Kiedy Stanisław Bareja kręcił "Misia", trudno było przypuszczać, że po latach jego dialogi będą tak dobrze pasowały do gryfińskiej rzeczywistości samorządowej.
W Gryfinie pojawił się bowiem pomysł na trzygodzinne „Zielone Forum Publiczne”. Pomysł niewątpliwie zielony. Ile jednak kosztuje ta zieleń?
Według interpelacji radnej Anny Pęciak — 86 883,74 zł. Umowę zawarto 9 września, a wykonawcą ma być osoba fizyczna — Artur Czyż. Samo wydarzenie zaplanowano na 2 października, w godzinach od 16:00 do 19:00.
W programie znajdziemy 300 bezpłatnych krzewów, 7500 cebulek krokusów, blender bike, warsztaty wianków i ekologicznych mydełek, VR, makietę ekologicznego miasta, gry, animacje, konkursy, leżaki, hamaki, muzykę i zdrowe przekąski.
Brzmi pięknie. Ale tu właśnie zaczyna się bareizm. Bo gdyby zapytać: „Po co jest ten piknik?”, odpowiedź mogłaby brzmieć:
— Otóż to! Nikt nie wie, po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta.
Na szczęście ktoś zapytał.
Radna Anna Pęciak zadała burmistrzowi sześć pytań. Między innymi: jaki jest cel przedsięwzięcia, ilu uczestników się spodziewa, jak wybrano wykonawcę, czy koszt jest adekwatny do efektów oraz kto odpowiada za przygotowanie, nadzór i rozliczenie wydarzenia. Na koniec padło pytanie najprostsze, a zarazem najbardziej niewygodne:
czy wydanie 86 883,74 zł na trzygodzinny piknik jest tym, czego oczekują mieszkańcy Gminy Gryfino?
I tutaj aż prosi się o kolejną scenę z Misia.
— To jest impreza na skalę naszych możliwości!
Bo przecież mamy 300 krzewów. Mamy 7500 krokusów. Mamy blender bike. Mamy VR. Mamy hamaki. Mamy ekologiczne mydełka. Mamy zdrowe przekąski. Mamy nawet interaktywną makietę ekologicznego miasta.
Czego więc jeszcze można chcieć?
Może tylko odpowiedzi na pytanie, ile właściwie kosztuje każdy z tych elementów.
Radna, powołując się na dostępne w Internecie oferty, wskazuje, że według jej wyliczeń 300 krzewów powinno kosztować do około 6 tys. zł, a 7500 cebulek około 2,5 tys. zł. Jednocześnie zaznacza, że bez dokładnego podziału ilości poszczególnych gatunków nie można precyzyjnie określić kosztu krzewów.
I wtedy człowiek zaczyna rozumieć, dlaczego Bareja tak bardzo lubił słowo „inwestycja”.
Bo może właśnie na tym polega nowoczesna wersja „słomianej inwestycji”:
najpierw wydajemy pieniądze, potem sadzimy krokusy, następnie robimy smoothie na rowerze, później odpoczywamy w hamaku, a na końcu pytamy:
„Ile to wszystko właściwie kosztowało?”
Oczywiście — nie przesądzajmy z góry, że gryfińskie „Zielone Forum” jest jakimkolwiek „Misiem”. Byłoby to zbyt proste.
Ale skoro sama gmina reklamuje wydarzenie jako przedsięwzięcie realizowane w ramach projektu dotyczącego adaptacji do zmian klimatu i finansowane z udziałem środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, to tym bardziej warto wiedzieć, jaki konkretnie efekt za 86 883,74 zł zostanie osiągnięty.
Bo w samorządzie, w przeciwieństwie do komedii Barei, nie powinno wystarczyć powiedzenie:
„Patrzcie — mówimy — to jest nasze, przez nas zrobione i to nie jest nasze ostatnie słowo!”
Mieszkańcy mają prawo zapytać:
Ile kosztowało? Po co było? Kto to zrobił? Jaki będzie efekt? I czy rzeczywiście było warto?
A ponieważ radna Anna Pęciak postawiła sześć pytań, pozostaje teraz poczekać na sześć precyzyjnych odpowiedzi.
Bo jak mawiałaby zapewne barejowska rzeczywistość:
„Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach.”
Tyle że w Gryfinie dobrze byłoby najpierw ustalić, czy mamy do czynienia z inwestycją, czy tylko z drogim piknikiem.
Taka to afera wokół Zielonego Forum w Gryfinie.
imię i nazwisko do wiadomości redakcji


Napisz komentarz
Komentarze