Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
środa, 25 marca 2026 07:12
Reklama
Reklama

Wspominają liceum sprzed lat

Szkoła i nauka towarzyszą nam prawie przez całe życie. Zaczyna się w chwili, w której z tornistrem na plecach przekraczamy próg szkolnego gmachu i siadając w ławce, oczekujemy na pierwszy dzwonek. Potem rok mijający za rokiem, klasa za klasą przybliżają uczniów do dorosłości i do pożegnania ze szkołą. Jak te czasy z okazji 70-lecia Liceum Ogólnokształcącego w Gryfinie wspominają Janina Nikitińska i Wiesława Wachowiak?
Wspominają liceum sprzed lat

 – To prawda, rozchodzimy się w różne strony, zabierając ze sobą wpleciony we wspomnienia szkolny czas. A ten nie stoi w miejscu. Mijają lata, przychodzą kolejne rocznice  i zmienia się nasze życie. Sobotni jubileusz siedemdziesięciolecia istnienia naszego liceum w Gryfinie był ogromnym  wzruszeniem i przeżyciem  nie tylko dla mnie. Jakby nagle powrócił dawny czas, tylko trochę w zmienionej, innej rzeczywistości. Nagle znowu razem. Czuliśmy radość ze spotkania. Dyrektor nie wydawał się już nie taki groźny. I ten dawny, niezmieniony uśmiech pani profesor. Szkoła - ten sam korytarz, te same klasy, tylko odnowione. Inne ławki. Nie ma tradycyjnej katedry, ale tablica nadal jest. Tu uczyła nas języka rosyjskiego pani profesor Kazimiera Stępińska - najukochańsza pani,  wspaniały człowiek i nauczyciel – wspomina Janina Nikitińska

-Wracają nazwiska jak bumerang. Pani Jolanta Chomińska (której już tylko duch unosi się po korytarzach) trzymała „dryl”, ale nie zostawiła w potrzebie. Profesorowie Sikora, Stankowski… Pani Alicja Augustyniak uczyła geografii. Jej pasją były różnego rodzaju skały i minerały. W obawie przed możliwością ich nierozpoznania, nie zdawałam na maturze geografii. Dziś żałuję.

Jak zmieścić taki nawał wspomnień w kilku zdaniach? Nie można pominąć pana Alchimowicza od gimnastyki. Dzięki niemu tak polubiłam sport, a wszystko zaczęło się od pchnięcia kulą. Trudno nie wspomnieć o latach spędzonych w internacie. Prawie wojskowy porządek, brak łazienek, korzystanie z miejskiej łaźni. Nigdy nie zapomnę wychowawców: Waluda, Krystyna Szurko, Rozmyślak. Umknęły gdzieś imiona, ale te osoby żyją w mojej pamięci. Wreszcie matura i w drogę  – opowiada nie bez wzruszenia Janina Nikitińska.

 

Do wspomnień pani Niny przyłącza się Wiesława Wachowiak, którą w tej samej szkole, tylko  „wieczorową porą” uczyli ci sami profesorowie. Nie było łatwo. Praca, dom i dzieci. Ale dawała radę. 

-„Chemika”, jak się popularnie określało prof. Stępińskiego, bardzo lubiłam, no i przedmiot lubiłam. Bardzo milo wspominam też panią od rosyjskiego - Kazimierę Stępińską. Pan Woźniak również dał się lubić. Często pomagał. Pamiętam też pana Sochaja. Wszyscy, zarówno dorośli jak i uczniowie bardzo szanowali swoich nauczycieli - opowiada  Wiesława Wachowiak.

- To były zupełnie inne czasy, inna była również młodzież - do wspomnień powraca pani Nikitińska. -  Byliśmy skromni. Nikomu do głowy nie przyszłoby umalować się. W szkole obowiązywał fartuch granatowy lub czarny z białym kołnierzykiem, tarcza. Czy zazdrościmy dzisiaj młodzieży? Nie. Byliśmy inni i było i inaczej. Dzisiaj często brak szacunku, jaki my okazywaliśmy naszym pedagogom. Wszyscy wstawaliśmy, jak nauczyciel wchodził do klasy. Dziś różnie z tym to bywa,  a przecież pedagogom  zawdzięczamy tak wiele – podkreśla Janina Nikitińska.

TWS 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaMrówka
Reklama
Reklama
Reklama