Sytuacja stała się głośna w całym regionie, wywołując lawinę komentarzy. Obie strony konfliktu wydały oficjalne oświadczenia, w których przedstawiają zupełnie inne spojrzenie na przyczyny kryzysu.
Strażacy: „Nie mogliśmy dopuścić do przerwania gotowości”
Dla druhów z Nawodnej sprawa jest prosta: ustawa o ochronie przeciwpożarowej nakłada na gminę obowiązek finansowania jednostek OSP. Jako formacja włączona do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG), jednostka musi być gotowa do wyjazdu 24/7.
W swoim oświadczeniu strażacy nie kryją rozgoryczenia. Informację o odmowie pokrycia polis otrzymali w ostatniej chwili, a jako powód wskazano brak uchwalonego budżetu na rok 2026.
- Argument ten jest niezasadny i nie zwalnia samorządu z realizacji zadań obligatoryjnych” – grzmią druhowie.
Aby nie dopuścić do uziemienia wozów bojowych, strażacy oraz „ludzie dobrej woli” zdecydowali się na desperacki krok – pokryli składki ubezpieczeniowe (kilka tysięcy złotych) z własnych, prywatnych środków. Ich zdaniem, decyzje burmistrz Raweckiej bezpośrednio zagrażały bezpieczeństwu mieszkańców.
Burmistrz Barbara Rawecka: „To manipulacja, problemem są dokumenty”
Burmistrz Barbara Rawecka w dzisiejszym oświadczeniu przedstawiła zupełnie inną optykę. Według niej narracja strażaków jest „zmanipulowana i tendencyjna”. Burmistrz wskazuje na dwa kluczowe problemy:
- Kwestie własnościowe: Jeden z wozów (marki MAN) nie jest własnością gminy, lecz samej jednostki. Urząd twierdzi, że od miesięcy prosił o uregulowanie tej kwestii (przekazanie pojazdu gminie lub umowę o administrowanie), co pozwoliłoby legalnie wydatkować publiczne pieniądze. Zarząd OSP miał na to nie przystać.
- Paraliż budżetowy: Rawecka bezpośrednio obwinia radnych opozycyjnych za nieuchwalenie budżetu na 2026 rok, co miało uniemożliwić elastyczne zarządzanie środkami.
Burmistrz podkreśliła również, że Nawodna w ostatnich latach otrzymała ogromne wsparcie: nową remizę, ciężki wóz marki Scania (ubezpieczony przez gminę) oraz quada. Według niej jednostka cały czas była zdolna do akcji dzięki Scanii, a zamieszanie medialne to próba uderzenia w jej wizerunek.
Procedury ważniejsze niż bezpieczeństwo?
Choć argumenty o konieczności dbania o „poprawność dokumentów” przy wydatkowaniu publicznych pieniędzy są merytoryczne, wizerunkowo sytuacja stawia burmistrz Chojny w trudnym położeniu. Poniższa tabela pokazuje rozbieżności w postrzeganiu konfliktu:
Kwestia sporna Stanowisko OSP Nawodna Stanowisko Burmistrz Chojny
Powód odmowy Brak woli i zasłanianie się brakiem budżetu. Błędy formalne w tytule prawnym do wozu MAN.
Skutek Zagrożenie życia mieszkańców, konieczność prywatnej zrzutki. Jednostka nadal mobilna dzięki gminnej Scanii.
Komunikacja Nagła informacja o braku ubezpieczenia pod koniec roku. Brak odpowiedzi zarządu OSP na propozycje urzędu.
Krytycznym okiem
Trudno oprzeć się wrażeniu, że w gminie Chojna doszło do biurokratycznego klinczu, w którym zabrakło dialogu. Nawet jeśli burmistrz Rawecka ma rację w kwestiach prawnych dotyczących własności wozu MAN, dopuszczenie do sytuacji, w której ochotnicy muszą płacić za ubezpieczenie narzędzi swojej pracy z własnych pensji, jest porażką administracji.
Informowanie jednostki w ostatnim dniu roku o braku ubezpieczenia – bez względu na winę za brak budżetu – stawia strażaków pod ścianą. Zrzucanie winy na „chaos w obradach” Rady Miejskiej i „manipulacje mediów” wydaje się być próbą ucieczki od odpowiedzialności za sytuację, w której bezpieczeństwo publiczne stało się zakładnikiem lokalnej polityki i sporów o paragrafy.
Czy w obliczu tak napiętej atmosfery mieszkańcy mogą spać spokojnie? Konflikt na linii Urząd-OSP wydaje się daleki od zakończenia.






Napisz komentarz
Komentarze