Polacy płacą za zwierzęta dwa razy – w podatkach i zbiórkach. Tymczasem system opieki nad nimi wciąż nie działa, bo skala zjawiska nie maleje.
Pandemia COVID-19 sprawiła, że tysiące Polaków zdecydowało się przyjąć pod swój dach psa lub kota. Zwierzęta miały być towarzystwem w izolacji i sposobem na codzienny ruch. Dziś jednak coraz wyraźniej widać drugą stronę tego zjawiska – system opieki nad zwierzętami w Polsce nie nadąża za rzeczywistością.
Gminy wydają coraz więcej z mizernym skutkiem
Z najnowszego raportu Fundacji Pomagam.pl wynika, że w Polsce jest około 950 tys. bezdomnych zwierząt. Wśród nich około 75-92 tysiące to psy, ale największy problem dotyczy kotów, bo ich liczba sięga nawet 750 tysięcy. I to właśnie one w dużej mierze pozostają poza systemem opieki, a ich sytuacja najczęściej nie jest w pełni monitorowana.
Jednocześnie rosną koszty. Polskie gminy wydają na walkę z bezdomnością zwierząt około 335 milionów złotych rocznie. To aż o 134 procent więcej niż dekadę temu. Problem w tym, że mimo rosnących nakładów skala zjawiska nie maleje.
System działa „na odwrót”
Eksperci nie mają wątpliwości – system działa w sposób odwrócony. Zdecydowana większość środków trafia na usuwanie skutków, czyli utrzymanie schronisk i opiekę nad zwierzętami, które już zostały porzucone. Na działania zapobiegawcze, takie jak kastracja czy czipowanie, przeznacza się zaledwie około 10 proc. budżetu.
To tworzy błędne koło. Im mniej działań profilaktycznych, tym więcej zwierząt trafia do systemu, a koszty jego utrzymania rosną. W efekcie publiczne pieniądze nie rozwiązują problemu, lecz utrzymują go na stałym poziomie.
Brak kontroli i „znikające” zwierzęta
Niepokój budzi także brak kontroli. Z danych wynika, że niemal 60 proc. gmin nie przeprowadza regularnych wizytacji w schroniskach, do których trafiają zwierzęta z ich terenu. Co więcej, system ewidencji jest na tyle niespójny, że rocznie „znika” w nim nawet około 11 tys. zwierząt.
Realne koszty? Pokrywają je obywatele
Do tego dochodzi kwestia finansowania. Oficjalne stawki za utrzymanie zwierząt w schroniskach bywają skrajnie niskie – w niektórych przypadkach poniżej 3 zł dziennie. Tymczasem eksperci szacują, że realny koszt opieki, uwzględniający leczenie i wyżywienie, wynosi co najmniej 30 zł dziennie.
Różnicę pokrywają organizacje społeczne i zwykli obywatele. Aż 95 procent organizacji prozwierzęcych finansuje swoją działalność z prywatnych środków, często realizując zadania, które formalnie należą do samorządów. Tylko w 2025 r. Polacy przekazali na cele związane z pomocą zwierzętom ponad 32 mln zł w trakcie zbiórek internetowych.
W praktyce oznacza to, że społeczeństwo płaci za system podwójnie – raz w podatkach, drugi raz w dobrowolnych wpłatach.
System do zmiany czy do naprawy?
Coraz częściej pojawia się więc pytanie, czy obecny model ma jeszcze sens. Bez zwiększenia nacisku na profilaktykę, poprawy kontroli i większej przejrzystości wydatków, problem bezdomności zwierząt może nie tylko się utrzymać, ale wręcz pogłębiać.
Boom na zwierzęta był jednym z najbardziej widocznych społecznych skutków ostatnich lat. Dziś Polska musi zmierzyć się z jego konsekwencjami – i zdecydować, czy obecny system wymaga korekty, czy gruntownej zmiany.






Napisz komentarz
Komentarze