Inscenizacje historyczne z założenia mają łączyć edukację z rozrywką. Co jednak w sytuacji, gdy „rozrywka” zaczyna mijać się z prawdą historyczną, a wszystko to dzieje się za publiczne pieniądze? Po głośnych kontrowersjach w Starych Łysogórkach i Chojnie, tym razem pod lupę trafia widowisko w Trzcińsku-Zdroju. Choć miasto w 1945 roku zajęto bez jednego wystrzału, widzom zaserwowano „bitwę”.
Za publiczne pieniadze
Projekt „Nadodrzańskie spotkania z historią”, realizowany przez samorząd z okazji rocznicy forsowania Odry, wszedł w swój trzeci etap. Po inscenizacji w Starych Łysogórkach, gdzie kontrowersje wzbudziło odgrywanie scen egzekucji niemieckich jeńców, oraz po pokazie w Chojnie, krytykowanym za złą jakość nagłośnienia i wydatkowanie publicznych środków na logistykę, przyszedł czas na Trzcińsko-Zdrój. Widowisko zatytułowane „Bitwa o miasto ‘45” odbyło się na rynku, przed zabytkowym ratuszem. Problem w tym, że żadnej bitwy o Trzcińsko-Zdrój w 1945 roku nie było.
Historia vs spektakl
Mieszkańcy i historycy zwracają uwagę na rażący dysonans. Lektor podczas pokazu opowiadał o uchodźcach, forsowaniu Odry i zdobyciu Berlina, jednak to, co działo się na oczach widzów, sugerowało zacięte walki o samo miasto. Tymczasem Trzcińsko-Zdrój zostało zajęte przez Armię Czerwoną bez walki.
Władze miasta, świadome wcześniejszych skandali, starały się interweniować. Sekretarz gminy przed występem zapowiedziała organizatorowi, że nie życzy sobie scen rozstrzeliwania jeńców. I choć tym razem – w przeciwieństwie do wydarzeń w Starych Łysogórkach – egzekucji nie pokazano, niesmak pozostał. Po zakończeniu „bitwy” uczestnicy chętnie pozowali do zdjęć na tle aktora odgrywającego „trupa” niemieckiego żołnierza.
Głos eksperta: Czy to jeszcze edukacja?
Swój komentarz do wydarzeń zamieścił nauczyciel z Trzcińska-Zdroju, który nie kryje obaw co do formy przekazu serwowanego młodzieży w Starych Łysogórkach:
"Organizator poszedł o krok dalej w prezentowaniu budzących wątpliwości treści. Oprócz wprowadzenia scen egzekucji — które nie znajdują potwierdzenia w źródłach historycznych ani w relacjach dotyczących walk o Odrę — przedstawił także niezgodny z faktami obraz wydarzeń związanych z miastem Trzcińsko-Zdrój. Z przekazów historycznych jasno wynika, że miasto nie było miejscem żadnych starć zbrojnych i zostało zajęte bez walki" – zauważa pedagog.
Nauczyciel zwraca również uwagę na pominięcie bolesnej prawdy o losach cywilów w Trcińsku-Zdroju:
"Istnieją udokumentowane świadectwa zbrodni popełnionych na ludności cywilnej (gwałty, morderstwa) przez wojska sowieckie po ich wkroczeniu 2 lutego. Mimo to zaprezentowana rekonstrukcja oraz towarzysząca jej narracja kreowały wizję intensywnych walk, co stanowi istotne odejście od prawdy historycznej i wprowadza odbiorców oraz młodzież w błąd" – dodaje, choć zaznacza jednocześnie, że sami rekonstruktorzy wykazali się dużym zaangażowaniem i pasją.
Plusy i minusy „zabawy w wojnę”
Czy w dzisiejszych czasach, gdzie za wschodnią granicą jest wojna, takie "zabawy w wojnę" mają sens?
Inscenizacje historyczne mają swoich zwolenników. Podkreślają oni, że to widowiskowy sposób na przybliżenie realiów życia żołnierzy, sprzętu militarnego i atmosfery tamtych lat. Zaangażowanie pasjonatów historii zasługuje na uznanie – ich dbałość o detale mundurów czy wyposażenia jest często imponująca.
Z drugiej strony pojawiają się pytania o sens i etykę takich widowisk w obecnej sytuacji geopolitycznej. Czy w czasie, gdy za naszą wschodnią granicą toczy się prawdziwa, krwawa wojna, huczne „zabawy w bitwy” są na miejscu? Czy publiczne pieniądze powinny finansować wydarzenia, które zamiast rzetelnej wiedzy, oferują historyczną fikcję?
Kto za to odpowiada?
Pojawia się istotne pytanie o odpowiedzialność za kształt przekazu. Czy spoczywa ona wyłącznie na barkach organizatora, czy również na instytucjach samorządowych, które wykładają fundusze i akceptują scenariusze?
Jak sugeruje nasz rozmówca z Trzcińska-Zdroju: "Czy nie powinny istnieć odpowiednie instytucje, jak IPN czy MON, które weryfikowałyby takie scenariusze przed ich realizacją, aby uniknąć wprowadzania obywateli w błąd za ich własne pieniądze?"
Zapraszamy do obejrzenia materiału wideo z tego wydarzenia i wyrobienia sobie własnej opinii. Czy to cenna lekcja historii, czy jedynie kosztowne widowisko mijające się z prawdą?
Obejrzyj filmik poniżej:
Każdy nieh oceni sam;






Napisz komentarz
Komentarze