Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
piątek, 19 czerwca 2026 11:24
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Polowanie gryfińskiej policji na DW 124. Specyficzna procedura mandatowa dla obcokrajowców

Czy polskie drogi przygraniczne to pułapka na zagranicznych kierowców? Dzisiejsza akcja policji na DW 124 pokazuje, że brak znajomości lokalnych realiów i brak... Yanosika kosztuje Niemców bardzo dużo. Odkrywamy kulisy działań gryfińskiej drogówki i wyjaśniamy, dlaczego procedura wystawiania mandatu obcokrajowcowi drastycznie różni się od tej, którą znamy na co dzień.
Polowanie gryfińskiej policji na DW 124. Specyficzna procedura mandatowa dla obcokrajowców
Niemiec płacze, kiedy płaci – i to dosłownie na miejscu kontroli! Na odcinku DW 124 w pobliżu Cedyni gryfińscy policjanci zorganizowali dzień otwarty dla kierowców zza Odry, którzy wyjątkowo polubili przekraczanie prędkości w tym rejonie.

Autor: igryfino

Droga wojewódzka nr 124, malownicze rejony w okolicach Cedyni i majestatyczny pomnik pod Górą Czcibora. Dla turystów to piękny punkt na mapie historycznej, dla kierowców – przyjemna, prosta trasa. Jednak dzisiejszego dnia ten odcinek stał się sceną dynamicznych działań funkcjonariuszy z gryfińskiej drogówki.

Efekt? Seryjnie wystawiane mandaty. Co ciekawe, Polacy mijali patrol z przepisową prędkością, podczas gdy nasi zachodni sąsiedzi raz po raz oglądali w lusterkach czerwony lizak. Jak się okazuje, nieznajomość lokalnych realiów to jedno, ale prawdziwe zaskoczenie czekało Niemców dopiero w momencie... wypisywania kary.

Polak wie, Niemiec płaci. System wczesnego ostrzegania działa bezbłędnie

Dlaczego pod Górą Czcibora wpadali głównie obywatele Niemiec? Odpowiedź tkwi w drogowej solidarności i technologii. Polscy kierowcy doskonale znają stałe punkty kontrolne gryfińskiej policji. Co więcej, w ruch idą aplikacje typu Yanosik oraz stary, dobry, polski zwyczaj – mruganie długimi światłami przez kierowców nadjeżdżających z naprzeciwka.

Niemieccy kierowcy, przyzwyczajeni do fotoradarów stacjonarnych i zupełnie innej specyfiki kontroli w swoim kraju, jechali „na czuja”. Szeroka, prosta droga DW 124 aż prosiła się o mocniejsze wciśnięcie gazu. Efekt? Przekroczenie prędkości i natychmiastowe zatrzymanie przez niebieski patrol.

Procedura "tu i teraz": Jak polska policja rozlicza obcokrajowców?

Gdy policjant zatrzymuje polskiego kierowcę, procedura jest rutynowa. Kierowca otrzymuje tzw. mandat kredytowany – podpisuje kwitek, dostaje go do ręki i ma 7 dni na wykonanie przelewu bankowego.

W przypadku kierowcy z Niemiec (lub jakiegokolwiek innego obcokrajowca, który nie posiada stałego miejsca zamieszkania lub pobytu na terenie RP) przepisy w Polsce są bezwzględne. Tutaj stosuje się procedurę mandatu gotówkowego, która w praktyce oznacza jedno: płatność natychmiastową.

Zasada jest prosta: Obcokrajowiec nie może odjechać z miejsca kontroli, dopóki nie ureguluje kary finansowej.

Oto jak wygląda to w praktyce:

  • Terminal płatniczy w radiowozie: Na szczęście dla niemieckich kierowców żyjemy w XXI wieku. Większość radiowozów gryfińskiej drogówki wyposażona jest w terminale. Niemiec może zapłacić mandat na miejscu kartą płatniczą lub kredytową (w złotówkach).
  • Gotówka: Jeśli karta nie działa, alternatywą jest płatność gotówką – ale uwaga, polska policja przyjmuje wyłącznie polskie złote (PLN), a nie euro.
  • Co jeśli kierowca nie ma pieniędzy? Tu zaczynają się prawdziwe schody. W przypadku odmowy przyjęcia mandatu lub braku możliwości uiszczenia opłaty na miejscu, policja ma prawo zatrzymać kierowcę i doprowadzić go do najbliższego sądu rejonowego w trybie przyspieszonym. W tym czasie pojazd może trafić na parking strzeżony na koszt właściciela.
Dlaczego prawo traktuje obcokrajowców inaczej?

Ta z pozoru rygorystyczna procedura to czysta pragmatyka. Ściąganie mandatów z zagranicy – mimo unijnych dyrektyw i transgranicznej wymiany informacji – wciąż jest procesem długim, skomplikowanym i drogim. Państwo polskie zabezpiecza się więc przed sytuacją, w której zagraniczny kierowca po powrocie do Berlina czy Szczecinka po prostu zignorowałby polski blankiet.

Dzisiejsza akcja pod Górą Czcibora była dla wielu naszych sąsiadów kosztowną lekcją geografii i polskiego prawa o ruchu drogowym. Wniosek na przyszłość? Noga z gazu – zwłaszcza tam, gdzie historia spotyka się z czujnym okiem gryfińskiej drogówki.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

kierowca zawodowy 19.06.2026 10:06
I bardzo dobrze, u siebie jeżdżą jak w zegarku, a przekroczą granicę i myślą, że to dziki zachód.

hmm... 19.06.2026 08:51
To pokazuje głębszy problem z mentalnością kierowców zza granicy. W Niemczech są przyzwyczajeni do fotoradarów stacjonarnych, o których informują znaki albo nawigacja. U nas dynamiczne patrole z "suszarkami" w krzakach to norma. Niemcy nie znają też specyfiki naszej jazdy i nie rozumieją, dlaczego ktoś im mruga długimi. Dla nich to często agresja drogowa, a nie ostrzeżenie o policji.

kupiec 19.06.2026 08:51
Klasyka gatunku, na DW 124 stoją regularnie, a Niemcy dalej jak dzieci we mgle jeżdżą.

Marzena 19.06.2026 07:38
Ja to zawsze jeżdżę prawidłowo,wczoraj jechaliśmy i byliśmy na górze Czcibora i nie bylo policji.Jezdze około 40 lat i raz tylko mnie policja skontrolowała.nie mam szczęścia aby mnie kontrolowali

raczej 19.06.2026 03:07
Płakał jak płacił? Chyba ze śmiechu.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama