Choć centrum dowodzenia znajdowało się w Szczecinie, to macki tzw. „układu szczecińskiego” mocno oplotły również nasz region, a w szczególności powiat gryfiński i samo Gryfino.
Gryfiński łącznik w strukturach Suwerennej Polski
Dariusz Matecki przez lata budował swoje polityczne zaplecze nie tylko w stolicy województwa. Nasz powiat – a zwłaszcza Gryfino – był terenem jego intensywnej działalności. To właśnie tutaj Solidarna (a potem Suwerenna) Polska zapuściła głębokie korzenie, zrzeszając wielu lokalnych członków i sympatyków.
Według ustaleń śledczych, to regionalne powiązanie nie było przypadkowe. Konstruowany przez lata „układ szczeciński” obejmował swoim zasięgiem ludzi z powiatu gryfińskiego, którzy w mniejszym lub większym stopniu stali się częścią polityczno-biznesowej machiny. Dzisiejszy proces ma dowieść, jak głęboko lokalne struktury były zaangażowane w proceder, który prokuratura nazywa dziś bezlitośnie: wyłudzaniem publicznych pieniędzy i praniem brudnych pieniędzy.
„Podatek Darkowy” – jak działał mechanizm?
Dzięki pracy dziennikarza TVN24 Artura Warcholińskiego z programu „Czarno na białym”, który dotarł do liczącego 200 stron aktu oskarżenia, opinia publiczna poznała szokujące kulisy działania grupy. W centrum procederu stał tzw. „podatek Darkowy” – nieoficjalna, gotówkowa prowizja, którą powiązani z Mateckim ludzie musieli mu systematycznie płacić.
Z zeznań świadków wyłania się obraz bezwzględnego mechanizmu:
- Koperty z gotówką: Pieniądze były przekazywane regularnie. Stawki wynosiły średnio od 10 do 15 tysięcy złotych jednorazowo, a proceder trwał co najmniej dwa lata.
- Astronomiczne prowizje: Świadkowie twierdzą, że Matecki załatwiając milionowe dotacje z Funduszu Sprawiedliwości, brał dla siebie nawet do 60 procent prowizji od uzyskanych kwot.
- Rola „słupów”: W strukturach stowarzyszeń dochodziło do fikcyjnego zatrudniania osób tylko po to, by legalnie wyprowadzić gotówkę, która ostatecznie trafiała do kieszeni polityka. Jeden ze świadków wprost przyznał w śledztwie, że miał świadomość bycia „słupem”.
Na co szły te pieniądze? > Zgromadzona w kopertach gotówka była przeznaczana m.in. na finansowanie plakatów wyborczych Mateckiego oraz na jego prywatne wydatki. W aktach sprawy pojawia się nawet tak kuriozalny szczegół, jak opłacenie z tych środków naprawy prywatnego drona, którym polityk uderzył w drzewo - tak wynika z ustaleń dziennikarskiego sledztwa.
O co dokładnie oskarżony jest Matecki?
Dziś rozpoczął się proses w sądzie w Szczecinie. Dariuszowi Mateckiemu grozi do 10 lat więzienia. Prokuratura Krajowa przedstawiła mu łącznie 6 zarzutów:
- Ustawianie konkursów z Funduszu Sprawiedliwości (3 zarzuty): Współdziałanie z urzędnikami Ministerstwa Sprawiedliwości (w tym z przebywającym za granicą Marcinem Romanowskim) przy ustawianiu trzech konkursów pod konkretne, powiązane z nim organizacje – Stowarzyszenie Fidei Defensor oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Zdrowia. Chodzi o przywłaszczenie aż 16,5 miliona złotych.
- Pranie brudnych pieniędzy: Zarzut dotyczy kwoty co najmniej 447,5 tysiąca złotych, które miały pochodzić z przestępczego procederu rozliczania dotacji.
- Fikcyjne zatrudnienie w Lasach Państwowych (2 zarzuty): Współdziałanie z dyrekcją Lasów Państwowych w Szczecinie i Warszawie w celu fikcyjnego zatrudnienia Mateckiego. Według śledczych polityk pobrał z tego tytułu nienależne świadczenia w kwocie 483,8 tysiąca złotych.
Kto jeszcze siedzi na ławie oskarżonych?
Obok posła PiS przed sądem odpowiada 7 innych osób. Wśród nich są najbliżsi współpracownicy Mateckiego: Adam S. (prezes stowarzyszenia Fidei Defensor) oraz Mateusz W. (prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Zdrowia). Prokuratura zarzuca im m.in. wypranie około 3,6 miliona złotych poprzez wystawianie lewych faktur i wypłacanie fikcyjnych pensji. Pozostałe pięć osób (Grzegorz W., Dorota W., Patrycja S., Nina W. i Mikołaj W.) odpowiada za pomoc w praniu brudnych pieniędzy.
Żaden z oskarżonych nie przyznaje się do winy.
Sądowe korytarze: Sąd zakazuje nagrań, Matecki mówi o „kłamstwach”
Dzisiejsza, poniedziałkowa rozprawa wzbudziła ogromne emocje, choć decyzją sądu media nie mogły nagrywać przebiegu sali rozpraw. Emocji nie brakowało jednak na korytarzu, gdzie Dariusz Matecki chętnie rozmawiał z dziennikarzami, idąc w zaparte i nazywając zarzuty prokuratury „ordynarnymi kłamstwami” i działaniem politycznym.
„Będę się tłumaczyć tak, jakbym był ministrem (...). Jakie uprawnienia mogłem przekroczyć, będąc wtedy radnym miejskim?” – pytał Matecki, dodając, że jego praca w Lasach Państwowych była realna, a stowarzyszenia rzetelnie realizowały umowy.
Poseł zapowiedział, że proces będzie długi, a on sam zamierza wnioskować o przesłuchanie Zbigniewa Ziobry (który według niego mógłby zeznawać zdalnie) oraz Marcina Romanowskiego.
Kolejna rozprawa zaplanowana jest już na najbliższą środę. Dla mieszkańców powiatu gryfińskiego ten proces to nie tylko news ze stolicy województwa – to rozliczenie układu, którego lokalne echa przez lata były słyszalne w naszym bezpośrednim sąsiedztwie.


Napisz komentarz
Komentarze