Jestem w głębokim szoku po tym, co zobaczyłam na własne oczy podczas spaceru nowo wyremontowanym odcinkiem drogi gminnej w Gryfinie. Chodzi o ulicę Sportową – odcinek od Laguny, obok kortów tenisowych, w stronę Biedronki.
To, co zastałam na miejscu, trudno nazwać profesjonalnym remontem. Na świeżo wylanej nawierzchni betonowej straszą głębokie bruzdy, ślady opon oraz napisy. Załączone zdjęcia mówią same za siebie. Choć wzdłuż drogi ustawiono barierki, zabezpieczenie placu budowy było najwyraźniej tak nieskuteczne, że kierowcy uznali drogę za przejezdną. Efekt? Całkowite zniszczenie nawierzchni jeszcze przed oficjalnym oddaniem do użytku.
Warto przypomnieć historię tego miejsca. Kiedyś leżały tu płyty betonowe. Za kadencji poprzedniego burmistrza drogę tę zaasfaltowano w ramach tzw. „angielskich dróg”. Tamta sprawa, ze względu na liczne nieprawidłowości, swój finał znalazła w prokuraturze i sądzie.
Dziś sytuacja wydaje się kuriozalna. Poprzedni remont był przedmiotem sporu prawnego, a obecny – wykonany w technologii betonowej – już teraz nadaje się do poprawki chyba przez brak nadzoru i fatalne zabezpieczenie prac. W związku z tym nasuwa się szereg pytań:
-Czy ktokolwiek nadzorował przebieg prac i ich właściwe zabezpieczenie?
-Kto poniesie koszty naprawy zniszczonej nawierzchni?
-Czy tym razem również doczekamy się wyciągnięcia konsekwencji prawnych wobec osób odpowiedzialnych za ten stan rzeczy?
Mieszkańcy zasługują na drogi, które służą latami, a nie na kolejne „eksperymenty”, które niszczeją, zanim zdążą wyschnąć. A nie taki tercetowy remont angielskich dróg".
czytelniczka
dane do wiadomości redakcji






Napisz komentarz
Komentarze