Nowe relacje świadków oraz szczegółowa analiza zniszczeń pojazdów rzucają zupełnie nowe światło na przebieg wypadku z udziałem 77-letniego kierowcy Mercedesa. Szary Ford Kuga został zmiażdżony z dwóch stron.
Co innego było kluczowe
Groźnie wyglądające zderzenie trzech samochodów osobowych, do którego doszło w samym środku popołudniowego szczytu w Gryfinie, wciąż budzi ogromne emocje. Choć pierwsze oficjalne komunikaty i wstępne raporty sugerowały stosunkowo prosty scenariusz, najnowsze ustalenia całkowicie zmieniają optykę na to zdarzenie. Jak się okazuje, pierwotne informacje publikowane tuż po zdarzeniu zawierały istotne błędy, a kluczowy moment kolizji naprzeciwko marketu Intermarché miał zupełnie inny przebieg.
Świadek ujawnia prawdę: Mercedes uderzył najpierw w Forda
W pierwszych relacjach medialnych oraz wstępnych ustaleniach informowano, że 77-letni kierujący Mercedesem, wyjeżdżając z ulicy podporządkowanej przy Intermarché (ul. M. Konopnickiej), nie ustąpił pierwszeństwa przejazdu prawidłowo jadącemu główną arterią (ul. 9 Maja) kierowcy złotego Nissana. Według tamtej wersji, siła uderzenia miała wytrącić Nissana z toru jazdy, po czym auto miało rykoszetem uderzyć w oczekującego na skrzyżowaniu Forda Kugę.
Rzeczywisty przebieg zdarzenia okazał się jednak diametralnie inny, co koryguje dotychczasowe doniesienia. Wszystko zaczęło się bezpośrednio od drastyczemy wymuszenia pierwszeństwa przejazdu przez seniora z Mercedesa, który uderzył w zupełnie inny pojazd.
– Ten kierowca wymusił pierwszeństwo i z podporządkowanej ulicy uderzył bezpośrednio w Forda Kugę. Tak pchnięte i uderzone auto wpadło z kolei na Nissana – mówi nam naoczny świadek zdarzenia, do którego dotarła nasza redakcja.
Pojazdy w ruinie. Ford zmiażdżony z dwóch stron
O sile uderzenia i prawdziwej sekwencji wydarzeń najlepiej świadczą zabezpieczone zdjęcia z miejsca zdarzenia. Szary Ford Kuga przyjął na siebie potężną siłę uderzenia bocznego. Od strony kierowcy blacha i konstrukcja drzwi zostały doszczętnie zmiażdżone i wgniecione do wnętrza kabiny. W wyniku tak gwałtownego zderzenia w pojeździe natychmiast wystrzeliły boczne kurtyny powietrzne, co najprawdopodobniej uratowało kierującego przed ciężkimi obrażeniami.
Co niezwykle istotne i co potwierdzają fotografie, Ford Kuga został zniszczony z dwóch stron. Wytrącony z toru jazdy SUV, spchnięty uderzeniem Mercedesa, wpadł na poruszającego się prawidłowo Nissana. Na prawym boku Forda widoczne są wyraźne ślady tarcia – głębokie zarysowania dolnych partii drzwi, zniszczone listwy progowe oraz elementy plastikowego nadkola wyrwane i ocierające o tylne koło.
Z kolei złoty Nissan ucierpiał w wyniku wtórnego uderzenia czołowo-bocznego. Przód tego samochodu przestał praktycznie istnieć: pas przedni został kompletnie rozbity, zderzak uległ całkowitej destrukcji i odpadł od nadwozia, maska silnika wygięła się w łuk, a odsłonięta chłodnica została poważnie zdeformowana. Widok rozrzuconych na jezdni odłamków plastiku i szkła dopełniał obrazu tego drogowego dramatu. Fakt, że w tak zniszczonych pojazdach nikt nie odniósł obrażeń kwalifikujących zdarzenie jako wypadek, można rozpatrywać w kategoriach cudu.
Zaskakujące tłumaczenie seniora. „Dostał znak, że może jechać”
Niezwykle interesujące światło na sprawę rzucają kulisy przesłuchania 77-letniego sprawcy kolizji. Jak udało nam się dowiedzieć, starszy mężczyzna w rozmowie z funkcjonariuszami policji wcale nie uważał, że wyjechał na oślep. Swoje zachowanie tłumaczył tym, że chwilę przed manewrem „dostał znak” od innego kierowcy, który poruszał się drogą z pierwszeństwem. Ów nieznany kierujący miał rzekomo mrugnąć światłami lub wykonać gest dłonią, sugerując, że ustępuje seniorowi miejsca i pozwala mu bezpiecznie opuścić drogę podporządkowaną przy Intermarché.
Policja przypomina, że tego typu sytuacje to niezwykle częsta pułapka na drogach. Nawet w przypadku, gdy inny kierowca wykazuje się uprzejmością i sygnalizuje chęć przepuszczenia, na kierującym wyjeżdżającym z drogi podporządkowanej wciąż ciąży bezwzględny, prawny obowiązek upewnienia się, że nie wymusi pierwszeństwa na innych uczestnikach ruchu – na przykład na pojazdach nadjeżdżających z przeciwnego kierunku lub innego pasa.
Mandatu nie było. Policja prowadzi oficjalne dochodzenie
Wbrew pierwszym informacjom, które pojawiły się w przestrzeni publicznej tuż po zdarzeniu, sprawa 77-latka nie zakończyła się na miejscu wypisaniem standardowego mandatu karnego. Choć pierwotnie szacowano, że za spowodowanie tak rażącego zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym kierowcy grozi natychmiastowa grzywna w wysokości od 1500 do 3000 złotych, ostateczna decyzja i konsekwencje prawne wciąż wiszą w powietrzu.
Jak dowiedzieliśmy się dzisiaj, gryfińska policja prowadzi w tej sprawie oficjalne, szczegółowe dochodzenie. Ze względu na zmianę ustaleń dotyczących przebiegu kolizji, konieczność dokładnego przesłuchania świadków oraz zabezpieczenia pełnej dokumentacji, sprawa nie została jeszcze sfinalizowana ukaraniem sprawcy.
Co grozi teraz seniorowi? Jeżeli zgromadzony w toku dochodzenia materiał dowodowy trafi na wokandę sądową, konsekwencje dla seniora mogą być drasteczne. Zgodnie z aktualnym taryfikatorem i Kodeksem wykroczeń, za rażące spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym sąd może nałożyć grzywnę w wysokości do 30 000 złotych. Ponadto, biorąc pod uwagę okoliczności oraz wiek kierowcy, organ orzekający ma prawo podjąć decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy (zakazie prowadzenia pojazdów) lub skierowaniu kierującego na przymusowe badania psychofizyczne, mające ocenić jego dalszą zdolność do bezpiecznego prowadzenia pojazdów mechanicznych.
Do sprawy ostatecznych rozstrzygnięć prawnych i ustaleń gryfińskich śledczych będziemy na bieżąco wracać.


Napisz komentarz
Komentarze