Tegoroczne Dni Cedyni miały być świętem historii, tradycji i mieszkańców. Za sprawą tego co dzieje się pod Górą Czcibora (dwie imprezy plus turystyka) stają się nieco festiwalem absurdu, organizacyjnego chaosu i jaskrawego konfliktu interesów. W roli głównej wystąpił dyrektor Muzeum Regionalnego w Cedyni, Michał Potapiński, który publiczną posadę i święto miasta pomylił – jak wszystko na to wskazuje – z realizacją prywatnych pasji i wspieraniem zamkniętych imprez.
A turyści zdezorientowani
Od kilkudziesięciu lat scenariusz końcówki czerwca w Cedyni był jasny: u stóp Góry Czcibora wyrastało tętniące życiem średniowieczne obozowisko. To tam tysiące turystów mogły dotknąć historii, a zwieńczeniem weekendu była spektakularna rekonstrukcja bitwy z 972 roku. W tym roku tradycję brutalnie przerwano. Rekonstrukcję przeniesiono do samego miasta, a historyczne, legendarne wręcz miejsce pod Górą Czcibora... zostało zagrodzone płotem.
Zdezorientowani turyści nie mogą skorzystać ze wszystkich atrakcji Góry Czcibora (chodzi o zrekonstruowany gród)
Średniowieczni wojowie precz, prywatny zlot OK.?
W miejscu, gdzie dotąd rządzili rekonstruktorzy dbający o pamięć historyczną regionu, w dniach 26–28 czerwca wyrósł XXIX Zlot Poszukiwaczy Historii „Kocioł Tajemnic”. Impreza o charakterze zamkniętym, pilnie strzeżona, na którą – jak tłumaczyli organizatorzy – „zwykły śmiertelnik” ani turysta wejść nie mógł. Informacja? Brak. Wstęp? Tylko dla wybranych i... dziennikarzy.
Jak to możliwe, że w czasie oficjalnego święta gminy, kluczowa przestrzeń turystyczna zostaje oddana na prywatne przedsięwzięcie? Odpowiedź staje się jasna, gdy spojrzymy na postać współorganizatora tego wydarzenia. Jest nim nie kto inny, jak Michał Potapiński – dyrektor Muzeum Regionalnego w Cedyni.
Dyrektor Potapiński w mediach społecznościowych bez zażenowania promował zlot poszukiwaczy skarbów, spychając na dalszy plan oficjalne Dni Cedyni. Dochodzi tu do fundamentalnej sprzeczności interesów: człowiek opłacany z podatków mieszkańców Cedyni, mający stać na straży publicznych instytucji i ogólnodostępnej kultury, wykorzystuje swój czas, pozycję i autorytet do promowania zamkniętej imprezy komercyjnej lub prywatnej.
Festiwal kłamstw i zamknięte drzwi
Zapytany na miejscu pod palisadą pod Górą CZcibora o tę sytuację, dyrektor Potapiński próbuje nieporadnie zaklinać rzeczywistość:
„Nie traktuję tego jako kontrimprezę. Promowałem na mediach społecznościowych Zlot Poszukiwaczy Skarbów” – tłumaczy, dodając bezczelnie, że pod Górą Czcibora znalazł się, bo... uczestniczy w imprezie Biegu do Orła.
To ordynarne kłamstwo. Dyrektora nie widziano ani na starcie, ani na mecie, ani tym bardziej podczas dekoracji biegaczy. Wybrał prywatną imprezę, którą bezwstydnie promuje w czasie, w którym powinien reprezentować gminę i koordynować ruch turystyczny.
A skoro o ruchu turystycznym mowa – w czasie gdy pod Górą Czcibora trwał zamknięty zlot, w centrum miasta rozegrał się największy skandal tego weekendu. Muzeum Regionalne w Cedyni było zamknięte.
Za podatnicy płacą dyrektorowi?
Dni Cedyni to moment, w którym miasto przeżywa prawdziwy najazd gości z całej Polski i zza granicy. To jedyny czas w roku, kiedy Muzeum Regionalne mogłoby i powinno przeżywać oblężenie, zarabiać na biletach i budować markę regionu. Tymczasem turyści zastali zamknięte na cztery spusty drzwi.
W tym samym czasie dyrektor muzeum, jak gdyby nigdy nic, spacerował sobie po obozowisku zlotu poszukiwaczy skarbów.
To sytuacja bezprecedensowa i skandaliczna. My, podatnicy, płacimy dyrektorowi za pracę na rzecz publicznej placówki. Dyrektor Michał Potapiński uznał jednak, że jego prywatne zainteresowania i hobby są ważniejsze niż obowiązki służbowe. Zamknięcie muzeum w szczycie sezonu, podczas święta miasta, na rzecz udziału w zamkniętym zlocie, to rażące niedopełnienie obowiązków i działanie na szkodę wizerunkową oraz finansową gminy.
Mieszkańcy Cedyni i przyjezdni goście mają prawo czuć się oszukani. Czy Cedynia stała się prywatnym folwarkiem, w którym kaprysy jednego urzędnika ważą więcej niż wieloletnia tradycja i publiczny interes? Czas, aby mocne konsekwencje wobec tej „dziwnej praktyki” wyciągnęły władze zwierzchnie. Kultura to dobro wspólne, a nie prywatna piaskownica dyrektora.


Napisz komentarz
Komentarze