Szanowna Redakcji,
Zwracam się do Was w poczuciu głębokiego niepokoju, a wręcz przerażenia tym, jak lokalne władze i podległe im służby traktują realne zagrożenie epidemiologiczne. Sprawa jest bulwersująca i wymaga natychmiastowego nagłośnienia, zanim dojdzie do tragedii na skalę całego województwa.
Niedawno sam burmistrz Mieczysław Sawaryn alarmował, że sytuacja w gminie Gryfino jest śmiertelnie poważna. Rzekomy pomór drobiu (choroba Newcastle) to jedna z najgroźniejszych i najbardziej agresywnych chorób wirusowych ptactwa. Może przynieść całkowite spustoszenie i gigantyczne straty ekonomiczne dla naszego rolnictwa. Wojewoda Zachodniopomorski wydał rygorystyczne rozporządzenie, wprowadzające surowe nakazy i zakazy. Wszyscy mamy być ostrożni. Wszyscy – oprócz, jak się okazuje, samej Straży Miejskiej w Gryfinie.
To, co wydarzyło się w czwartek, 14 maja, woła o pomstę do nieba. Ok. godziny 21:30 strażnicy podjęli cztery martwe lub chore wróble z jednej z posesji znajdującej się w samym centrum obszaru zagrożonego chorobą zakaźną. Jak to zrobili? Bez jakichkolwiek kombinezonów, bez specjalistycznego sprzętu, bez procedur, które w takich sytuacjach bezwzględnie stosuje np. Straż Pożarna.
Jednak najgorsze i najbardziej przerażające pytania rodzą się wokół tego, co działo się później:
- Gdzie podziały się ptaki na całą noc? Do chłodni Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych w Gryfinie trafiły dopiero następnego dnia. Gdzie były przechowywane przez kilkanaście godzin? W prywatnym garażu? W biurze?
- Czym je przewożono? Funkcjonariusze krążyli po gminie nieprzystosowanym samochodem służbowym, mając na pokładzie potencjalną bombę biologiczną. Czy to auto w ogóle zdezynfekowano? Czy poddano je ozonowaniu, zanim wsiedli do niego kolejni ludzie?
- Co z procedurami i badaniami? Czy od ptaków w ogóle pobrano próbki do badań laboratoryjnych? Co z bezpieczeństwem samych strażników, którzy mieli bezpośredni kontakt z zagrożeniem?
Wszystko wskazuje na to, że urzędnicy i służby burmistrza działali w rażącej sprzeczności z odgórnymi procedurami i zdrowym rozsądkiem. W momencie, gdy gmina drży przed wizją kwarantanny i strat idących w miliony złotych, ludzie powołani do pilnowania porządku wykazali się skrajną amatorszczyzną.
Jako mieszkańcy pytamy wprost: Kto weźmie na siebie odpowiedzialność, jeśli przez tę bezmyślność wirus rozprzestrzeni się na całą gminę i sąsiednie powiaty? Czy w Gryfinie procedury istnieją tylko na papierze, a w rzeczywistości panuje wolna amerykanka?
Mamy prawo czuć się zagrożeni. Oczekujemy natychmiastowych wyjaśnień od Pana Burmistrza i wyciągnięcia surowych konsekwencji wobec osób, które naraziły nas wszystkich na niebezpieczeństwo.
Z poważaniem, (Mieszkaniec Gminy Gryfino / Do wiadomości Redakcji)
O sprawę zapytaliśmy burmistrza Mieczysłąwa Sawaryna i czekamy na odpowiedź..
Sam burmistrz wcześniej informował o zagrożeniu m.in. tu:





Napisz komentarz
Komentarze