Miał być beztroski uśmiech, radosny gwar i zasłużony odpoczynek od szkolnych obowiązków. Zamiast tego setki dzieci z gminy Mieszkowice opuszczały tegoroczny Dzień Dziecka na „Orliku” ze łzami w oczach i poczuciem głębokiej niesprawiedliwości.
Przedszkolaki? Zapomniana grupa
Zacznijmy od tego, co boli najbardziej: całkowitego pominięcia przedszkolaków. Impreza w godzinach 10:00–14:00 w piątek to dla maluchów bariera nie do przejścia. Kiedy one przebywały w swojej placówce, a rodzice w pracy, na kompleksie boisk ”Orlik” trwała zabawa, która teoretycznie była też dla nich. W rzeczywistości przedszkolaki z Mieszkowic zostały z tego święta po prostu wykluczone.
Zabawa pod dyktando planu lekcji
Dla uczniów szkół podstawowych uczestnictwo w imprezie wcale nie było łatwiejsze. Ich radość została brutalnie wtłoczona w ramy szkolnego planu zajęć.
„To było przykre. Dzieci nie mogły bawić się tak długo, jak chciały. Ich uczestnictwo było ściśle uzależnione od planu lekcji. To nie była swobodna zabawa, tylko kolejna godzina lekcyjna, tyle że na dworze” – relacjonuje jedna z matek.
Dramat dzieci dojeżdżających
Najgorzej miały dzieci dojeżdżające z okolicznych miejscowości. Dla nich Dzień Dziecka skończył się, zanim na dobre się zaczął.
· Zabawa pod presją czasu: Dzieci z trudem znajdowały chwilę, by skorzystać z darmowych lody czy słodkości. Nawet jeśli kolejki przesuwały się sprawnie, to dla dziecka dojeżdżającego każda minuta była na wagę złota.
· Rozczarowanie na koniec dnia: Wiele dzieci musiało zrezygnować z atrakcji w połowie zabawy, by zdążyć na transport do domu. Zamiast relaksu, towarzyszył im stres.
Nauka w cieniu imprezy
Niezrozumiały jest też termin wydarzenia. To dla uczniów czas „ostatniej szansy” – poprawianie ocen, zaliczanie sprawdzianów, walka o lepsze świadectwo. Organizowanie dużej imprezy w takim momencie wprowadziło niepotrzebny chaos. Dodatkowo, przez wybrane godziny, my – rodzice – nie mogliśmy być tam z naszymi dziećmi. Zabrakło wspólnego świętowania, które jest istotą tego dnia.
Nuda starszych i złamane obietnice
Podczas gdy młodsze dzieci biegały między atrakcjami, uczniowie klas 7-8 czuli się jak na wygnaniu. Dla nich nie przygotowano żadnej sensownej alternatywy, przez co snuli się po obiekcie wyraźnie znudzeni. Jednak największym ciosem był brak obiecanych nagród.
„Regulamin obiecywał upominek dla każdego przebranego uczestnika. Dzieci włożyły serce w stroje, a na miejscu usłyszały, że nagród nie ma. Wiele z nich opuszczało Orlika z żalem, smutkiem i płaczem, czując się po prostu oszukanym przez dorosłych”.
Publiczne pieniądze na siłę?
Mamy nieodparte wrażenie, że impreza została zorganizowana „na odczepnego”, byle tylko wydać publiczne pieniądze i odhaczyć wydarzenie w kalendarzu. Zabrakło informacji, zabrakło logistyki, a przede wszystkim – zabrakło empatii wobec dzieci i ich realnych potrzeb. Liczymy na to, że za rok organizatorzy spojrzą na ten dzień oczami dziecka, a nie tylko przez pryzmat planu lekcji i godzin pracy urzędu.
imię i nazwisko do wiadomości redakcji


Napisz komentarz
Komentarze