planuje wydać fortunę na „estetykę”, mieszkańcy przypominają o długiej liście zaniedbań. Sylwia Barticzka pyta retorycznie o obietnice wyborcze: „Gdzie są „białe soboty”, bezpłatne gabinety dentystyczne w szkołach? adaptacja budynku komendy na szkołę muzyczną? Gdzie jest Filia Środowiskowego Domu Samopomocy?”.
Najmocniej wybrzmiewa jednak kwestia finansowa. Czy w trudnej sytuacji finansowej gminy wydawanie ponad 7 milionów na projekt, który budzi tak powszechny sprzeciw, jest racjonalne? Pani Marta nie przebiera w słowach:
„7 MILIONÓW 200 TYSIĘCY, na tyle wyceniono tę 'rewitalizację' która podoba się tylko autorowi i włodarzom tego miasta!! porażka na całego, mieszkańcy mówią NIE, nie podoba nam się, ale miasto brnie w to dalej bo miliony pozyskało. Albo zaczniecie coś robić dla mieszkańców albo weźcie się podajcie do dymisji jak macie odwalać taką chałę!”
Podsumowując, wizualizacja Placu Barnima to dla wielu Gryfinian obrazek smutny i pusty. Jak zauważa czytelnik Włodas: „Nie posiedzimy w cieniu. Może postawić tężnię. Nad rzeką też brak cienia i małej kawiarenki".
Wygląda na to, że Gryfino funduje sobie za miliony pomnik urzędniczego uporu, zamiast miejsca, w którym mieszkańcy naprawdę chcieliby być.










Napisz komentarz
Komentarze