Flaga państwowa to nie jest zwykły kawałek materiału, który można porzucić w krzakach lub pozwolić mu czernieć od brudu na reprezentacyjnym maszcie. To jeden z najważniejszych symboli Rzeczypospolitej, chroniony prawem. Najwyraźniej jednak w Mieszkowicach ani burmistrz Krzysztof Tkacz nie czuje obowiązku dbania o narodowe barwy, ani lokalna policja nie potrafi skutecznie wyegzekwować litery prawa. Efekt? Choć od interwencji minął miesiąc, przed Urzędem Miejskim wciąż bezkarnie wisi brudna flaga.
Dwie flagi, dwa skandale
Cała sprawa zaczęła się na początku maja, kiedy jeden z naszych czytelników, podpisujący się jako „Obywatel RP”, zwrócił uwagę na fatalny stan flag przed urzędem w Mieszkowicach. Przypomniał on oczywistą prawdę: eksponowanie flagi w sposób niechlujny, podarty lub brudny to nie tylko kwestia estetyki, ale też rażące naruszenie przepisów. Zgodnie z art. 49 Kodeksu wykroczeń oraz ustawą o godle, barwach i hymnie RP, za taki stan rzeczy grożą surowe konsekwencje – od mandatu do 500 zł aż po areszt.
Rzeczywistość, jaką na miejscu zastała poproszona o weryfikację mieszkanka, okazała się jednak znacznie gorsza. Na miejscu okazało się, że urzędnicy zbezcześcili aż dwa symbole narodowe.
Pierwsza z flag – wypłowiała, brudna i podarta – leżała porzucona w krzakach tuż przy urzędzie. Druga, niemal równie brudna i zaniedbana, dumnie powiewała na oficjalnym maszcie przed samym wejściem do magistratu.
Miesiąc bezradności policji. Dlaczego odpuścili burmistrzowi?
Zgłoszenie trafiło do Komisariatu Policji v Chojnie. Przybyłe na miejsce po kwadransie policjantki podjęły interwencję, która jednak zakończyła się jedynie połowicznym sukcesem. Funkcjonariuszki zabrały zniszczoną flagę z krzaków, zabezpieczając ją jako dowód w sprawie. Kiedy jednak mieszkanka zwróciła im uwagę, że na maszcie wciąż wisi druga, rażąco brudna flaga, w odpowiedzi usłyszała lekceważące: „u nas też takie flagi wiszą”.
Dziś, ponad miesiąc od tamtych wydarzeń, gołym okiem widać, że mundurowi w powiecie gryfińskim wykazali się porażającą nieskutecznością. Rzecznik policji w Gryfinie dwukrotnie ignorował zapytania i do dziś nie udzielił odpowiedzi na temat podjętych działań. Zabezpieczono zniszczoną flagę z krzaków, ale wobec burmistrza nie wyciągnięto żadnych konsekwencji prawnych. Nie ma mandatu, nie ma wniosku do sądu.
Co więcej, policja pozwoliła, aby ta druga, brudna flaga przez kolejnych miesiąc bezkarnie wisiała na urzędowym maszcie. Taka opieszałość i pobłażliwość wobec lokalnej władzy rodzi po prostu patologię. Czy gdyby zwykły obywatel wywiesił brudną szmatę na swoim płocie, policja też czekałaby miesiąc z wypisaniem mandatu?
Dopiero w ostatnią sobotę, po ponownym i stanowczym zgłoszeniu sprawy na komisariacie w Mieszkowicach, przyjmujący zgłoszenie policjant obiecał, że „uda się do burmistrza”. Czy policja wreszcie się zrehabilituje, czy skończy się na towarzyskiej rozmowie w gabinecie?
Ustawa z dnia 31 stycznia 1980 r. o godle, barwach i hymnie RP wyraźnie wskazuje, że otaczanie tych symboli czcią i szacunkiem jest prawem i obowiązkiem każdego obywatela oraz wszystkich organów państwowych, instytucji i organizacji.
"Prowokacja" i pruski militaryzm w gabinecie burmistrza
Prawdziwym źródłem tego skandalu pozostaje jednak bierność i bezczelność gospodarza miasta. Trudno uwierzyć, że burmistrz Krzysztof Tkacz, wchodząc codziennie do pracy, nie widzi brudnego materiału nad swoją głową. Zamiast zwykłego uderzenia się w pierś, dokupienia nowej flagi za kilkadziesiąt złotych i zamknięcia tematu, włodarz postanowił iść w zaparte.
Artykuł na temat flg bumitrz komentował publicznie. Podczas zebrania sołeckiego w Starych Łysogórkach burmistrz miał bezczelnie skomentować sprawę słowami: „z flagą to była prowokacja!”.
To zdumiewająca linia obrony. Żądanie czystej flagi przed urzędem to nie spisek polityczny – to elementarny patriotyzm i wymóg prawa. Kto tu jest prowokatorem? Mieszkańcy, czy burmistrz, który dopuszcza do niszczenia symboli narodowych?
Co ciekawe, na dbałość o wystrój własnego gabinetu burmistrzowi czasu i pieniędzy podatników nie brakuje. Ściany jego biura zdobi fototapeta w stylu pruskiego militaryzmu. Można odnieść wrażenie, że historyczne, pruskie zamiłowania estetyczne włodarza stoją w rażącej sprzeczności z poszanowaniem dla współczesnych, polskich barw państwowych, o które powinien dbać w pierwszej kolejności.
Kamery zamiast zmian
Szczytem hipokryzji w wykonaniu burmistrza Mieszkowic była jego reakcja na krytykę mieszkańców i wizytę policji. Zamiast kupić nową flagę, pan Tkacz zafundował na budynku urzędu... montaż nowych kamer monitoringu. Oczywiście za pieniądze podatników.
Ruch ten wygląda na desperacką próbę wyłapania tych „niepokornych” obywateli, którzy śmią patrzeć władzy na ręce i dokumentować jej zaniedbania. Ironia losu polega na tym, że nowo zainstalowane kamery – podobnie jak ich dysponent – pozostają całkowicie ślepe na fakt, że tuż obok nich na maszcie wciąż niszczeje i brudzi się polska flaga.
Mieszkowice zasługują na gospodarza, który szanuje prawo i symbole narodowe, oraz na policję, która potrafi to prawo bezkompromisowo egzekwować – niezależnie od tego, czy łamie je zwykły przechodzień, czy pan burmistrz.
O zniszczonych flagach i interwencji policji pisaliśmy miesiąc temu tu:


Napisz komentarz
Komentarze