Afera w Szpitalu Południowym urosła od zarzutów wobec jednego lekarza do śledztw, audytów i pytań o bezpieczeństwo pacjentów oraz nadzór nad placówką.
Sprawa Szpitala Południowego w Warszawie zaczęła się od publikacji dotyczących Dawida Kacprzyka, lekarza, byłego radnego KO i osoby związanej z organizacją pracy Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. To właśnie jego zarobki, grafiki dyżurów i rozliczenia ze szpitalem stały się początkiem jednej z najgłośniejszych afer ostatnich tygodni.
Według medialnych ustaleń Kacprzyk miał osiągać bardzo wysokie dochody z pracy w szpitalu, a jednocześnie wykazywać ogromną liczbę godzin pracy. Wątpliwości wzbudziło to, czy taki wymiar dyżurów był realny, jak zatwierdzano jego grafiki i faktury i czy szpital miał skuteczne mechanizmy kontroli.
Audyt, korekty faktur i zawiadomienie do prokuratury
Po nagłośnieniu sprawy prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski zlecił audyt w Szpitalu Południowym. Miasto poinformowało, że wstępne ustalenia wykazały nieprawidłowości w procesie zatwierdzania dyżurów Dawida Kacprzyka. Szpital rozwiązał z nim umowy i skierował zawiadomienie do prokuratury.
Jednym z kluczowych elementów sprawy są 33 faktury, które Kacprzyk miał skorygować. Dotyczyły one okresu od 31 stycznia 2025 r. do 16 czerwca 2026 r. Ratusz informował, że lekarz zwrócił na konto szpitala 0,5 mln zł. Później prokuratura przekazała jednak, że pieniądze zostały zwrócone Kacprzykowi przez księgowość szpitala, ponieważ – jak tłumaczono – nie było podstaw do ich prawidłowego zaksięgowania.
Odwołany zarząd i nowa rada nadzorcza
Konsekwencje personalne przyszły bardzo szybko. Po pierwszych ustaleniach audytu odwołano zarząd Szpitala Południowego. Władze Warszawy zapowiedziały również zmiany w radach nadzorczych miejskich spółek medycznych. Ratusz podkreśla, że nowe kierownictwo szpitala ma współpracować ze wszystkimi organami kontrolnymi i wdrożyć rozwiązania, które mają zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości.
Sprawa nie dotyczy więc wyłącznie jednego lekarza. Pytania obejmują także nadzór nad placówką, działanie dyrekcji, zatwierdzanie grafików, kontrolę faktur i odpowiedzialność osób, które miały pilnować prawidłowego funkcjonowania szpitala.
„VIP SOR” i politycy poza kolejką?
Najbardziej politycznie nośny wątek dotyczy doniesień o rzekomym specjalnym traktowaniu polityków KO i ich rodzin na SOR-ze. Według publikacji medialnych wybrane osoby miały być przyjmowane szybciej, otrzymywać pakiety badań w krótkim czasie i korzystać z oddzielnego pomieszczenia.
Ratusz zaprzecza, by SOR formalnie dysponował „pokojem VIP”. Jednocześnie miasto przyznało, że z dotychczasowych ustaleń wynika, iż Dawid Kacprzyk miał dostęp do pomieszczenia należącego do przyszpitalnego Warszawskiego Centrum Chirurgii Kręgosłupa i miał wykorzystywać je samowolnie. Ten wątek również jest badany.
Tu szczególnie ważne jest rozróżnienie: czym innym są medialne doniesienia o specjalnym traktowaniu pacjentów, a czym innym formalne ustalenia prokuratury, NFZ lub audytu. Na razie sprawa wymaga dalszego wyjaśnienia, w tym analizy dokumentacji medycznej, do której – jak podkreśla ratusz – urzędnicy miejscy nie mają dostępu. Takie kompetencje ma m.in. Narodowy Fundusz Zdrowia.
Były ordynator w Kanale Zero: „tam giną ludzie”
Jednym z najgłośniejszych momentów afery był występ dr. Emila Jędrzejewskiego, byłego ordynatora chirurgii Szpitala Południowego, w Kanale Zero. Lekarz mówił nie tylko o rzekomym „saloniku VIP”, ale przede wszystkim o znacznie poważniejszych zarzutach dotyczących funkcjonowania SOR-u i bezpieczeństwa pacjentów.
Jędrzejewski twierdził, że w szpitalu istniało specjalne pomieszczenie dla wybranych pacjentów, choć sam zaznaczał, że nigdy w nim nie był. Jednocześnie przekonywał, że „salonik VIP” to jedynie fragment większego problemu. Według niego w placówce miało dochodzić do sytuacji, które powinny zostać dokładnie sprawdzone przez prokuraturę i organy kontrolne.
Najmocniejsze słowa padły w kontekście pracy SOR-u za czasów Dawida Kacprzyka. Były ordynator zarzucał, że młody lekarz bez specjalizacji objął bardzo odpowiedzialną funkcję, a procedury miały być wykonywane w sposób wadliwy. Mówił też o przypadkach pacjentów, którzy mieli umierać na SOR-ze bez właściwej opieki, oraz o sytuacjach, w których – według jego relacji – dokumentacja miała być tworzona już po śmierci pacjentów.
Jędrzejewski sugerował również, że Dawid Kacprzyk mógł czuć się bezkarny dzięki politycznym kontaktom. Twierdził, że próbował alarmować władze miasta, w tym prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, ale jego sygnały nie przyniosły oczekiwanej reakcji. Według relacji byłego ordynatora, najpierw próbował rozmawiać o problemach wewnątrz szpitala, a później sprawa zaczęła przeradzać się w otwarty konflikt z Kacprzykiem.
