W zeszłym miesiącu ceny w sklepach detalicznych, obejmujące 17 kategorii, wzrosły średnio o 3,8% rok do roku. Dotyczyło to m.in. żywności, napojów bezalkoholowych i alkoholowych oraz pozostałego asortymentu, np. art. dla dzieci. W styczniu br. codzienne zakupy zdrożały rdr. o 3,7%, a w grudniu 2025 roku – o 3,8%. Największe podwyżki cen zanotowały takie kategorie, jak używki, chemia gospodarcza, słodycze i desery, pieczywo oraz mięso. Z kolei na końcu tabeli tym razem znalazły się warzywa, owoce i produkty sypkie. Eksperci komentujący najnowsze dane zwracają uwagę na to, że ceny w sklepach wciąż rosną szybciej niż sama inflacja.
Delikatny sygnał stabilizacji cen
W lutym 2026 roku ceny żywności, napojów alkoholowych i pozostałego asortymentu, czyli w sumie 17 analizowanych kategorii produktów, wzrosły w sklepach detalicznych średnio o 3,8% rdr. Taką samą podwyżkę odnotowano w grudniu 2025 roku. W styczniu wyniosła ona nieznacznie mniej, bo 3,7% rdr. Dane z najnowszego „Indeksu Cen w Sklepach Detalicznych”, autorstwa UCE Research i Uniwersytetów WSB Merito, pokazują, że ceny wciąż rosną, choć wolniej niż w latach wysokiej inflacji.
– Delikatny wzrost miesiąc do miesiąca to sygnał stabilizacji cen. Może wynikać z sezonowych wahań podaży niektórych produktów lub z opóźnionego efektu drożejących surowców w kosztach produkcji i transportu. Dla konsumentów oznacza to, że koszyk zakupowy wciąż drożeje, ale nie są to zmiany dramatyczne – bardziej utrzymanie umiarkowanego trendu wzrostowego – mówi dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku.
Ceny wciąż na poziomach wyższych niż jeszcze 3 lata temu
Z kolei dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito jest zdania, że lutowy wynik to sygnał stabilizacji.
– Natomiast konsumenci powinni pamiętać o tym, że choć tempo wzrostu jest znacznie wolniejsze niż w szczytowym okresie inflacji, ceny są wciąż na poziomach nieporównywalnie wyższych niż jeszcze trzy lata temu. To właśnie ta skumulowana podwyżka, a nie bieżąca dynamika, najbardziej uderza w portfele Polaków – wyjaśnia ekspert Robert Oprych.
Pytany o to, dlaczego lutowe ceny w sklepach rosły szybciej niż sama inflacja, dr Piotr Arak podkreśla, że żywność jest bardziej wrażliwa na zmiany opłat za energię i na presję kosztową w łańcuchach dostaw. Powyższy wzrost jest nadal umiarkowany na tle historycznym i wyników prognozowanych na najbliższe miesiące. Dr Robert Orpych dodaje, że „Indeks” powstaje w oparciu o inną metodologię niż stosuje GUS.
– Nasz raport koncentruje się na wybranej, ale bardzo ważnej z perspektywy konsumenta grupie produktów – żywności, napojach i chemii gospodarczej. Wskaźnik CPI obejmuje znacznie szerszy, ważony koszyk towarów i usług, w tym paliwa, usługi czy elektronikę, a te kategorie potrafią istotnie obniżać ogólny wynik – zwraca uwagę dr Robert Orpych.
Stać nas na „przełknięcie” wyższych cen żywności?
Według ww. raportu, ceny samej żywności w lutym br. poszły w górę średnio o 3,4% rok do roku. W styczniu wzrosły rdr. o 3,2%, a w grudniu ub.r. – o 3,1%. Dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito podkreśla, że wprawdzie dodatkowe 0,2 punktu procentowego w lutym nie musi robić piorunującego wrażenia, ale kiedy spojrzymy na to z większego dystansu, to można poczuć niepokój. Ceny żywności dotyczą bowiem każdego z nas.
