Krajobraz po apokalipsie – tak najkrócej można opisać to, co wydarzyło się w Gryfinie po ostatniej ulewie. Choć niektórzy próbują zrzucić winę na „nieprzewidywalną naturę” i anomalie pogodowe, mieszkańcy mówią wprost: to nie tylko deszcz, to przede wszystkim lata zaniedbań, wszechobecna betonoza i bezradność urzędników, która dosłownie zalała nasze domy.
Ścieki w salonie i walka z czasem
Gryfino spłynęło deszczówką, ale najgorsze działo się tam, gdzie woda nie miała dokąd ujść. Wybijające studzienki kanalizacyjne zamieniły ulice w rwące potoki, a w wielu domach doszło do dramatów, których można było uniknąć. Zamiast czystej deszczówki, z toalet i kratek odpływowych w mieszkaniach zaczęły wybijać ścieki.
– Straty dotykają zarówno prywatnych przedsiębiorców, jak i mieszkańców, którzy na własny koszt muszą teraz osuszać ściany i naprawiać dachy. Procedury odszkodowawcze potrwają miesiącami, a ubezpieczyciele będą szukać haczyków – żali się pan Tymon, jeden z poszkodowanych mieszkańców.
Dla wielu osób to walka z czasem i wilgocią, która zniszczyła dorobek ich życia. Prawdziwy horror przeżywają m.in. mieszkańcy ulicy Łużyckiej, gdzie zalewanie domów stało się już niemal ponurą tradycją. Powód? Brak podstawowej sieci do odprowadzania wody deszczowej.
Od bohatera z łopatą do mistrza wymówek
Problem z kanalizacją deszczową w Gryfinie ciągnie się od lat. Każda większa ulewa bezlitośnie obnaża brak odpowiedniej przepustowości studzienek w newralgicznych punktach miasta – zwłaszcza w okolicach ulicy Sportowej i marketu Biedronka.
Mieszkańcy doskonale pamiętają czasy, gdy obecny burmistrz, Mieczysław Sawaryn, był w opozycji do swojego poprzednika, Henryka Piłata. Jak wspominają z ironią, Sawaryn potrafił wtedy „pajacować”, robiąc sobie zdjęcia z łopatami na betonowej drodze przy przedszkolu nr 3, dopytując złośliwie, czy burmistrz w końcu wyremontuje drogę, czy ma to zrobić sam z kolegami. Wtedy narracja była prosta: za wszystko, co złe w gminie, osobiście odpowiada burmistrz.
Dzisiaj, gdy karty się odwróciły, Mieczysław Sawaryn zachowuje się tak, jakby jego rola ograniczała się do zaklinania rzeczywistości i rozkładania rąk w gestii bezradności. Co gorsza, Rada Miejska w Gryfinie wykazuje się wyjątkową biernością i słabo weryfikuje efekty pracy włodarza, dając ciche przyzwolenie na urzędniczy paraliż.
Punkt zapalny w Gryfinie: Stadion / Rondo przy Biedronce] to płączenie kanalizacji deszczowej z sanitarną. Skutek: Zagrożenie epidemiologiczne przy każdej ulewie!
Tykająca bomba epidemiologiczna
Zniszczenia materialne to jednak nie wszystko. Nad miastem zawisło realne niebezpieczeństwo zdrowotne. W okolicach stadionu, na rondzie przy Biedronce, dochodzi do kuriozalnej i niebezpiecznej sytuacji: kanalizacja deszczowa miesza się z kanalizacją sanitarną.
Gdy system staje się niewydolny, na ulice i w okolice miejsc rekreacyjnych wypływają odpady biologiczne.
-Kiedy Sanepid w końcu weźmie się do roboty i nakaże samorządowi usunięcie tego zagrożenia epidemiologicznego? – pyta rozżalony Gryfinianin.
Co nas czeka?
Jeśli władze Gryfina natychmiast nie przeznaczą potężnych środków na gruntowną modernizację sieci odpływowej i nie zatrzymają szalejącej betonozy, katastrofa będzie się powtarzać. Przy obecnych, gwałtownych zmianach klimatycznych, podtopienia i gigantyczne straty finansowe staną się lokalną codziennością co kilka tygodni, a nie raz na rok.
Zaniechania burmistrza Mieczysława na ulicy Łużyckiej powoduje, że pretensje można teraz kierować do wałdz gminy.
Mieszkańcy mają już dość obietnic i czekania na kolejny deszcz z duszą na ramieniu. Czas odłożyć smartfony, panie burmistrzu, i – nawiązując do przeszłości – naprawdę wziąć się do łopaty. Tylko tym razem tej inwestycyjnej.
Zdjęcia od kilku mieszkańców w fotogalerii...


Napisz komentarz
Komentarze