Główny punkt programu, czyli koncerty znakomitych muzyków – Tomasza Rosołowskiego oraz Sylwestra Ostrowskiego – zamiast tłumów, przyciągnął na rynek zaledwie pojedyncze osoby.
Klapa frekwencyjna i zmarnowany potencjał artystów
Na Placu Wolności w Mieszkowicach stanęła profesjonalna, zadaszona scena z potężnym nagłośnieniem, gotowa na przyjęcie licznej publiczności. Niestety, widok, jaki zastali muzycy, był przygnębiający. Plac przez większość czasu świecił pustkami, a przed sceną w kulminacyjnych momentach bawiło się zaledwie kilkanaście osób. Część z nich zresztą wolała chronić się przed słońcem w cieniu, zamiast stać bezpośrednio pod sceną.
Główną winę za taki stan rzeczy ponosi niefortunne planowanie. Sobotnie popołudnie to czas, który wielu mieszkańców przeznacza na domowe porządki lub nadrabianie zaległości z całego tygodnia. Dodatkowo, potężny upał przekraczający 30 stopni Celsjusza zamienił kamienny bruk rynku w trudną do wytrzymania „patelnię”. Sytuacji nie uratował również brak jakichkolwiek dodatkowych atrakcji dla rodzin czy dzieci, co sprawiło, że popołudniowe występy straciły szansę na przyciągnięcie szerszej publiczności.
Warto jednak podkreślić, że podczas gdy logistyka i termin imprezy zawiodły, obecne na pikniku podmioty – w tym stoiska profilaktyczne Sanepidu z Gryfina czy strażacy OSP z gminy Mieszkowice mający prowadzić pokazy pierwszej pomocy – rzetelnie i z pełnym zaangażowaniem czekały na mieszkańców, dzieląc z muzykami trudne warunki atmosferyczne.
To właśnie brak przemyślenia ram czasowych i logistycznych przez głównych organizatorów sprawił, że wysiłek tylu osób poszedł na marne.


Napisz komentarz
Komentarze