Sesja, która w założeniu miała być formalnym podsumowaniem finansów gminy, szybko w pewnym momencie przerodziła się w festiwal buty, politycznych nacisków i rażącego lekceważenia podstawowych zasad demokracji lokalnej. Zamiast merytorycznego dialogu mieszkańcy otrzymali pokaz siły, w którym burmistrz próbuje stawiać się w roli recenzenta sumienia radnych. To niepokojący sygnał, pokazujący jak bardzo obecna władza prawdopodobnie boi się otwartej dyskusji.
„Budżet wykonany kłamstwami, łzami i szantażem”
Formalnie sprawozdanie z wykonania budżetu za 2025 rok przeszło gładko, a skarbnik gminy przedstawiła informację o stanie finansów samorządu:
„Stan zadłużenia gminy na 31 grudnia 2025 roku wyniósł 9 milionów 452 tysiące złotych. W całości jest to dług z tytułu emisji papierów wartościowych. Na koniec grudnia brak było zobowiązań wymagalnych”.
Jednak samo głosowanie nad absolutorium ujawniło pewien kryzys zaufania w radzie. Za udzieleniem absolutorium głosowało 10 radnych: Anna Binięda, Jan Czapliński, Krzysztof Fira, Katarzyna Gręda, Aleksander Kokiel, Konstanty Michałowski, Krzysztof Skowroński, Maria Spirzak, Mateusz Srokowski i Jarosław Trygub. Jednak trzech radnych – Marek Gołdyn, Grzegorz Kaczmarek oraz Aneta Kwiek – odważyło się zagłosować przeciw.
Prawdziwy skandal wybuchł chwilę później. Zamiast przyjąć wynik z pokorą, burmistrz Krzysztof Tkacz natychmiast zwrócił się do przewodniczącego Komisji Budżetu Grzegorza Kaczmarka z prośbą o wyjaśnienie, dlaczego ten zagłosował przeciwko udzieleniu absolutorium. Takie zachowanie burmistrza to jawne złamanie standardów demokratycznych – radny reprezentuje wyborców i ma pełne prawo głosować zgodnie z własnym sumieniem oraz oceną sytuacji, bez konieczności tłumaczenia się przed organem wykonawczym, który ma kontrolować!
Radny odpowiedział burmistrzowi wprost.
- Panie burmistrzu, nie mam takiego obowiązku, żeby panu tutaj tłumaczyć i przedstawiać swoją postawę, że tak zagłosowałem, ale to powiem tylko w skrócie. Budżet owszem wykonany, tylko kłamstwami, łzami, szantażem jakimś. To mi się nie podoba. Także dlatego tak zagłosowałem - stwierdził Grzegorz Kaczmarek.
Słowa radnego wywołały natychmiastową reakcję burmistrza, który domagał się doprecyzowania zarzutów. Do sprawy wrócił również podczas wolnych wniosków, zapowiadając wystąpienie o pisemne wyjaśnienie wypowiedzi, w której – jak ocenił – został nazwany kłamcą.
Czy burmistrz zamierza teraz nasyłać pisma na każdego, kto nie zgadza się z jego polityką? To może być odbierane jako próba zastraszania i kneblowania ust opozycji.
Przypomnijmy, że na tej samej sesji większość radnych nie udzieliła burmistrzowi Krzysztofowi Tkaczowi wotum zaufania.
Pytanie o budżet obywatelski bez odpowiedzi. Bo co?
Kolejny "popis" burmistrza miał miejsce podczas wolnych wniosków, kiedy to radny Krzysztof Fira poruszył temat budżetu obywatelskiego. Sprawa dotyczy wprawdzie niewielkiej, ale niezwykle symbolicznej i ważnej dla lokalnej społeczności kwoty 10 tysięcy złotych, którą Rada Miejska zabezpieczyła na ten cel. Mimo upływu ponad połowy roku, urzędnicy nie przedstawili regulaminu ani harmonogramu jego realizacji.
– Mamy połowę roku, nic się nie dzieje. Kolejna sesja we wrześniu i tak naprawdę nie wiem, czy my jakiś regulamin będziemy przyjmować, czy jakiekolwiek wytyczne co do budżetu, bo obawiam się, że po prostu z tego nic nie wyjdzie w tym roku. Czy coś się dzieje w tej materii? – dopytywał radny.
Odpowiedź burmistrza Krzysztofa Tkacza na to proste i konkretne pytanie powinna przejść do historii jako próba unikania odpowiedzialności za publiczne pieniądze i lekceważenia mieszkańców:
- Panie radny, z szacunku do pana, do siebie oraz do innych radnych wolałbym, żeby takie zapytanie wpłynęło w formie pisemnej i postaram się udzielić szczegółowej informacji na ten temat.
Z szacunku? Doprawdy? Żądanie zadawania pytań na piśmie podczas sesji na żywo, w sprawach tak fundamentalnych i nieskomplikowanych, to jak policzek wymierzony społeczności. Dlaczego burmistrz nie odpowiedział od razu? Czy musiał się z kimś pilnie skonsultować? Przecież to było proste pytanie o stosunkowo niewielką kwotę!
W efekcie mieszkańcy nie usłyszeli, dlaczego budżet obywatelski nie został dotąd uruchomiony ani czy przeznaczone na ten cel 10 tys. zł zostanie wykorzystane jeszcze w tym roku. Czy taki styl zarządzania można nazwać transparentnym? To nie jest prywatny folwark burmistrza – to gmina, która należy do mieszkańców.


Napisz komentarz
Komentarze