Wyobraźcie sobie taką scenę: niedzielne popołudnie, 8 marca. Pan Krzysztof, dba o styl i higienę – odrobina ulubionych perfum, szybkie czyszczenie przedniej szyby (żeby świat wyglądał wyraźniej) i można ruszać w drogę. Niestety, zapachowe combo okazało się tak zabójcze, że zamiast komplementu od pasażerki, pan Krzysztof otrzymał... bilet do urzędowego piekła.
0,4 promila „Eau de Banie”
Podczas rutynowej kontroli w Baniach policyjny alkomat wskazał 0,4 promila. Wynik konkretny, wskazujący na to, że kierowca powinien raczej odpoczywać w fotelu, a nie trzymać kierownicę. Problem w tym, że pan Krzysztof czuł się trzeźwy jak niemowlę, a jedyne „procenty”, z jakimi miał kontakt, znajdowały się w atomizerze perfum i zbiorniku spryskiwaczy.
Zgodnie z procedurą, policjanci powinni odczekać 15 minut przed kolejnym badaniem, by „opary” z ust mogły wyparować. Jednak w tym przypadku funkcjonariusze postawili na dynamikę – pan Krzysztof błyskawicznie trafił na komendę w Gryfinie. Tam, jak w dobrze naoliwionej maszynie, dmuchnął trzy razy. Wynik? Trzy soczyste zera.
Nie mógł dojechać do lekarza
-Czuję się pokrzywdzony przez policjantów. Bezprawnie zabrano mi prawo jazdy! Złamali zasady i z tego powodu nie pojechałem na badania rezonansem do Szczecina, na które czekałem kilka miesięcy. Bo czym miałem dojechać jak pozbawiono mnie możliwości kierowania? - skarży się pan Krzysztof.
Następnie w poniedziałek miał wizytę w Szczecinie na rano Nie miał możliwości pojechania z Bań.
-Miałem kolejną wizytę umówioną u lekarza, ale pani policjantka 13 marca powiedziała, że mam czekać, bo to sąd musi postanowić - mówi pan Tadeusz. -I tak nie mogłem pojechać kolejną wizytę do innego lekarza – dodał.
Procedura ważniejsza niż logika?
Mogłoby się wydawać, że potrójne zero kończy sprawę, a policjanci z uśmiechem i przeprosinami oddadzą dokument. Nic z tych rzeczy. Prawo jazdy zostało zatrzymane, bo „uzasadnione podejrzenie” (czyli to nieszczęsne pierwsze dmuchnięcie) już poszło w świat.
– Czuję się pokrzywdzony. Bezprawnie zabrano mi prawo jazdy, złamano zasady! – skarży się pan Krzysztof.
I trudno mu się dziwić. Brak dokumentu to nie tylko kłopot logistyczny, ale realna strata zdrowotna. Przez nadgorliwość systemu pan Krzysztof nie dojechał na badanie rezonansem magnetycznym w Szczecinie, na które czekał długie miesiące. Bo jak tu jechać, skoro mundurowi zrobili z kierowcy pieszego na podstawie perfum?
Sąd wkracza do akcji
Aspirant Jakub Kuźmowicz z gryfińskiej policji sprawę tłumaczy krótko: była podstawa, jest sprawa, a od decydowania jest sąd.
-Jeśli mamy uzasadnione podejrzenie, a wynik na alkomacie takim był, że nastąpiło wykroczenie to kierujemy sprawę do sądu. My tylko zatrzymujemy prawo jazdy, a to sąd podejmuje decyzję - mówi nam aspirant Jakub Kuźmowicz, rzecznik komendanta policji w Gryfinie.
I sąd rzeczywiście zdecydował. Po tygodniu analizowania „aromatycznej zbrodni” Sąd Rejonowy w Gryfinie nakazał oddać prawo jazdy. System został odblokowany, a pan Krzysztof może znów legalnie prowadzić.
Co zrobi pan Krzysztof?
-Zastanawiam się, czy nie domagać się odszkodowania, bo niewątpliwie zostałem przez policję poszkodowany – mówi nam pan Krzysztof.
Trudno powiedzieć, że nic się nie stało. Niesmak (i zapach perfum) jednak pozostał. Nasz bohater poważnie zastanawia się nad walką o odszkodowanie. Bo choć historia o alkomacie oszukanym przez płyn do szyb brzmi jak anegdota przy grillu, to panu Krzysztofowi do śmiechu nie jest – zwłaszcza gdy patrzy na termin straconej wizyty u lekarza.
Ku przestrodze dla wszystkich kierowców: jeśli planujecie wielkie sprzątanie auta połączone z testowaniem nowej wody toaletowej, lepiej odczekajcie kwadrans, zanim spotkacie patrol. Albo po prostu miejcie pod ręką numer do dobrego prawnika i duuużo cierpliwości.
O sprawie ostatnio pisaliśmy tu:







Napisz komentarz
Komentarze