Szklanka darmowej wody z kranu do obiadu czy kawy? Dla wielu Polaków to wciąż luksus, o który trzeba nieśmiało prosić kelnera. Wkrótce ma się to zmienić. Ministerstwo Klimatu i Środowiska pracuje nad przepisami, które mają wymusić na lokalach gastronomicznych serwowanie darmowej (lub bardzo taniej) wody z kranu. Choć w Polsce zapowiada się rewolucja, to prawda jest taka, że urzędnicy nie wymyślili koła na nowo.
O co chodzi w projekcie Ministerstwa Klimatu?
Polski resort klimatu dąży do wdrożenia unijnej dyrektywy w sprawie jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi (tzw. dyrektywa pitna). Jednym z jej kluczowych założeń jest promowanie picia wody z kranu – także, a może przede wszystkim, w sektorze HoReCa (hotele, restauracje, catering).
Główne cele nowych przepisów to:
- Redukcja plastiku: Mniejsza sprzedaż wody butelkowanej to gigantyczne odciążenie dla środowiska i mniej plastikowych odpadów (PET).
- Oszczędność dla konsumenta: Polacy rzadziej będą zmuszeni płacić po 10-15 zł za małą butelkę wody mineralnej, której koszt w hurtowni to ułamek tej kwoty.
- Powszechny dostęp: Woda jako podstawowe prawo człowieka, dostępne bez barier ekonomicznych w przestrzeni publicznej.
Warto wiedzieć: Przepisy mają nakładać na restauratorów obowiązek informowania klientów o możliwości otrzymania wody z kranu za darmo lub za symboliczną opłatą "serwisową" (np. za umycie szklanki).
Pomysł nie jest nowy – Europa robi to od lat
Choć w polskich mediach temat wywołuje spore emocje, na Zachodzie darmowa kranówka to absolutny standard i element kultury gastronomicznej.
- We Francji już od 1967 roku istnieje prawo (zaktualizowane w ostatnich latach), które nakazuje restauracjom podawanie darmowej karafki wody (carafe d’eau) do każdego posiłku.
- W Wielkiej Brytanii, we Włoszech czy w Hiszpanii lokale serwujące alkohol lub jedzenie mają prawny lub zwyczajowy obowiązek podania darmowej wody z kranu na życzenie klienta.
W Polsce debata na ten temat toczy się od ponad dekady. Wiele miast (np. Warszawa, Kraków czy Wrocław) prowadziło już lokalne akcje promocyjne pod hasłami typu „I love kranówka” czy „Woda z kranu w restauracjach”. Część nowoczesnych i ekologicznych lokali wprowadziła to rozwiązanie dobrowolnie, traktując je jako element dobrego tonu i budowania relacji z klientem. Projekt ministerstwa ma jedynie (i aż) ten trend sformalizować.
Gastronomia kręci nosem. Dlaczego?
Dla klientów to świetna wiadomość, ale właściciele restauracji podchodzą do pomysłu z mniejszym entuzjazmem. Powód jest prosty: marża na napojach.
Woda butelkowana to jeden z najbardziej dochodowych produktów w menu. Restauracje kupują ją za grosze, a sprzedają z kilkusetprocentową przebitką. Odcięcie tego źródła dochodu w czasach wysokiej inflacji, rosnących cen energii i kosztów pracy budzi opór branży. Restauratorzy argumentują również, że podanie kranówki to koszt pracy kelnera, zużycia zmywarki oraz filtrowania wody, jeśli lokal decyduje się na dodatkowe systemy uzdatniania.
| Plusy darmowej kranówki | Wyzwania dla restauratorów |
|---|---|
| Mniej plastikowych odpadów w środowisku | Strata wysokiej marży ze sprzedaży wody butelkowanej |
| Niższe rachunki dla klientów | Koszty pracy (serwis, mycie szkła) |
| Budowanie wizerunku proekologicznego | Konieczność inwestycji w filtry (w niektórych rejonach) |
Podsumowanie: Krok w stronę normalności
Projekt Ministerstwa Klimatu to nie ekscentryczny wymysł, ale nadrabianie zaległości cywilizacyjnych i realizacja unijnego prawa. Choć zmiana nawyków oraz opór branży gastronomicznej mogą opóźnić proces adaptacji, kierunek jest jeden. Darmowa kranówka w polskich restauracjach prędzej czy później stanie się codziennością – z pożytkiem dla naszych portfeli i dla planety.
W Polsce nie jest to nowy pomysł. O wodzie za złotówkę pisaliśmy rok temu tu:


Napisz komentarz
Komentarze