Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
środa, 21 stycznia 2026 20:02
Reklama
Reklama

Spór o remont

Pani Małgorzata skarży się na nierzetelnego wykonawcę. W pewnym momencie zrezygnowała z jego usług i należącego do niego rzeczy wystawiła na zewnątrz. Oskarża go o wzięcie 2 tys. zł zaliczki i niewykonanie remontu mieszkania zgodnie z umową. Z kolei wykonawca oskarża panią Małgorzatę o wystawienie na klatkę schodową jego narzędzi i mówi, że zginęła mu wtedy maszyna.
 Spór o remont

Autor: fot. czytelniczka igryfino

Sprawa dotyczy remontu mieszkania na Górnym Tarasie w Gryfinie. To spór dawnych znajomych z tej samej klasy szkolnej. Oboje przedstawili nam swoje stanowiska dotyczące konfliktu.

Pani Małgorzata:

-Od kilku lat planowałam remont mieszkania w Gryfinie. Nie były to jakieś wymyślne rzeczy. Chodziło o wygładzenie sufitów, pomalowanie ścian oraz położenie paneli, a także płytek w kuchni.

Remontu podjął się pan Mirosław z Gryfina, prowadzący działalność gospodarczą i mający zarejestrowaną firmę budowlano-remontową. Zakupiłam wszystkie materiały: farby, panele, płytki.

Po wejściu do mieszkania i rozpoczęciu remontu przez ludzi, których zatrudnia pan Mirek, zaczął się mój koszmar. Okazało się, że remontu nie zrobiono tak, jak się umawialiśmy. To są chyba jacyś budowlańcy z przypadku, bo zniszczyli mi mieszkanie i poniszczyli materiały. Wszystko jest źle i nie do przyjęcia. Ściany i sufit wyglądają masakrycznie, gorzej niż w stanie pierwotnym. Przez 1 tydzień był robiony sufit w pokoju, a kolejny tydzień malowanie dwóch pomieszczeń i położenie płytek i to nie do końca.

Praca tej ekipy wyglądała w ten sposób, że pan Mirek codziennie rano ok. godz. 7.00 rano przywoził ich do mnie i zostawiał, a oni robili co chcieli. Dodam jeszcze, że wyprowadziłam się na czas remontu do swojej rodziny w Gryfinie, po to aby sprawnie firma mogła zrobić remont. Szef firmy miał więc klucz i pełną dostępność do mojego mieszkania. Jednocześnie ponosił odpowiedzialność za stan lokalu. Niestety jego pracownicy partaczyli cały czas robotę, kładąc źle gładź na suficie, a po małych gwoździkach na ścianie nie potrafili zaszpachlować odpowiednio dziurek, mimo że wielokrotnie robili poprawki. Na ścianach są plamy. Sufit krzywy z bruzdami, a jest to stan po zrobieniu. Ściany wcześniej pomalowane w kuchni są pobrudzone klejem po położeniu kafli. Kafle na podłodze położone są krzywo i nieułożone do wzoru. Obudowa pod wannę to koszmar.

Doglądałam mieszkanie, ale nie bardzo pasowało to panu Mirkowi, ponieważ cały czas zwracałam na coś uwagę. Panele też zaczęli kłaść w odwrotną stronę, tylko akurat wtedy przyjechałam. Sam próbował decydować co i jak będzie robione w moim mieszkaniu. Jednym słowem zepsuli mi tylko materiały. Wymalowali ściany, które nie były przygotowane do malowania drogą farbą Beckers. Ponadto nie sprzątali nawet odpadów z remontu, kartonów, zostawili jeden wielki smród.

Dlatego po dwóch tygodniach takiego partactwa spakowałam ich rzeczy i wystawiłam pod drzwi, po czym poinformowałam, że są do zabrania.

Moje mieszkanie nie było zniszczone, tylko wymagało odświeżenia. Straciłam tyle pieniędzy na materiały i jeszcze dałam panu Mirosławowi, bo nalegał, 2 000 zł zaliczki, czego bardzo żałuję.

Piszę do Państwa dlatego aby ostrzec innych przed tą firmą dokonującą niby remontów. Nie wiem jak ten człowiek nie wstydzi się za taką szmirę i chałturę.

W tej chwili czekam z rozwalonym mieszkaniem na drugich fachowców i oczywiście od nowa zakup farb itd.

Przesyłam zdjęcia, na których widać, jak zrobiono mi „remont”.

 

Pan Mirosław:

-Pani Małgorzata zerwała nagle umowę i wyrzuciła nas z lokalu. Do sądu ją podam! Zginęła mi maszyna, bo rzeczy wystawiła nagle na klatkę! A teraz wysyła mi takie SMS, że aż strach.

Razem chodziliśmy do jednej klasy i to miała być taka koleżeńska przysługa. Po koleżeńsku miałem jej zrobić ten remont. Wykonaliśmy wszystko tak jak mówiła, tylko jedną rzecz trzeba było poprawić. To akurat robili podwykonawcy i od razu nie wyszło tak jak trzeba. Nie zdążyłem poprawić, bo wyrzuciła nas na klatę.

 



Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: strazakTreść komentarza: Warto zwrócić uwagę na wzmiankę o gęstej mgle i godzinie 23:00. Przy ograniczonej widoczności czas reakcji skraca się drastycznie. Jeśli kierująca zauważyła zwierzynę w ostatniej chwili, jej reakcja była czysto odruchowa. Gdyby nawierzchnia nie była grząska i śliska, być może Peugeot utrzymałby trakcję. Tutaj nałożyło się na siebie kilka skrajnie niekorzystnych czynników, co zamieniło zwykłe hamowanie w niebezpieczny wypadek.Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:33Źródło komentarza: Nagły manewr i dachowanie w rowie. Policja wyjaśnia przyczyny wypadkuAutor komentarza: taki mykTreść komentarza: W każdym cywilizowanym samorządzie taka „współpraca” braci przy przetargach skończyłaby się natychmiastową dymisją. W Gryfinie próbuje się nam wmówić, że to normalna praca urzędnika ds. przetargów, bo takim jest p. Tomasz Miler.Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:31Źródło komentarza: Przetarg pod specjalnym nadzorem braci Milerów. Czy w Gryfinie doszło do złamania tajemnicy służbowej?Autor komentarza: strach przed jawnościąTreść komentarza: Skoro pani Szymanowicz brała w tym udział, to już wiadomo, że będzie po staremu. Działanie w ukryciu to ich znak rozpoznawczy. Czego się boją, że nie wpuścili postronnych osób?Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:30Źródło komentarza: Otwarcie we własnym sosie. Działanie w ukryciu: Co przemilczano przy ul. Sprzymierzonych?Autor komentarza: śmiech na saliTreść komentarza: Do gryfińskiej prokuratury? Nie rozśmieszaj mnie.Data dodania komentarza: 21.01.2026, 19:30Źródło komentarza: Przetarg pod specjalnym nadzorem braci Milerów. Czy w Gryfinie doszło do złamania tajemnicy służbowej?
ReklamaMrówka
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama