Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
środa, 25 marca 2026 11:22
Reklama
Reklama

Czy ta interwencja straży miejskiej była potrzebna

Mieszkanka jednej z wiosek leżących w pobliżu Gryfina zwróciła się do naszej redakcji z pytaniem, czy Straży Miejskiej nie szkoda wydawać pieniędzy na niektóre interwencje. – Funkcjonariusz Straży Miejskiej pojawił się u mnie w domu 21 września około godziny 18 w związku z poranną interwencją jednej z mieszkanek. Ta pani o godz. 8 rano widziała mojego psa biegającego rzekomo bez smyczy – opowiada nasza czytelniczka.
Czy ta interwencja straży miejskiej była potrzebna
-Strażnik poprosił o mój dowód i zaświadczenie o szczepieniu zwierzęcia. Niezbyt chętnie słuchał wyjaśnień, że sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Owszem, pies był na spacerze, ale mąż prowadził go na długiej, automatycznej, cienkiej smyczy, której pani z odległości ok. 50 metrów nie mogła widzieć. Ani mąż, ani pies do owej osoby się nie zbliżył. Gdyby pies był bez smyczy, najprawdopodobniej natychmiast popędziłby do psa owej kobiety. Zastanawiam się, kto pokrywa w tego typu przypadku koszty przejazdu tam i z powrotem ok. 24 kilometrów? – pyta nasza czytelniczka.
– Straż Miejska ma obowiązek przyjąć i odnieść się do każdego zgłoszenia. Ponieważ pies nikogo nie pogryzł, nie było potrzeby natychmiastowego udania się na interwencję. Nie wysyłaliśmy również specjalnie samochodu w związku z porannym zgłoszeniem. Do owej wioski zajechaliśmy niejako po drodze, patrolując okolicę. Z obowiązku zawsze sprawdzamy świadectwa szczepienia psów – wyjaśnia komendant Straży Miejskiej Roman Rataj.
TWS

Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
ReklamaMrówka
Reklama
Reklama
Reklama