Jednak media to nie uprawianie polityki czy politykierstwa.
Ważna rola mediów lokalnych
W demokracji media pełnią ważną rolę. Ważnym zadaniem jest patrzenie władzy na ręce.
Jednak najważniejszą misją mediów lokalnych zdaje się być funkcja kontrolna wobec organów samorządowych – wójtów, burmistrzów, zarządu powiatu oraz radnych. Podczas gdy media ogólnokrajowe skupiają się na wielkiej polityce, portale lokalne prześwietlają decyzje podejmowane przez lokalnych samorządowców i polityków.
Dziennikarze sprawdzają m.in. na co przeznaczane są podatki mieszkańców – czy przetargi są transparentne, czy inwestycje nie są zawyżane kosztowo i czy gminne finanse są prowadzone odpowiedzialnie. Media weryfikują, ile z deklaracji złożonych w kampanii wyborczej faktycznie doczekało się realizacji. I czy obecne słowa lokalnych polityków wypowiedziane publicznie są dotrzymywane i zgodne z rzeczywistością.
Portale reagują na przypadki nepotyzmu, kolesiostwa, marnotrawstwa publicznych środków czy decyzji podejmowanych wbrew interesom lokalnej społeczności.
Prawidłowo funkcjonujący portal lokalny nie jest biuletynem promocyjnym urzędu gminy, lecz niezależnym forum wymiany opinii i podstawowym narzędziem kontroli społecznej.
Autopromocja samorządowca za publiczne pieniądze
Problem podporządkowania i instrumentalnego wykorzystywania mediów przez lokalną władzę to jedno z największych zagrożeń dla samorządowej demokracji. Kiedy zacierają się granice między informacją publiczną, promocją urzędu a niezależnym dziennikarstwem, przestrzeń debaty obywatelskiej ulega dewastacji.
Burmistrz czy wójt dysponuje szerokim wachlarzem oficjalnych kanałów do komunikacji z mieszkańcami. Ma do tego ustawowo przeznaczony Biuletyn Informacji Publicznej (BIP), oficjalną stronę internetową gminy oraz oficjalne profile w mediach społecznościowych. Często do polityki zaprzęga też np. swój profil Fb, nierzadko prowadząc autopromocję. Urzędy gminne/miejskie wydają też tzw. „gazety samorządowe” – wydawnictwa finansowanych wprost z budżetu gminy, za pieniądze podatników, które często pod pozorem informacji lokalnej, pełnią funkcję czystego PR-u włodarza. A takich „gazet” w powiecie jest trochę. Promocja przenosi się też do internetu…
Skojarzenie z polityczną prostytucją
Szczególnie patologiczne jest jednak zjawisko bezpośredniej lub pośredniej zależności prywatnego / lokalnego portalu od lokalnej władzy. Media, które ulegają takim naciskom i rezygnują z krytycyzmu w zamian za profity (np. finansowe, patronackie), sprzeniewierzają się swojej misji i tracą rację bytu jako instytucja zaufania społecznego.
Podstawowym błędem jest utożsamianie dziennikarstwa z biernym przekazywaniem wypowiedzi polityków. Praca dziennikarza nie polega na bezrefleksyjnym „podstawianiu mikrofonu” włodarzowi, aby ten bez przeszkód przedstawiał swoją wersję wydarzeń.
Powinna nastąpić weryfikacja zamiast retransmisji. Zadaniem dziennikarza nie jest utrwalanie i rozpowszechnianie twierdzeń władzy, lecz ich dociekliwa weryfikacja. Słowa burmistrza czy radnego są jedynie punktem wyjścia do analizy danych, konfrontacji z dokumentami i konfrontacji z opiniami niezależnych ekspertów lub poszkodowanych mieszkańców.
Trzeba zadawać pytania, by dotrzeć do prawdy.
Najgorsze jest robienie dealów z władzą i sprzedawanie swojej niezależności. Łamanie art. 6 czy art. 12 Prawa prasowego w tym kontekście można nazwać polityczną prostytucją.
Upadek etyki dziennikarskiej
Wykorzystywanie rzekomo niezależnego tytułu prasowego, publikacja materiału bez pytań i bez głosu drugiej strony wygląda jak realizacja politycznego zamówienia atakowania konkretnych ludzi. To najgłębsza postać degradacji moralnej w zawodzie dziennikarstwa.
Kiedy dziennikarz przestaje służyć prawdzie i społeczności, a staje się narzędziem w rękach lokalnego układu, traci prawo do nazywania siebie dziennikarzem.
Służalczość wobec władzy połączona z atakiem na niezależne media niszczy tkankę społeczną i pozbawia obywateli wiedzy niezbędnej do podejmowania świadomych decyzji wyborczych.
A na dodatek gdy samemu chce się uprawiać politykę i tworzyć polityczne sojusze, nie powinno robić się tego w mediach, tylko zakłada się partię i nie udaje nieskazitelnej matrony.


Napisz komentarz
Komentarze