– W przemyśle spożywczym ceny sprzedaży spadły w ciągu roku o 3,2%, a w sklepach – o podobną wartość wzrosły. Najwyraźniej jako konsumenci akceptujemy taki poziom cen. W końcu w ciągu ostatniego roku przeciętne wynagrodzenie wzrosło o 6%. Zatem stać nas na „przełknięcie” wyższych cen żywności – uzupełnia dr Marek Szymański.
To trzeci z kolei miesiąc ze wzrostem dynamiki cen żywności
Tymczasem dr Robert Orpych zauważa, że trzeci z kolei miesiąc ze wzrostem dynamiki cen żywności to już sygnał wymagający uwagi. Jak przypomina ekspert, przez kilka poprzednich miesięcy żywność wyraźnie taniała i to dawało konsumentom oddech. Odwrócenie tego trendu mówi o tym, że pewne czynniki kosztowe zaczynają ponownie wywierać presję na producentów i sieci handlowe.
– Wśród nich są głównie zwiększone koszty pracy, energii i transportu. W sklepach, magazynach i zakładach przetwórczych każda podwyżka płacy minimalnej może być przenoszona na ceny. Do tego dochodzą wyraźnie wyższe opłaty systemowe za energię. Kształtuje się tu nowa struktura kosztów, z którą sektor spożywczy będzie żył przez dłuższy czas – wyjaśnia ekspert z WSB Merito.
Co najbardziej podrożało?
Największe wzrosty cen objęły takie kategorie, jak używki (+10,3% rdr.), chemia gospodarcza (+8,2% rdr.), słodycze i desery (+7,3% rdr.), pieczywo (+6,4% rdr.), a także mięso (+5,4% rdr.). Dr Robert Orpych uważa, że wspólnym mianownikiem dla wszystkich tych kategorii są koszty produkcji i regulacje. Ich konsekwencje producenci przenoszą na konsumenta. I tak używki drożeją po części wskutek podwyżek akcyzy.
–Słodycze i desery to przykład opóźnienia w łańcuchu dostaw, które potrafi być dezorientujące. Na giełdach kakao potaniało w lutym 2026 roku o ponad 60% rok do roku – z rekordowych 10 tys. dolarów za tonę do około 3,2-4,2 tys. dolarów. Ale producenci czekolady i słodyczy wciąż zużywają surowce zakupione po historycznych cenach, bo podpisują długoterminowe kontrakty z dużym wyprzedzeniem. Efekt jest taki, że rynkowe ceny surowca spadły, a ceny na półce wciąż rosną – wylicza dr Robert Orpych.
Są produkty, których ceny spadły
Spadek cen zanotowały warzywa (-2,5% rdr.), a najmniej podrożały owoce (+1,6% rdr.) i produkty sypkie (+0,8% rdr.). Dr Arak tłumaczy, że spadek cen warzyw wynika z dobrej podaży sezonowej i importowanej. To samo dotyczy niskich wahań cen owoców i produktów sypkich. Zdaniem eksperta, to są dowody na to, że rynek się ustabilizował.
– Warzywa i owoce to produkty, które – jeśli wierzyć producentom – obarczone są w handlu detalicznym wysokimi marżami. Niewykluczone jest, że dostrzegalne czasami spadające ceny tych produktów to próby wypchnięcia ich z półek przed dostawą świeżych – dodaje dr Marek Szymański.
Natomiast dr Orpych wyjaśnia, że warzywa są wyjątkowo wrażliwe na warunki pogodowe i sytuację podażową. Jeśli zbiory były dobre w Polsce i w krajach eksportujących do Europy, to ceny naturalnie maleją. Produkty sypkie natomiast korzystają z efektu wysokiej bazy porównawczej, ponieważ rynki zbożowe wyraźnie uspokoiły się w stosunku do szczytu. Dobre zbiory to dużo towaru i niższe ceny. Podsumowując, ekspert stwierdza, że ta część koszyka działa jak amortyzator ogólnego wzrostu cen w sklepach.







Napisz komentarz
Komentarze