Przez długi czas kierowcy mijający rozbite auto zastanawiali się, dlaczego nikt nie reaguje. Okazało się, że przeszkodą nie była niechęć urzędników, a skomplikowany stan prawny pojazdu, który uczynił z niego „auto widmo”.
Śledztwo na poboczu: Kupiec, którego nie było w systemie
Gmina Stare Czarnowo, choć nie była zarządcą drogi ani właścicielem działki, wzięła sprawy w swoje ręce ze względu na bezpieczeństwo. Interwencja u zarządcy drogi i policji ujawniła zaskakujące fakty. Samochód krótko przed zdarzeniem zmienił właściciela, ale nowy nabywca... nie dopełnił obowiązku rejestracji w Starostwie.
Kiedy policja próbowała dotrzeć do osoby widniejącej w systemie, okazało się, że poprzedni właściciel... nie żyje. Dopiero dzięki żmudnym działaniom funkcjonariuszy udało się dotrzeć do rodziny zmarłego, odzyskać umowę sprzedaży i ostatecznie przymusić nowego właściciela do uprzątnięcia mienia. Cała procedura, choć uciążliwa dla mieszkańców, musiała odbyć się zgodnie z literą prawa.
Nietypowa akcja ratunkowa: Ciągnik rolniczy w służbie bezpieczeństwa
Finał sprawy był równie nietypowy co jej początek. Pojazd był w tak złym stanie (został m.in. rozgrabiony z kół), że standardowe metody zawiodły. Wójt Starego Czarnowa, Bartosz Biegus, podziękował za wsparcie Instytutowi Zootechniki w Kołbaczu, którego pracownik przy użyciu sprzętu rolniczego pomógł załadować wrak na lawetę.
Cała operacja odbyła się pod okiem policji z Gryfina, a w sprawnym odholowaniu pomogli Waldemar Błażejczak i Tomasz Błażejczak.
Mercedes "widmo" ostatecznie "odjechał" z pobocza, kończąc wielotygodniową sagę, która udowodniła, że czasem jeden podpis może wprawić w ruch (lub zatrzymać) całą urzędową machinę.









Napisz komentarz
Komentarze