Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
wtorek, 29 września 2026 09:23
Reklama
Reklama
Reklama

Brak leków w aptekach i lewe przychodnie: Inspektorat ujawnia kulisy procederu

Ponad sto aptek straciło zezwolenia, a straty szły w miliardy. Dlaczego polscy pacjenci przez lata musieli walczyć o każde pojedyncze opakowanie podstawowych preparatów? Wyjaśniamy mechanizm „odwróconego łańcucha dystrybucji” – od nocnych przesunięć magazynowych po międzynarodowe transakcje handlowe, które na lata zaburzyły bezpieczeństwo lekowe kraju.
Brak leków w aptekach i lewe przychodnie: Inspektorat ujawnia kulisy procederu
Lewe przychodnie w blokach i apteki otwarte 2h w tygodniu. Przeczytaj o kulisach mafii lekowej w Polsce,

Autor: Freepik

Pacjent słyszał w aptece, że leku nie ma. Tymczasem preparat zamiast do chorego mógł trafić z powrotem do hurtowni, a potem za granicę.

Skala tego procederu była ogromna. Główny inspektor farmaceutyczny Łukasz Pietrzak poinformował, że – jak podaje RMF24 – około 100-110 aptek straciło zezwolenia w związku z udziałem w nielegalnym obrocie lekami. 

W okresie największego nasilenia tej przestępczej działalności wartość preparatów nielegalnie wywożonych z Polski przekraczała 2 mld zł rocznie.

Najbardziej odczuwali to pacjenci

Zdarzały się apteki, z których wyprowadzano 100 proc. określonego preparatu lub substancji. Dla chorego nie zostawało więc nic.

Problem dotyczył m.in. leków kardiologicznych, przeciwzakrzepowych i hormonalnych. W przeszłości instytucje państwowe wskazywały także na problemy z dostępnością m.in. insulin, preparatów przeciwastmatycznych czy onkologicznych.

Lek zamiast do pacjenta jechał w drugą stronę

Mechanizm nazwano „odwróconym łańcuchem dystrybucji”. W legalnym systemie droga leku prowadzi od producenta przez hurtownię i aptekę do pacjenta. Tutaj została odwrócona.

Lek trafiał do apteki, ale zamiast zostać sprzedany choremu był wyprowadzany z niej i ponownie trafiał do obrotu hurtowego. Następnie można było sprzedać go za granicą. Interes był szczególnie opłacalny w przypadku preparatów, które w Polsce kosztowały znacznie mniej niż na zachodzie Europy.

Proceder przybierał przy tym coraz bardziej skomplikowane formy. Inspektorzy odkrywali przesunięcia leków między magazynami aptek, fikcyjne transakcje i przychodnie, które miały uzasadniać zakup ogromnych ilości preparatów.

Jedna z takich „przychodni” działała w mieszkaniu na drugim piętrze bloku. Według dokumentów miała obsługiwać około 1,5 tys. pacjentów.

W innym przypadku pracownicy apteki podczas kontroli mieli przyznać, że leków objętych transakcją wartą około 3 mln zł nigdy nawet nie widzieli.

Apteka czynna dwie godziny w tygodniu

Jeszcze bardziej wymowny jest przypadek ujawniony przez inspekcję farmaceutyczną w Wielkopolsce. Jeden z punktów aptecznych działał tylko raz w tygodniu – w niedzielę od godz. 9 do 11.

Mimo to w dokumentacji przechodziły przez niego ogromne ilości leków. Według inspektorów preparaty w rzeczywistości nawet tam nie trafiały.

W niektórych sieciach pracownicy aptek mieli nie wiedzieć, co dzieje się w systemie po zamknięciu placówki. Nocą wykonywano przesunięcia magazynowe, a ostatecznie leki trafiały dalej zamiast do pacjentów.

Aptekarze walczyli nawet o jedno opakowanie

Efekt widzieli chorzy stojący przy aptecznym okienku. Łukasz Pietrzak, który sam pracował wcześniej jako farmaceuta, wspominał okres, kiedy rano próbowano zdobyć od producenta chociaż jedno opakowanie potrzebnego preparatu. Pacjent musiał szukać go w kolejnych aptekach albo czekać kilka dni na skompletowanie terapii.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. Według przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia i GIF nielegalny wywóz nie jest już źródłem problemów z dostępnością leków na skalę obserwowaną przed laty. Państwo dysponuje też znacznie skuteczniejszymi narzędziami kontroli.

Przepływ leków jest monitorowany elektronicznie, transporty preparatów zagrożonych niedoborem mogą być kontrolowane w systemie SENT, a resort zdrowia publikuje tzw. listę antywywozową.

Stare sprawy jednak nie zniknęły. Inspekcja nadal prowadzi postępowania dotyczące zdarzeń sprzed 7-8 lat, a część sporów trafia do sądów.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Kamila 29.09.2026 08:53
I znowu się zaczyna, człowiek nawet spokojnie na bułkę nie posmaruje.

no tak 29.09.2026 08:13
A człowiek latał od apteki do apteki za insuliną i słyszał tylko „nie ma w hurtowni”... Masakra, co za bezstrzelność.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama