Cisza sobotniego wieczoru w Mętnie (gmina Chojna) została brutalnie przerwana około godziny 18:00. To miał być zwykły apel o pomoc – przerażeni rodzice, widząc głęboki kryzys psychiczny swojego około 40-letniego syna, wykręcili numer alarmowy. Nie spodziewali się, że kolejna godzina po godzinie będzie przybliżać ich do niewyobrażalnego koszmaru, a cała akcja zakończy się w cieniu ostrego konfliktu, krwi i wyciągniętej z kabury broni.
Zadzwonili po pomoc
Mężczyzna wspiął się wysoko na drzeworoznące na podwórku i groził odebraniem sobie życia. Na miejsce natychmiast skierowano patrole policji, załogę ratownictwa medycznego oraz strażaków OSP Moryń, z OSP Mętno wyposażonych w drabinę.
Z każdą minutą napięcie wokół posesji rosło, ale w pewnym momencie pojawiła się nadzieja. Zrozpaczeni rodzice zdołali nawiązać kontakt z synem i wynegocjować układ: mężczyzna obiecał, że zejdzie na ziemię i bez protestów wsiądzie do karetki, by udać się do szpitala. Postawił jednak twardy warunek – policja i straż mają odjechać i opuścić teren prywatny.
– Rodzina prosiła, aby funkcjonariusze opuścili teren podwórka, ale tak się nie stało i sytuacja niestety się eskalowała – relacjonuje mieszkanka regionu. – On obiecał, że zejdzie i wsiądzie do karetki, ale tylko gdy odjedzie policja. Ta kłótnia okazała się niepotrzebna, bo przyniosła tragiczne skutki - dodaje.
Tragedia na drzewie
Funkcjonariusze, powołując się na procedury i zagrożenie życia, nie mogli jednak odstąpić od czynności ani zostawić terenu. Próba przejęcia kontroli nad sytuacją na drzewie skończyła się najgorszym możliwym scenariuszem. Gdy mężczyzna zrozumiał, że służby nie zamierzają odjechać, w geście rozpaczy...
-Nie pozwolili mu zejść samodzielnie, to on w pewnym momencie wyciągnął nóż i podciął sobie żyły. W ostatniej chwili złapał go strażak – opowiada nam mieszkanka naszego regionu.
Krew zamieniła akcję negocjacyjną w walkę o każdą sekundę.
-O jego życiu decydowały ułamki sekund – krwawiącego 40-latka w ostatniej chwili pochwycił strażak, zapobiegając upadkowi z wysokości i śmierci na miejscu mówi świadek.
Akcja z bronią w karetce
Zakrwawiony i wycieńczony mężczyzna został natychmiast przeniesiony do wnętrza ambulansu. Wyglądało na to, że najgorsze już minęło. Nikt nie spodziewał się, że w przedziale medycznym dojdzie do scen jak z filmu grozy.
Razem z ratownikami medycznymi do karetki wszedł policjant. Zamiast uspokojenia atmosfery, na pokładzie wybuchła kolejna gwałtowna kłótnia. Mężczyzna z podciętymi żyłami, znajdujący się w skrajnym szoku i stanie emocjonalnego wzburzenia, nagle...
-Ratownicy mieli odwieźć go do szpitala. W karetce był policjant. I tam podczas kłótni miał podobno wyjąc policjantowi broń z kabury. Policjant twierdził, że próbował go zastrzelić – opowiada mieszkanka.
Z relacji świadków wynika, że sytuacja była o krok od tragedii – funkcjonariusz twierdził później, że agresywny mężczyzna próbował go zastrzelić. Jednak nie padł śmiertelny strzał... Zamiast do szpitala, mężczyzna został odwieziony do aresztu śledczego.
Co by było…
Gdy jeszcze nie opadł kurz po dramatycznej nocy, w gminie Chojna pozostało gęste powietrze pełne wątpliwości. Mieszkacy pytają o przebieg interwencji:
Czy gdyby pozwolić mu zejść samodzielnie, nie doszłoby do eskalacji i próby samobójczej?
Czy policja może wejść na posesję i interweniować, skoro nie zgadzają się na to jej właściciele?
Czy na miejsce należało bezwzględnie skierować profesjonalnego negocjatora?
Czy policjanci powinni odpowiednio zabezpieczyć broń przed wejściem do karetki z osobą w głębokim kryzysie?
Prokuratura oraz policyjne wydziały kontroli będą musiały szczegółowo przeanalizować każdą minutę tej feralnej nocy. Cienka granica między ratowaniem życia a tragicznym błędem w sztuce niemal doprowadziła do śmierci dwóch osób.


Napisz komentarz
Komentarze