Test percepcji ryzyka od lat funkcjonuje m.in. w Wielkiej Brytanii. Polega na oglądaniu filmu z perspektywy kierowcy i reagowaniu w odpowiednim momencie na pojawiające się zagrożenia.
Kliknięcie nie może nastąpić ani zbyt wcześnie, ani zbyt późno. W założeniu ma on uczyć młodych kierowców rozpoznawania niebezpiecznych sytuacji na drodze.
Instruktorzy nauki jazdy nic o tym nie wiedzą
W Polsce prace nad wprowadzeniem takiego rozwiązania rozpoczęto dopiero po tym, jak Unia Europejska zobowiązała państwa członkowskie do dodania testu percepcji ryzyka do egzaminów na prawo jazdy od 2026 roku. Problem w tym, że już teraz zaczęto egzaminować kursantów z nowych zagadnień, mimo że nie przygotowano do tego ani ośrodków szkolenia kierowców, ani instruktorów.
Zamiast zapowiedzieć zmiany, wyjaśnić ich sens i pokazać, jak szkolić kursantów, Ministerstwo Infrastruktury po prostu wgrało nowe pytania do bazy egzaminacyjnej. W efekcie na egzaminie teoretycznym mogą pojawić się pytania, których nikt wcześniej nie omawiał na kursach.
Jak ujawniły Kanał Zero oraz portal brd24.pl, nowe pytania trafiły do systemu w okolicach 24 grudnia. Do dziś wielu kursantów i instruktorów nie ma świadomości, że baza została zmieniona.
– Pierwsze słyszę – mówi w rozmowie z Onetem jeden z instruktorów nauki jazdy z Warszawy. – Nic nie wiem o nowych pytaniach egzaminacyjnych. Mam nadzieję, że moi kursanci sobie poradzą, ale chyba nie tak powinno to wyglądać – dodaje.
Znacznie słabsze narzędzie niż w innych krajach Europy
Za przygotowywanie i zarządzanie pytaniami egzaminacyjnymi w resorcie infrastruktury odpowiada specjalna komisja, w której skład wchodzą również urzędnicy ministerstwa. Na jej czele stoi obecnie Marek Dworak, edukator z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego i były dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego.
Portal brd24.pl skierował do ministerstwa pytania dotyczące tego, kto podjął decyzję o wgraniu nowych zagadnień oraz dlaczego nie poprzedzono tego rzetelną informacją dla ośrodków szkolenia kierowców i kursantów.
Dziennikarze przypominają również, że już w ubiegłym roku ostrzegali, że brak zmian w przepisach doprowadzi do wprowadzenia gorszej wersji testu percepcji ryzyka niż ta stosowana w Wielkiej Brytanii. Minister infrastruktury Dariusz Klimczak nie zmienił bowiem rozporządzenia regulującego sposób egzaminowania. Obowiązujące przepisy dopuszczają jedynie pytania – także filmowe – z odpowiedziami „Tak” lub „Nie”.
W praktyce oznacza to, że zamiast sprawdzać realną zdolność rozpoznawania zagrożeń w trakcie jazdy, do systemu trafiło kilkanaście klipów zakończonych prostym pytaniem, czy dana sytuacja na drodze stanowi zagrożenie. Zdaniem ekspertów to znacznie słabsze narzędzie edukacyjne niż pełnoprawny test percepcji ryzyka, jaki zdają młodzi kierowcy w innych krajach Europy.






Napisz komentarz
Komentarze