W Kanale Zero Jędrzejewski odniósł się także do incydentu, który później pojawił się w ujawnionej notatce służbowej Kacprzyka. Przyznał, że doszło między nimi do ostrej wymiany zdań, ale przedstawił własną wersję wydarzeń. Według niego sprawa ta miała być później wykorzystywana jako jeden z powodów jego zwolnienia ze szpitala.
Zarzuty Jędrzejewskiego spotkały się z reakcją Dawida Kacprzyka. Były koordynator SOR stanowczo im zaprzeczył, twierdząc, że Jędrzejewski bezpodstawnie łączy go ze zdarzeniami, z którymi nie miał mieć nic wspólnego. Kacprzyk zapowiedział również kroki prawne, wskazując, że wypowiedzi byłego ordynatora naruszają jego dobre imię.
Dwa śledztwa prokuratury
Prokuratura Okręgowa w Warszawie prowadzi dwa śledztwa dotyczące Szpitala Południowego. Pierwsze koncentruje się na podejrzeniu oszustwa i rozliczeniach związanych z pracą Dawida Kacprzyka. Drugie ma szerszy zakres i obejmuje m.in. możliwe nadużycia uprawnień, niegospodarność, funkcjonowanie SOR-u, sposób zawierania umów, weryfikację faktur oraz nadzór nad placówką.
Śledczy mają gromadzić dokumentację z kontroli prowadzonych przez ratusz, szpital i NFZ. Prokuratura zapowiada też sprawdzenie, na jakich zasadach osoba bez specjalizacji została koordynatorem SOR-u oraz jak wyglądały jej obowiązki i rozliczenia.
Ujawniona notatka Kacprzyka
W tle sprawy pojawił się również wątek konfliktu między Dawidem Kacprzykiem a dr. Emilem Jędrzejewskim, byłym ordynatorem chirurgii Szpitala Południowego. Media ujawniły notatkę służbową, którą Kacprzyk miał sporządzić po zdarzeniu z połowy września 2025 r.
Z relacji opisanej w dokumencie wynika, że między lekarzami miało dojść do ostrej konfrontacji. Kacprzyk miał wskazywać, że został obrażony, usłyszał groźby i nie czuł się bezpiecznie w pracy. Według publikacji sprawa miała trafić do prokuratury, która odmówiła prowadzenia postępowania.
Samorząd lekarski też bada sprawę
Wątek Dawida Kacprzyka trafił również do samorządu lekarskiego. Naczelna Izba Lekarska informowała, że analizowany jest wniosek o zawieszenie prawa wykonywania zawodu lekarza na czas postępowania. Samorząd lekarski bada m.in. doniesienia dotyczące sposobu wykonywania obowiązków, organizacji pracy i bezpieczeństwa pacjentów.
To osobny tryb odpowiedzialności – niezależny od śledztw prokuratury i audytów administracyjnych. Może dotyczyć zasad etyki lekarskiej, standardów wykonywania zawodu i oceny, czy lekarz powinien czasowo zachować prawo do wykonywania zawodu w czasie wyjaśniania sprawy.
Prosektorium i 20 kart zgonów
Kolejny wątek dotyczy prosektorium Szpitala Południowego. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Ursynów prowadzi śledztwo w sprawie podejrzenia podrobienia 20 kart zgonów. Chodzi o dokumenty z okresu od 22 sierpnia do 9 września 2025 r., które miały zostać opatrzone pieczęcią i podpisem osoby nieuprawnionej.
Prokuratura zaznacza jednak, że na obecnym etapie nie ma podstaw, by łączyć ten wątek z dwoma śledztwami dotyczącymi nieprawidłowości na SOR-ze. Mimo to sprawa dodatkowo pogłębia kryzys wokół placówki, bo dotyczy dokumentacji o szczególnym znaczeniu.
725 tys. zł za wniosek do KPO
Do listy kontrowersji doszedł także wątek wydatków na przygotowanie wniosku o dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy. Media podały, że Szpital Południowy zapłacił za tę usługę ponad 725 tys. zł, podczas gdy inne placówki miały płacić za podobne wnioski znacznie mniej – około 25-35 tys. zł.
Ratusz przekonuje, że postępowanie przeprowadzono zgodnie z przepisami, a celem było przygotowanie profesjonalnej dokumentacji i pozyskanie środków na rozwój leczenia onkologicznego. Szpital miał otrzymać dotację w wysokości 49 mln zł. Mimo to wysokość wynagrodzenia za przygotowanie wniosku budzi pytania o gospodarność i standardy wydatkowania publicznych pieniędzy.
Co jest dziś najważniejsze?
Sprawa Szpitala Południowego nie jest już pojedynczą historią o wysokich zarobkach jednego lekarza. To wielowątkowy kryzys instytucjonalny, który dotyczy działania miejskiego szpitala, nadzoru nad publicznymi pieniędzmi, bezpieczeństwa pacjentów, organizacji SOR-u i relacji polityki z ochroną zdrowia.
Na dziś najważniejsze są wyniki śledztw prokuratury, kontroli NFZ, audytu miasta oraz zapowiadanych ustaleń NIK. Dopiero one pokażą, które z medialnych zarzutów znajdą formalne potwierdzenie, kto ponosi odpowiedzialność i czy w Szpitalu Południowym zawiódł pojedynczy człowiek, czy cały system kontroli.


Napisz komentarz
Komentarze