Oficjalne komunikaty urzędu płyną radosnym tonem: „skonsolidowana przestrzeń”, „nowoczesny obiekt”, „poprawa komfortu”. Jednak za tą fasadą nowomowy kryje się szereg pytań, na które nikt nie spieszy się odpowiedzieć. Najważniejsze z nich brzmi: czy ta inwestycja była w ogóle potrzebna, czy to jedynie kosztowny zabieg wizerunkowy?
Towarzystwo wzajemnej adoracji?
Uroczystość otwarcia przypominała raczej spotkanie rodzinne niż publiczne wydarzenie. Wstęgę przecinały osoby, które de facto same sobie tę placówkę przygotowały: wiceburmistrz Aleksandra Szymanowicz, dyrektor OPS Elżbieta Kowalska oraz jej zastępczyni Joanna Jagodzka.
Zabrakło kogokolwiek z zewnątrz. Brak niezależnych radnych czy przedstawicieli organizacji pozarządowych sugeruje zadanie pytania: Czy obawiano się dociekliwych pytań? Trudno uznać Aleksandrę Szymanowicz za obiektywnego gościa – to postać od lat związana z tym środowiskiem, której styl zarządzania różnie bywał oceniany.
Remont, przeprowadzka czy tylko zagęszczenie?
Pod wspólnym adresem przy ul. Sprzymierzonych 8a ulokowano trzy ważne jednostki:
- Gminną Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych,
- Gminny Zespół Interdyscyplinarny ds. Przeciwdziałania Przemocy Domowej,
- Gryfińskie Stowarzyszenie Abstynenta „Feniks”.
Teoretycznie centralizacja ma ułatwiać życie. Praktycznie – nie podano żadnych konkretów. Czy zakupiono nowy sprzęt? Czy część budynku przeszła gruntowny remont, czy po prostu „zagęszczono” urzędników w już istniejących pokojach? Brak transparentności w kwestii kosztów i standardów wykończenia prowokuje do zadawania pytań.
Pytamy retorycznie: Czy „poprawa komfortu”, o której czytamy w oficjalnych komunikatach, dotyczy przede wszystkim osób w kryzysie?
Systemowy brak odpowiedzi
Centralizacja usług pomocowych to czasami miecz obosieczny. Szybsza wymiana informacji między jednostkami to argument, który słyszymy przy każdej fuzji. Jednak w niektórych warunkach pojawiać się może obawa, że zamiast „kompleksowego podejścia”, otrzymamy jedynie „kompleksowy chaos” pod jednym dachem.
Mieszkańcy Gryfina mają prawo wiedzieć, ile kosztowała ta operacja i w jaki sposób realnie wpłynie ona na efektywność działań. Na razie jedynym widocznym efektem jest wspólne zdjęcie uśmiechniętych decydentek z nożyczkami w dłoniach.
Działanie takie, z dala od oczu mieszkańców i bez udziału niezależnych mediów, to standard, który w nowoczesnym samorządzie nie powinien mieć miejsca.






Napisz komentarz
Komentarze