Jednocześnie ten sam prezes, ramię w ramię z politycznymi sojusznikami, kreśli wizje finansowania potężnych programów zbrojeniowych pod szyldem SAFE. Jak to możliwe? To proste – wystarczy odrobina „niestandardowych metod” i ignorowanie realnych funduszy czekających w Brukseli.
Bilans klęski: Rok 2025 pod znakiem rekordowego minusa
Prezes NBP oficjalnie potwierdził to, czego obawiali się ekonomiści: rok 2025 zamknął się astronomiczną stratą w wysokości 35,7 mld zł. To najgorszy wynik w historii instytucji, który sprawia, że do budżetu państwa – po raz kolejny z rzędu – nie trafi ani jedna złotówka z wypracowanego zysku.
Prognozy na trwający właśnie rok 2026 nie pozostawiają złudzeń. Wszystko wskazuje na to, że trend się utrzyma, a bank centralny pozostanie „pod kreską”. Głównym winowajcą ma być umocnienie złotego, co w specyficznej księgowości NBP generuje ujemne różnice kursowe. Problem w tym, że dla przeciętnego obywatela ta „księgowość” oznacza miliardową dziurę tam, gdzie kiedyś były środki na drogi, szpitale czy właśnie zbrojenia.
SAFE 0% – czyli jak wyczarować pieniądze ze złota
Mimo tej finansowej katastrofy, prezes Glapiński wraz z prezydentem Karolem Nawrockim z dumą prezentowali program SAFE 0%. To autorska wizja finansowania polskiej armii, która ma być rzekomą „suwerenną alternatywą” dla funduszy unijnych.
Mechanizm zaproponowany przez ten duet przypomina finansową alchemię:
- Sprzedaż i odkup: NBP ma sprzedać część swoich rezerw złota, by „zrealizować papierowy zysk” wynikający ze wzrostu cen kruszcu.
- Wirtualny zysk: Pieniądze ze sprzedaży miałyby zostać zaksięgowane jako zysk i w 95% przelane do budżetu na cele zbrojeniowe.
- Złota obietnica: Później bank miałby to złoto odkupić.
Eksperci ostrzegają: to nie jest darmowy obiad. To próba ominięcia zakazu finansowania deficytu budżetowego przez bank centralny. To operacja wysokiego ryzyka, która może zachwiać zaufaniem do polskiej waluty.
Dlaczego PiS i prezydent nie chcą miliardów z Brukseli?
Największe kontrowersje budzi jednak fakt, że prezydent Nawrocki i PiS uparcie odrzucają pieniądze z unijnego programu SAFE, wynegocjowane przez polski rząd. Zamiast sięgnąć po realne, niskooprocentowane miliardy z UE, wolą budować narrację o „pułapce” i promować swój „złoty” projekt.
Krytycy nie zostawiają na tym pomyśle suchej nitki:
- Ideologia nad logiką: Odrzucanie taniego finansowania z UE w momencie, gdy NBP tonie w stratach, jest skrajnie nieodpowiedzialne.
- Kreatywna księgowość: Zysk z rezerw złota to rezerwa na „czarną godzinę”, a nie skarbonka, którą można rozbić, by sfinansować bieżące obietnice polityczne.
- Ryzyko inflacyjne: Tak potężne zastrzyki gotówki do budżetu, omijające standardowe procedury, mogą doprowadzić do kolejnego skoku cen.
Podsumowanie: Złudne bezpieczeństwo
Sytuacja, w której szef banku centralnego ogłasza 35,7 mld zł straty, a chwilę później obiecuje miliardy na zbrojenia „z magicznej sztuczki ze złotem”, jest kuriozalna. Polska potrzebuje silnej armii, ale finansowanej z realnych, stabilnych źródeł – takich jak wynegocjowane środki z UE – a nie z księgowych trików, które mogą osłabić naszą walutę.
W starciu „unijne miliardy vs. złoty pył Glapińskiego”, zdrowy rozsądek podpowiada, że to drugie rozwiązanie jest jedynie politycznym teatrem, za który ostatecznie zapłacimy my wszyscy. Bezpieczeństwo kraju nie powinno opierać się na alchemii, ale na solidnych fundamentach ekonomicznych, których w NBP pod obecnym kierownictwem próżno szukać.






Napisz komentarz
Komentarze