Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
czwartek, 29 października 2026 14:26
Reklama
Reklama
Reklama

Prawo do bycia zapomnianym w Polsce. Jak usunąć niechciane linki i swoje dane z wyszukiwarki

Zwykli internauci wreszcie przestają być bezradni wobec cyfrowego śladu, a impuls do działania dała głośna walka z deepfake'ami. Zgłoszeń o deindeksację przybywa w lawinowym tempie, a skuteczność wniosków sięga już ponad 60 procent. Zobacz, w jakich sytuacjach wyszukiwarka musi ulec i wykasować Twoje nazwisko z wyników.
Prawo do bycia zapomnianym w Polsce. Jak usunąć niechciane linki i swoje dane z wyszukiwarki
Rosnąca świadomość Polaków pokazuje, że procedura deindeksacji jest dostępna dla każdego, choć ma swoje sztywne granice.

Źródło: ChatGPT

Stare artykuły, kompromitujące informacje i niechciane dane. Polacy coraz częściej żądają, by Google przestał je pokazywać. Tylko w tym roku zgłosili ponad 16 tys. linków.

Prawo do bycia zapomnianym przestaje być w Polsce prawniczą ciekawostką. Coraz więcej osób korzysta z możliwości usunięcia określonych wyników z wyszukiwarki Google. Skala zjawiska wyraźnie rośnie, a eksperci wskazują m.in. na „efekt Brzoski” – nagłośnioną walkę przedsiębiorcy Rafała Brzoski z bezprawnym wykorzystywaniem wizerunku w internecie.

Według danych Google od początku 2026 roku Polacy zażądali deindeksacji ponad 16 tys. adresów internetowych. To już więcej niż w całym 2024 roku. Polska odpowiada za około 2 proc. europejskich zgłoszeń dotyczących prawa do bycia zapomnianym.

We wrześniu nastąpił skok

Szczególnie interesujące jest to, jak szybko zainteresowanie takim rozwiązaniem rosło w ostatnich miesiącach.

W lipcu Polacy wystąpili o usunięcie około 1150 adresów URL, natomiast we wrześniu było ich już około 2050. Jednocześnie wzrosła skuteczność zgłoszeń. W sierpniu pozytywnie rozpatrywano około 48 proc. wniosków, a we wrześniu już około 61 proc.

Eksperci wiążą rosnącą świadomość internautów między innymi z głośnymi przypadkami walki z deepfake'ami, fałszywymi reklamami i bezprawnym wykorzystywaniem wizerunku. Jedną z osób, które szczególnie mocno nagłośniły ten problem, jest Rafał Brzoska.

Co istotne, prawo do bycia zapomnianym nie jest narzędziem zarezerwowanym dla milionerów czy celebrytów. Zdecydowana większość zgłoszeń pochodzi od zwykłych osób. Robert Niczewski z Bellini Market Research ocenił w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że jest to sygnał, że kampanie antydeepfake'owe przynoszą efekt.

Co można usunąć z Google?

Prawo do bycia zapomnianym funkcjonuje w Europie od przełomowego orzeczenia Trybunału Sprawiedliwości UE z 2014 roku, a obecnie jego ważną podstawą jest także art. 17 RODO.

W praktyce można domagać się od wyszukiwarki usunięcia wyników powiązanych z własnym imieniem i nazwiskiem, jeżeli znajdujące się pod nimi informacje są np. nieaktualne, nieistotne, nieadekwatne albo nadmierne.

Nie oznacza to jednak automatycznego prawa do wyczyszczenia swojej przeszłości.

Google analizuje każdy wniosek i zestawia prawo konkretnej osoby do prywatności z interesem publicznym. Znaczenie może mieć m.in. to, czy ktoś jest osobą publiczną, czego dotyczą informacje, skąd pochodzą oraz ile czasu upłynęło od ich publikacji. W przypadku polityków, znanych przedsiębiorców czy innych osób pełniących ważne funkcje społeczne kryterium interesu publicznego może mieć szczególnie duże znaczenie.

Artykuł nie znika z internetu

To najważniejsze zastrzeżenie. Skuteczny wniosek do Google nie oznacza zazwyczaj, że artykuł, zdjęcie albo wpis zostanie skasowany ze strony, na której został opublikowany. Chodzi o deindeksację.

Jeżeli Google uwzględni wniosek, wskazany materiał może przestać pojawiać się w wynikach wyszukiwania po wpisaniu imienia i nazwiska danej osoby. Sama publikacja nadal może jednak znajdować się w internecie i być dostępna bezpośrednio albo pojawiać się po wpisaniu innych haseł.

To zasadnicza różnica między usunięciem informacji z internetu a usunięciem prowadzącego do niej wyniku z wyszukiwarki.

Jak złożyć wniosek?

Procedura nie wymaga kierowania sprawy do sądu. Google udostępnia internetowy formularz. Trzeba przede wszystkim wskazać konkretne adresy URL, których dotyczy żądanie, oraz wyjaśnić, dlaczego treści powinny zostać usunięte z wyników wyszukiwania.

Należy również podać wyszukiwane hasło – najczęściej własne imię i nazwisko – oraz adres e-mail do kontaktu. Google informuje, że zgłoszenia są następnie oceniane indywidualnie przez weryfikatorów.

Istnieje też prostsza procedura dotycząca niektórych danych osobowych. Przy konkretnym wyniku wyszukiwania można wybrać opcję jego usunięcia i wskazać, że pokazuje on dane osobowe wbrew naszej woli. Dotyczy to jednak określonych kategorii informacji i nie oznacza, że Google zaakceptuje każde zgłoszenie.

Nie każdy może wymazać niewygodną przeszłość

Prawo do bycia zapomnianym ma chronić prywatność, ale nie może automatycznie prowadzić do usuwania z wyszukiwarki informacji ważnych dla społeczeństwa.

Google przyznaje, że przy ocenie bierze pod uwagę m.in. publikacje instytucji państwowych oraz mediów. W przypadku materiałów prasowych znaczenie ma to, czy informacja pozostaje aktualna i istotna dla interesu publicznego. Szczególnie trudno o usunięcie informacji dotyczących działalności osób pełniących ważne funkcje publiczne.

Mimo tych ograniczeń Polacy najwyraźniej coraz lepiej wiedzą, że nie są całkowicie bezradni wobec tego, co po latach pokazuje wyszukiwarka. I coraz częściej z tego prawa korzystają. 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Leokadia 29.10.2026 13:50
Nareszcie! Dobrze, że ludzie w końcu dowiadują się o swoich prawach, bo sieć nie powinna być dożywotnim pręgierzem.

Tyle 29.10.2026 13:10
W internecie nic nie ginie ale nie dla wszystkich jest dostępne

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama