Poranny pośpiech, droga do przedszkola i... policyjne sygnały tuż pod placówką oświatową. W Gryfinie doszło do zatrzymania, które wstrząsnęło lokalną społecznością. 25-letni mężczyzna wsiadł za kierownicę Audi, mając w organizmie blisko 0,7 promila alkoholu. Na tylnym siedzeniu wiózł swoje kilkuletnie dziecko.
Gzdzie i kiedy akcja pod przedszkolem
Do zdarzenia doszło w poniedziałek, 9 marca, około godziny 7:55. To czas, w którym ulica Bolesława Krzywoustego w Gryfinie tętni życiem – rodzice spieszą się do pracy, odwożąc swoje pociechy do pobliskiego przedszkola.
Właśnie wtedy funkcjonariusze policji podjęli interwencję, która zakończyła się fatalnie dla młodego kierowcy.
Policja jechała za nim pod samo wejście
Jak wynika z relacji świadków oraz oficjalnego potwierdzenia policji, funkcjonariusze nie zatrzymali mężczyzny do przypadkowej kontroli na trasie. Radiowóz wjechał za Audi pod samo przedszkole.
– Potwierdzam, policjanci podjechali pod samo przedszkole za mężczyzną, gdy ten odwoził dziecko – informuje aspirant Jakub Kuźmowicz, oficer prasowy Komendanta Powiatowego Policji w Gryfinie.
Na miejscu okazało się, że przeczucia mundurowych były słuszne. Badanie alkomatem wykazało u 25-latka 0,34 mg/l alkoholu w wydychanym powietrzu (co daje około 0,7 promila). Mężczyzna natychmiast stracił prawo jazdy, a sprawa znajdzie swój finał w sądzie.
„To nasz przedsiębiorca” – mówią świadkowie
Zdarzenie wywołało poruszenie wśród innych rodziców i przechodniów. Jeden z naszych czytelników, który był świadkiem interwencji, sugeruje, że mężczyzna może być osobą rozpoznawalną w mieście.
– Widziałem to, przywiózł dziecko do przedszkola. Może panie z personelu coś wyczuły i zareagowały? Z tego co kojarzę, to nasz gryfiński przedsiębiorca – pisze do nas mieszkaniec Gryfina, dodając, że kierowca wyglądał na starszego niż wskazuje jego metryka.
Mama musiała przejąć opiekę
Zgodnie z przepisami i procedurami bezpieczeństwa, osoba pod wpływem alkoholu nie może sprawować opieki nad małoletnim ani przebywać na terenie placówki oświatowej w takim stanie. Finał porannej drogi do przedszkola był taki, że dziecko musiała odebrać wezwana na miejsce matka.
Sytuacja ta jest o tyle bulwersująca, że nie dotyczy jedynie „jazdy na podwójnym gazie”, ale narażenia na niebezpieczeństwo własnego dziecka oraz innych uczestników ruchu w porannym szczycie komunikacyjnym.
O sprawie pisaliśmy już wcześniej, gdy informacje były jeszcze niepełne. Dzisiejsze dane potwierdzają najgorszy scenariusz: skrajną nieodpowiedzialność młodego ojca, dla którego poranek przy ulicy Krzywoustego skończył się nie tylko utratą uprawnień do kierowania pojazdami, ale i poważnymi problemami prawnymi.
O incydencie pisaliśmy kilka dni temu tu:







Napisz komentarz
Komentarze