Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
wtorek, 3 marca 2026 09:19
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Złote klatki ratownictwa: Pensje idą w górę a chętnych do pracy brak

Piekło zamiast medycyny? Szpitale oferują bajońskie sumy, sięgające nawet 108 tysięcy złotych miesięcznie, a mimo to lekarze oddają fartuchy. Sprawdziliśmy, dlaczego dla wielu medyków praca na pierwszej linii frontu stała się traumą, której nie uleczy żaden przelew.
Złote klatki ratownictwa: Pensje idą w górę a chętnych do pracy brak
Szokujące stawki i masowe odejścia.

Autor: Canva

Kontrakty dla lekarzy sięgają nawet 100 tys. zł miesięcznie. A mimo to wciąż brakuje chętnych do pracy na SOR-ach. Powód? Między innymi ogromne obciążenie psychiczne.

Ogłoszenia ze stawkami

Szpitale publikują ogłoszenia, w których proponują lekarzom bez specjalizacji stawki od 260 do 330 zł za godzinę, co przekłada się na miesięczne wynagrodzenie od ok. 52 do ponad 79 tys. zł. W zależności od liczby przepracowanych godzin. 

Osoby w trakcie specjalizacji mogą liczyć na jeszcze wyższe stawki – nawet do 450 zł za godzinę, czyli do 108 tys. zł miesięcznie. 

Ogromny stres, długie dyżury, nieprzewidywalne sytuacje

Mimo tak kuszących wynagrodzeń, wielu lekarzy nie decyduje się na pracę na oddziale ratunkowym. Jak tłumaczą, praca na SOR-ze wiąże się z ogromnym stresem, długimi dyżurami i nieprzewidywalnymi sytuacjami. 

Jacek Zachariasz, dyrektor szpitala w Iławie, w rozmowie z Medonetem podkreśla, że to nie tylko fizycznie wymagające zajęcie, ale także ogromne obciążenie psychiczne. Zachowanie pacjentów i ich rodzin często prowadzi do rezygnacji lekarzy z pracy na SOR-ze, a nawet do sytuacji, w których nie chcą oni rozmawiać o podwyżkach, ale po prostu odchodzą.

Pogłębia się problem braków kadrowych

Szef szpitala w Iławie przyznaje, że oferuje konkurencyjne stawki, a jego personel nie zgłasza wygórowanych żądań finansowych. Jednak jego zdaniem, ustalony ryczałt na SOR-ze jest zbyt niski, a różnica między izbą przyjęć a oddziałem ratunkowym niewielka. 

Zwraca uwagę, że szpital nie jest w stanie przyjąć nieograniczonej liczby pacjentów, a nadmierne obciążenie jednej osoby prowadzi do wypalenia zawodowego.

Obecnie w Polsce działa 251 SOR-ów, a specjalizację z medycyny ratunkowej ma około 1200 lekarzy. Nie wszyscy z nich pracują na oddziałach ratunkowych, co dodatkowo pogłębia problem braków kadrowych. Lekarze podkreślają, że praca na SOR-ze to nie tylko adrenalina i wyzwania medyczne, ale przede wszystkim ogromna odpowiedzialność i ryzyko, którego nie rekompensują nawet najwyższe stawki.

Równowaga między życiem zawodowym a prywatnym

Medycyna ratunkowa w Polsce jest specjalizacją deficytową. Liczba miejsc szkoleniowych w tej dziedzinie zazwyczaj przewyższa liczbę chętnych – podkreśla Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, w rozmowie z serwisem.

Jego zdaniem, to specjalizacja dla osób, które lubią pracę w dużym stresie i adrenalinę. 

Kosikowski zauważa, że wielu studentów medycyny nie rozważa tej ścieżki kariery, a część lekarzy wybiera ją tylko na początek zawodowej drogi.

Praca na SOR-ze wiąże się z nietypowym trybem pracy – dyżury trwają często 24 godziny, a lekarze pojawiają się w pracy 8-10 razy w miesiącu. Taki system utrudnia zachowanie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. A to dla wielu osób jest decydującym argumentem przeciwko tej specjalizacji. 

Dlatego część lekarzy wybiera mniej stresujące miejsca pracy, żeby zadbać o swoje zdrowie psychiczne. Nawet jeśli oznacza to niższe zarobki.

Specjalizacja dobra na początku kariery

Wielu lekarzy traktuje pracę na SOR-ze jako ciekawe doświadczenie na początku kariery. Z czasem decydują się jednak na zmianę specjalizacji. 

Kosikowski dodaje, że wraz z wiekiem i rosnącym doświadczeniem coraz mniej osób chce kontynuować pracę w tak wymagających warunkach. Wskazuje, że realia pracy na oddziale ratunkowym – specyfika pacjentów, duże obciążenie i ryzyko zawodowe – sprawiają, że niewielu lekarzy decyduje się pozostać w tej specjalizacji na stałe.

Braki kadrowe na SOR-ach wynikają również z faktu, że specjalizacja z medycyny ratunkowej została wprowadzona stosunkowo niedawno, żeby przygotować lekarzy do pracy na oddziałach ratunkowych i w pogotowiu. Wcześniej te zadania wykonywali głównie chirurdzy i interniści, a czasem także lekarze innych specjalności. 

Obecnie, mimo wysokich zarobków, liczba specjalistów wciąż nie odpowiada potrzebom systemu.

Poradnie przy SOR-ach? To jest jakiś pomysł

Szpitalne oddziały ratunkowe są miejscem, do którego trafiają nie tylko pacjenci w stanie zagrożenia życia, ale także osoby, które nie mogą uzyskać pomocy w inny sposób. Często są to przypadki, które mogłyby zostać zaopatrzone w poradni specjalistycznej lub u lekarza rodzinnego, ale długie terminy oczekiwania na wizytę sprawiają, że pacjenci kierują się na SOR.

Zdarza się, że na SOR trafiają pacjenci wymagający niemal planowej diagnostyki, co nie powinno mieć miejsca na oddziale ratunkowym. Jeden z anonimowych szefów SOR-u przyznaje, że coraz częściej prowadzi się tam diagnostykę kardiologiczną czy onkologiczną, co dodatkowo obciąża personel i wydłuża czas oczekiwania na pomoc dla osób w stanie nagłym.

Tymczasem wzrost liczby pacjentów na jednego lekarza przekracza możliwości bezpiecznej pracy. Zwiększa ryzyko popełnienia błędu i prowadzi do rezygnacji personelu. Dyrektorzy szpitali często próbują rozwiązać problem, podnosząc stawki, jednak nie przynosi to oczekiwanych rezultatów.

Dlatego – jak podkreśla Jakub Kosikowski – konieczne są zmiany systemowe, takie jak tworzenie przy SOR-ach dodatkowych poradni, np. ortopedycznych, które przejmowałyby pacjentów z urazami. 

Jego zdaniem, pozwoliłoby to oddziałom ratunkowym skupić się na ratowaniu życia i zdrowia w sytuacjach nagłych, a nie na leczeniu przypadków, które powinny być obsługiwane w innych placówkach.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

Martyna 03.03.2026 08:48
Pieniądze szczęścia nie dają, zwłaszcza gdy pacjenci i ich rodziny są agresywni.

decha 03.03.2026 08:48
tym od narkotyków często odbija

Robal 03.03.2026 08:40
A po co siedzieć 12h na sor skoro w przychodni prywatnej przez 4 h przyjmie 40 osób po 300 zł za samą wizytę to daje 12 tys dziennie .10 dni takiej ciężkiej roboty i ta sama pensja bez stresu

lekarz 03.03.2026 08:34
Problem jest głębszy niż tylko finanse. Artykuł trafnie wskazuje na brak selekcji pacjentów. Jeśli SOR staje się przychodnią dla osób, które nie chcą czekać w kolejce do POZ, to system musi pęknąć. Nawet milion złotych nie rozciągnie doby lekarza, który ma pod opieką zbyt wielu pacjentów jednocześnie.

piguła 03.03.2026 07:57
100 tysięcy? Co z tego, jak po roku na takim oddziale człowiek nadaje się tylko na terapię.

wiadomo 03.03.2026 07:56
bo kto by chciał się użerać

Hehe 03.03.2026 08:26
wiadomo 03.03.2026 07:56
bo kto by chciał się użerać
Chyba zwionzkowe miernoty zostały i nie ma kto na składki pracować.

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: UważamTreść komentarza: Dlaczego mamy rozliczać zarządzających gminą i państwa radnych dopiero pod koniec kadencji, może my jako wyborcy i podatnicy wprowadzimy zwyczaj rozliczenia wykonanych obietnic, zadań już w połowie kadencji? Może to będzie bardziej widoczne. Może niektórzy radni obudzą się z zimowego snu, bo oglądając sesję odnoszę wrażenie ,że przyszli posiedzieć ,posłuchać co dzieje się w gminie. Może w końcu zaczną wpływać na włodarzy i w końcu uświadomią im,że to oni zostali wybrani przez mieszkańców a nie odwrotnie.Data dodania komentarza: 3.03.2026, 09:16Źródło komentarza: Gmina to nie prywatny folwark. Gdzie jest odpowiedzialność burmistrza? - pyta mieszkaniecAutor komentarza: cytatTreść komentarza: Jedno, co wiemy, to że w tej chwili jeszcze nic nie wiemy – mówi o reakcji rynków na wydarzenia na Bliskim Wschodzie Piotr Kuczyński analityk Xelion w programie "Żeby Wiedzieć". Jak podkreśla, inwestorzy są w trybie "wait and see" i kluczowe będzie to, co zobaczymy po weekendzie. Ekspert obserwuje m.in. bitcoina, który handlowany jest także w sobotę i niedzielę. – Nie znoszę go, bo dla mnie to "handel wiatrem”, ale jego notowania doskonale pokazują nastroje – zaznacza. Jak podkreśla, początkowe spadki sięgały 2–3 proc., później ograniczyły się do ok. 0,7 proc. Zdaniem Kuczyńskiego scenariusz zmiany reżimu w Iranie jest mało prawdopodobny, a rynki czekają na dalszy rozwój wydarzeń.Data dodania komentarza: 3.03.2026, 09:04Źródło komentarza: Płonąca granica i drogie paliwa: konflikt o Iran uderza w polskie stacjeAutor komentarza: przysłowiakTreść komentarza: Konia z rzędem temu kto przewidzi jak to długo potrwa.Data dodania komentarza: 3.03.2026, 09:00Źródło komentarza: Płonąca granica i drogie paliwa: konflikt o Iran uderza w polskie stacjeAutor komentarza: DoedekTreść komentarza: Może należałoby skontrolować rodzinę, bo chyba dziecko ma złą opiekę. Należałoby sprawdzić warunki. Skoro cały czas jest w domu . A może to jest na rękę? Nikt się nie zastanawia czemu to tak długo trwa????Data dodania komentarza: 3.03.2026, 09:00Źródło komentarza: Ewa Przybysz pełniącą obowiązki dyrektora. Nowe otwarcie w Zespole Szkół w Kołbaczu
ReklamaMrówka
Reklama
Reklama
Reklama