Ponad 3 lata temu na naszym portalu informowaliśmy o wyznaniu posłanki do Sejmu Katarzyny Kotuli.
To finał (zapadł wyrok piewszej instancji) głośnej sprawy, która swój początek miała w Gryfinie lat 80. XX wieku. Katarzyna Kotula, posłanka na Sejm RP pochodząca z naszego miasta, wygrała w pierwszej instancji proces o zniesławienie. Pozew przeciwko niej skierował Mirosław S., były prezes Polskiego Związku Tenisowego i jej dawny trener z klubu Energetyk Gryfino.
Relację z posiedzeń sadu i wyroku relacjonują portale Goniec o Onet.
Przeszłość, która nie dawała o sobie zapomnieć
Wszystko zaczęło się ponad trzy lata temu, kiedy Katarzyna Kotula zdecydowała się na bolesne wyznanie. Opisała traumatyczne wydarzenia z czasów swojej młodości, gdy jako obiecująca tenisistka trenowała pod okiem Mirosława S. Według jej relacji, dochodziło wówczas do molestowania seksualnego. Ponieważ czyny te miały miejsce w latach 80., sprawa karna dotycząca samych nadużyć została umorzona przez prokuraturę ze względu na przedawnienie.
Mirosław S. nie uznał jednak racji posłanki i oskarżył ją o pomówienie (z art. 212 Kodeksu karnego). Kotula, chcąc dowieść swojej prawdy przed sądem, zdecydowała się na odważny krok – zrzekła się immunitetu parlamentarnego, by stanąć do walki jako prywatna osoba.
Sąd i prokuratura potwierdzają: "Mówiłam prawdę"
Jak informują portale Onet oraz Goniec, sąd pierwszej instancji rozstrzygnął spór na korzyść posłanki. Choć wyrok nie jest jeszcze prawomocny, jego uzasadnienie oraz wcześniejsze ustalenia śledczych mają dla Katarzyny Kotuli kluczowe znaczenie moralne.
"Dla mnie to znaczy ogromnie wiele, gdy sąd i prokuratura potwierdzają, że mówiłam prawdę, że do tych czynów wobec mnie dochodziło, gdy miałam mniej niż 15 lat" — wyznała posłanka w rozmowie z Onetem.
Mimo że prokuratura musiała zamknąć śledztwo w grudniu 2024 roku z powodów formalnych (przedawnienie), w toku postępowania stwierdzono jednoznacznie, że opisywane przez Kotulę zdarzenia faktycznie miały miejsce.
Ważny sygnał dla ofiar
Wyrok ten ma wymiar nie tylko osobisty, ale i społeczny. Katarzyna Kotula podkreśla, że jej walka może stać się inspiracją dla innych osób, które przez lata bały się mówić o doznanej krzywdzie.
Kluczowe wnioski z wyroku:
- Prawda ponad przedawnienie: Choć sprawca nie poniesie kary więzienia za czyny z przeszłości, sąd potwierdził wiarygodność ofiary.
- Odwaga w dążeniu do sprawiedliwości: Proces pokazał, że warto walczyć o swoje dobre imię, nawet jeśli wiąże się to z ponownym rozdrapywaniem ran.
- Wsparcie profesjonalistów: Posłanka szczególnie podziękowała swojej mecenas, Katarzynie Kalecie, oraz mediom, które nagłośniły sprawę.
"Rany mogą się zabliźnić"
Dla Katarzyny Kotuli ten nieprawomocny jeszcze wyrok to szansa na domknięcie tragicznego rozdziału w życiu. Jak sama przyznaje, proces był wycieńczający emocjonalnie, ale niezbędny do odzyskania spokoju.
— Owszem, ten wyrok i wcześniejsze działania prokuratury sprawiają, że te rany znów się rozdrapuje (...) Ale kiedy sąd potwierdza, że mówiło się prawdę, to pozwala to, żeby rany się zabliźniły — podsumowuje posłanka.
Obecnie strony czekają na ewentualną apelację. Jeśli wyrok się uprawomocni, batalia prawna między byłą zawodniczką a jej trenerem z Gryfina definitywnie dobiegnie końca.
O wyznaniu Katarzyny Kotuli pisaliśmy w 2022 r. tu:







Napisz komentarz
Komentarze