Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
sobota, 21 lutego 2026 13:21
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

SOR zamiast przychodni. System pęka w szwach, a pacjenci wybierają „urazówki”

Miliardy na ratunek, godziny w kolejkach. Choć NFZ pompuje w SOR-y ogromne pieniądze, pacjenci coraz częściej traktują je jak przychodnie pierwszej potrzeby. Gdy lekarz rodzinny zawodzi, Polacy ruszają do szpitali – efekt to paraliż, który zagraża prawdziwym ofiarom wypadków.
SOR zamiast przychodni. System pęka w szwach, a pacjenci wybierają „urazówki”
Problemy służby zdrowia: SOR-y przejmują zadania lekarzy rodzinnych.

Autor: Canva

Przewijają się przez nie miliony pacjentów. Najbardziej obciążone są oddziały w największych szpitalach. Niektórzy zgłaszają się tam zamiast do lekarza rodzinnego.

Z danych NFZ wynika, że w 2025 r. przez szpitalne oddziały ratunkowe (SOR) przewinęło się – jak podaje „Rzeczpospolita” – 4,14 mln osób. Udzielono w nich ponad 5 mln świadczeń, a ich wartość wyniosła ponad 4,75 mld zł.

Różne jest jednak ich obłożenie. Są takie SOR-y, gdzie na świadczenie czeka nawet 80 osób na godzinę. W innych tylko kilka.

Przewija się przez niego ponad 100 tys. pacjentów

Najbardziej obciążonym oddziałem ratunkowym w kraju jest SOR Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Szczecinie. To – jak podkreśla Rz – największy SOR w województwie zachodniopomorskim i jedyna urazówka dla dzieci i dorosłych w tym województwie. 

Rocznie przewija się przez niego ponad 100 tys. pacjentów.

W czołówce najbardziej obleganych placówek jest także Szpital Wielospecjalistyczny im. dr. L. Błażka w Inowrocławiu. Na SOR trafia w nim ok. 200 pacjentów na dobę

– W pewnym sensie jesteśmy ofiarą własnego sukcesu – ocenia dr Bartosz Myśliwiec, dyrektor placówki.

Co to znaczy? Pacjenci decydują się na konkretny SOR m.in. ze względu na renomę danej placówki i możliwości leczenia, które ta oferuje. Ale obłożenie oddziałów ratunkowych to także skutek słabej dostępności świadczeń w placówkach Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ).

System ratunkowy przejmuje zadania POZ

Lekarz rodzinny – doprecyzowuje dr Myśliwiec – musi finansować część badań z własnej stawki, przez co nie zawsze jest zainteresowany pogłębianiem diagnostyki. Ponadto POZ boryka się z brakami kadrowymi. W praktyce w wielu powiatach zaczyna brakować lekarzy rodzinnych, a ci, którzy jeszcze przyjmują, to osoby w wieku okołoemerytalnym. Efekt?

– Narasta bardzo poważny problem organizacyjny, a system ratunkowy przejmuje zadania, które w założeniu powinny być realizowane w podstawowej opiece zdrowotnej – podkreśla szef szpitala w rozmowie z dziennikiem.

I dodaje: – W efekcie bardzo duża liczba pacjentów leczy się na SOR-ze. Kolejka zaczyna się ustawiać już około godziny 16.

 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

analizator 21.02.2026 12:12
Problem leży w mechanizmie finansowania. Jeśli lekarz POZ musi opłacać badania z tej samej puli, co swoje utrzymanie, zawsze będzie istniała pokusa oszczędzania. SOR staje się darmowym centrum diagnostycznym dla pacjenta, co jest najdroższą możliwą formą leczenia.

zegarek 21.02.2026 12:10
Zaczynają o 16:00? Bo wtedy zamykają przychodnie. System jest po prostu źle zaprojektowany.

liczman 21.02.2026 11:40
4,75 miliarda złotych... A wystarczyłoby dofinansować diagnostykę w małych przychodniach.

Pela 21.02.2026 11:40
Nic dziwnego, skoro do rodzinnego czeka się tydzień, a na SOR-ze przynajmniej zrobią badania na miejscu

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaMrówka
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama