Prokuratura chce 14,5 roku więzienia dla 20-letniego Szymona C. Wyrok po tragicznym wypadku, do którego doszło ponad rok temu w Chełmie, ma zapaść 3 czerwca.
Do tej tragedii doszło 30 marca 2025 roku, około godziny 4, na prostym odcinku. Toyota, którą kierował 19-letni wówczas Szymon C., zjechała z drogi, uderzyła w słup oświetleniowy, następnie w betonowe ogrodzenie i dachowała.
Autem podróżowało łącznie 10 młodych osób w wieku od 17 do 19 lat. Według ustaleń śledczych kierowca przewoził 9 pasażerów, z czego trzech było w bagażniku. Dwóch 18-latków – Filip i Mateusz – zginęło na miejscu.
Alkohol, nadmierna prędkość i rażące złamanie zasad
Śledczy zarzucają Szymonowi C. umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu lądowym oraz prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Według ustaleń prokuratury młody mężczyzna miał około 2 promili alkoholu w organizmie i jechał ulicami Chełma z prędkością co najmniej 130 km/h w terenie zabudowanym, gdzie obowiązywało ograniczenie do 50 km/h.
– Oskarżony, łamiąc tyle zasad bezpieczeństwa w ruchu drogowym, musiał liczyć się z tym, że dojdzie do czegoś złego, a doszło do sytuacji tragicznej – mówiła przed sądem prokurator rejonowa w Chełmie Diana Wirtel-Mroczek.
Prokuratura wniosła o wymierzenie Szymonowi C. kary łącznej 14 lat i 6 miesięcy więzienia oraz dożywotniego zakazu prowadzenia pojazdów.
Wcześniej były urodziny. Potem nocna jazda po Chełmie
Z ustaleń śledczych wynika, że grupa nastolatków spotkała się wcześniej na urodzinach jednego z kolegów. Początkowo znajomych miał rozwozić trzeźwy uczestnik imprezy. Odmówił jednak dalszej jazdy, gdy okazało się, że samochodem ma pojechać łącznie 10 osób.
Wtedy za kierownicą usiadł Szymon C.
– Ktoś rzucił pomysł, żeby jechać na Żółtańce, nad zalew. Było nas za dużo, ale wszyscy byli chętni. Wtedy Igor powiedział, że nie będzie prowadził, bo szkoda mu prawa jazdy przy jeździe z tak dużą liczbą osób. Wręczył mi kluczyki i zamieniliśmy się miejscami. Czułem się dobrze – wyjaśniał oskarżony w prokuraturze.
Między godziną 3 a 4 nad ranem nastolatkowie jeździli ulicami Chełma. Ich przejazd zarejestrowały kamery miejskiego monitoringu, prywatne kamery oraz telefon jednego z uczestników.
Biegły wskazał na oponę, przeciążenie i prędkość
Do samego wypadku doszło na prostym odcinku ul. Ogrodowej. Jak wynika z opinii biegłego, bezpośrednią przyczyną utraty panowania nad autem mogło być zsunięcie się opony z prawego tylnego koła. Stało się to najprawdopodobniej z powodu niskiego ciśnienia w oponie, przeciążenia samochodu oraz bardzo dużej prędkości.
Do nagłej utraty ciśnienia miało dojść około 70 metrów przed latarnią, w którą później uderzył pojazd. Zdaniem biegłego, gdyby kierowca jechał z dozwoloną prędkością, miałby możliwość podjęcia skutecznych manewrów obronnych, a nawet zatrzymania samochodu przed przeszkodą.
Obrona chce zmiany kwalifikacji czynu
Obrońcy Szymona C. domagają się zmiany kwalifikacji czynu. Ich zdaniem sprawa powinna być oceniana jako nieumyślne spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, a nie umyślne doprowadzenie do katastrofy w ruchu lądowym.
Podczas ostatniej rozprawy mec. Jacek Przeciechowski przekonywał sąd, że moralna odpowiedzialność za tragedię nie spoczywa wyłącznie na kierowcy.
– Wszyscy chłopcy, którzy znaleźli się w tym samochodzie, są, z mojej perspektywy, współodpowiedzialni moralnie za ten wypadek – mówił adwokat.
Szymon C. częściowo przyznał się do winy. Kwestionuje jednak ucieczkę z miejsca zdarzenia oraz umyślność spowodowania katastrofy. Twierdzi również, że nie jechał tak szybko, jak wskazano w zarzutach.
„Straciłem dwóch bardzo bliskich mi przyjaciół”
Podczas procesu oskarżony przepraszał rodziny zmarłych chłopaków. Mówił, że dla niego również jest to dramat, bo w wypadku zginęli jego bliscy koledzy.
– Chciałbym przeprosić z całego serca, ponieważ dla mnie również jest to bardzo ciężkie i nie wyobrażam sobie, co państwo muszą czuć. Straciłem dwóch bardzo bliskich mi przyjaciół i naprawdę przepraszam – mówił podczas jednej z rozpraw.
W sądzie zeznawały także matki zmarłych 18-latków. Ich słowa pokazywały skalę tragedii, która dotknęła nie tylko uczestników feralnej jazdy, ale całe rodziny.
Mama Filipa mówiła, że już nad ranem czuła, że stało się coś złego, bo jej syn zawsze wracał do domu i nie nocował poza nim. Gdy zapytano ją, czy przyjmuje przeprosiny oskarżonego, odpowiedziała, że tak, ale zaraz dodała, że nic nie zwróci jej dziecka.
Matka Mateusza podkreślała natomiast, że znała Szymona od dziecka. Chodził z jej synem do szkoły i bywał w ich domu. Mówiła, że ma do niego ogromny żal, ale jednocześnie jest jej go żal.
Wyrok 3 czerwca
Szymon C. od początku śledztwa przebywa w areszcie. Nie był wcześniej karany.
Proces przed Sądem Okręgowym w Lublinie dobiegł końca. Strony wygłosiły mowy końcowe, a sąd wyznaczył termin ogłoszenia wyroku na 3 czerwca.
Wtedy okaże się, czy sąd podzieli stanowisko prokuratury i uzna, że oskarżony umyślnie sprowadził katastrofę w ruchu lądowym, czy też przychyli się do argumentów obrony, która chce łagodniejszej kwalifikacji czynu.
Rodzinom Filipa i Mateusza żadna kara nie cofnie jednak tego, co wydarzyło się tamtej marcowej nocy w Chełmie.
Zaraz po wypadku pisaliśmy o tym tu:


Napisz komentarz
Komentarze