Kontrowersyjna grafika, która pojawiła się w przestrzeni publicznej, przedstawia żołnierza wznoszącego biało-czerwoną flagę nad gruzami Berlina. Choć intencją mogło być upamiętnienie polskiego wkładu w zwycięstwo nad III Rzeszą, wybór tła wywołał falę oburzenia. Podstawą plakatu jest bowiem jedno z najsłynniejszych zdjęć propagandowych XX wieku – „Sztandar nad Reichstagiem”.
Oryginały, które stały się symbolami
Oryginalna fotografia, wykonana 2 maja 1945 roku przez Jewgienija Chałdieja, była inscenizacją przygotowaną na potrzeby radzieckiej propagandy. Co więcej, zdjęcie poddano wówczas retuszowi – fotograf usuwał z nadgarstków żołnierzy dodatkowe zegarki, by ukryć fakt masowego plądrowania Berlina przez Armię Czerwoną.
Zastąpienie flagi z sierpem i młotem oraz gwiazdą polskimi barwami narodowymi na tak charakterystycznym obrazie, zostało odebrane przez mieszkańców jako rażący brak profesjonalizmu i wyczucia historycznego.
A do tego na plakacie pojawiła się... gwiazda. Jak gdyby zawędrowała z pierwotnej flagi... Symbolem komunistycznym jest czerwona gwiazda pięcioramienna. Na plakacie bardziej wpada w brąz, ale w zestawieniu z czerwonoarmiejcami (żołnierzami Armii Czerwonej, którzy mieli ja tez na czapkach) nie ma raczej wątpliwości co może oznaczać. Gwiazda symbolizować miała rzekomo pięć palców dłoni robotnika, a także jedność proletariuszy z pięciu kontynentów.
W Polsce, zgodnie z art. 256 Kodeksu karnego oraz ustawą o zakazie propagowania komunizmu, publiczne propagowanie ustroju totalitarnego jest nielegalne.
List czytelniczki: „Kompromitacja i brak kontroli”
Do naszej redakcji wpłynął pełen goryczy list od mieszkanki gminy, która nie szczędzi słów krytyki pod adresem włodarzy.
„Wykorzystywanie obrazu stylizowanego na fotografię radzieckiego żołnierza wywieszającego flagę ZSRR na Reichstagu to kompromitacja. To zdjęcie od dawna funkcjonuje jako symbol propagandy. Przerabianie go poprzez zamianę flagi na polską i używanie do upamiętnienia 8 maja jako dnia zwycięstwa to już nie tylko brak wyczucia — to jawne wypaczenie historii i policzek dla pamięci.” – czytamy w liście. Autorka pyta również o odpowiedzialność urzędników: „Czy naprawdę w urzędzie nie ma żadnej kontroli, żadnej refleksji za to, co trafia do przestrzeni publicznej?”
To jednak nie jedyny zarzut. Czytelnik wskazuje również na obecność fototapety z pomnikiem Germanii w gabinecie burmistrza, co w połączeniu z niefortunnym plakatem tworzy – jego zdaniem – „powtarzający się schemat lekceważenia historii”.
"To nie jest już pojedynczy błąd — to powtarzający się schemat lekceważenia historii, symboli i mieszkańców. Ile jeszcze takich decyzji zapadnie? Ile razy mieszkańcy mają czuć zażenowanie i gniew? - czytamy w liście.
Zwycięstwo bez wolności
Na przerobionym radzieckim zdjęciu jest napis: "Pamiętajmy o tych, dzięki którym możemy żyć wolni".
Sprawa plakatu dotyka głębszego problemu postrzegania daty 8 maja w Europie Środkowo-Wschodniej. Choć Armia Czerwona walnie przyczyniła się do pokonania nazistowskich Niemiec, dla krajów takich jak Polska, Litwa czy Łotwa, koniec wojny nie oznaczał odzyskania pełnej suwerenności.
Zajęcie tych terenów przez wojska radzieckie przyniosło nową, komunistyczną okupację, masowe represje, wywózki na Sybir i dekady uzależnienia od Moskwy. Używanie radzieckiej symboliki zwycięstwa – nawet „przemalowanej” na polskie barwy – jest w tym kontekście szczególnie bolesne.
W fotogalerii prezentujemy oryginalne zdjęcie propagandy radzieckiej i przeróbkę, która ukazała się na oficjalnej stronie gminy Mieszkowice oraz jej profilu Facebooka.
Cień współczesnej wojny
Kontrowersje wokół historycznych symboli nabierają dodatkowego, tragicznego znaczenia w obliczu dzisiejszych wydarzeń. Od kilku lat trwa pełnoskalowa agresja Rosji na Ukrainę. Współczesna armia rosyjska, odwołując się do tradycji Armii Czerwonej i używając tych samych symboli, które w 1945 roku zawisły nad Berlinem, dopuszcza się dziś zbrodni wojennych u naszych sąsiadów.
W tym świetle, bezkrytyczne kopiowanie radzieckiej estetyki przez polską jednostkę samorządową jest przez wielu postrzegane nie tylko jako błąd estetyczny, ale jako niebezpieczna ignorancja polityczna.
Mieszkańcy czekają na wyjaśnienia i usunięcie kontrowersyjnych materiałów.
Przypomnijmy, że kluczową rolę w procesie usuwania symboli komunistycznych z przestrzeni publicznej odgrywa Instytut Pamięci Narodowej (działania opierają się głównie na tzw. ustawie dekomunizacyjnej z 2016 r.) Ściganiem osób, które np. propagują publicznie symbole na ubraniach lub profilu internetowym i portalach, czy prezentują w celu propagowania ustroju komunistycznego (zgodnie z Kodeksem karnym), zajmują się policja i prokuratura powszechna. IPN skupia się na "oczyszczaniu" oficjalnej przestrzeni publicznej, czyli również z oficjalnej zstrony gminy czy profilu Facebooka.






Napisz komentarz
Komentarze