Trudno uwierzyć, że ta kuriozalna i zarazem wysoce niebezpieczna sytuacja rozegrała się dziś po południu w samym sercu Gryfina. Na skrzyżowaniu ulic Chrobrego, Armii Krajowej, Łużyckiej oraz Żołnierzy Wyklętych — tuż naprzeciwko siedziby Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej — doszło do zdarzenia, które wprawiło w osłupienie przechodniów i zmuszało kierowców do karkołomnych manewrów.
Nagle, niemal na środku tego rozbudowanego i powszechnie uznawanego za jedno z najtrudniejszych skrzyżowań w mieście, zatrzymał się srebrny Mercedes. Auto stanęło w miejscu tak niefortunnym, że skutecznie blokowało przejazd z kilku kierunków jednocześnie.
Odmówił pomocy, choć stwarzał zagrożenie
Tylko dzięki popołudniowemu, względnie niewielkiemu natężeniu ruchu nie doszło do poważnej kolizji. Mimo to sytuacja wyglądała groźnie — kierowcy wjeżdżający na skrzyżowanie zza łuków zmuszeni byli hamować i omijać unieruchomiony pojazd z każdej strony i samemu często stwarzajac zagrożenie..
Pojazd stał na środku jezdni przez kilkadziesiąt minut. Widząc rosnące zagrożenie, zaoferowaliśmy pomoc w zepchnięciu samochodu w bezpieczne miejsce. Kierowca jednak stanowczo odmówił. Zamiast współpracować, bezstresowo siedział w środku i prowadził rozmowy telefoniczne.
Straż Miejska przejeżdża i... odjeżdża
Największe oburzenie wśród obserwatorów wywołał jednak epizod z udziałem lokalnych służb patrolujących miasto. W trakcie trwania całego zamieszania obok unieruchomionego Mercedesa przejechał radiowóz Straży Miejskiej w Gryfinie. Funkcjonariusze wprawdzie zwolnili, przyjrzeli się sytuacji, po czym... spokojnie odjechali, nie podejmując żadnej interwencji.
Finał tej historii okazał się wręcz groteskowy. Po kilkudziesięciu minutach oczekiwania na miejscu pojawiły się dwie osoby niosące kanister z paliwem. Kierowca bez pośpiechu wlał zawartość do baku, odpalił silnik i jak gdyby nigdy nic odjechał.
Czy kierowca zachował się prawidłowo?
Zdecydowanie nie. Braki paliwa w baku to nie siła wyższa, lecz zaniedbanie kierującego. Przepisy Kodeksu Drogowego (Art. 50 ustawy PoRD) jednoznacznie określają obowiązki w przypadku awarii lub unieruchomienia pojazdu na jezdni:
- Sygnalizacja uszkodzenia/postoju: Kierowca miał niezwłoczny obowiązek włączyć światła awaryjne oraz wystawić trójkąt ostrzegawczy w odpowiedniej odległości (miał tylko świtła awaryjne)
- Usuwanie pojazdu z jezdni: Kierujący jest zobowiązany do jak najszybszego usunięcia pojazdu z miejsca, w którym stwarza on zagrożenie lub tamuje ruch. Skoro auto było sprawne technicznie, a problemem był jedynie pusty bak, przyjęcie pomocy od świadków i zepchnięcie auta na pobocze było jego podstawowym obowiązkiem.
Za tamowanie lub utrudnianie ruchu (Art. 90 Kodeksu wykroczeń) kierowcy grozi mandat karny oraz punkty karne.
Co powinna zrobić Straż Miejska?
Ignorancja patrolu budzi poważne zastrzeżenia co do realizacji podstawowych zadań Straży Miejskiej, do których należy ochrona porządku w miejscach publicznych oraz czuwanie nad bezpieczeństwem i porządkiem ruchu drogowego.
Funkcjonariusze po zauważeniu pojazdu blokującego skrzyżowanie powinni:
- Zabezpieczyć miejsce zdarzenia: Włączyć sygnały błyskowe w radiowozie i osłonić unieruchomione auto, aby zapobiec kolizji.
- Wydać polecenia kierowcy: Nakazać zepchnięcie pojazdu lub pomóc w jego usunięciu z tarczy skrzyżowania.
- Udrożnić ruch: W razie potrzeby podjąć ręczne kierowanie ruchem do czasu usunięcia przeszkody.
- Wyciągnąć konsekwencje: Wyjaśnić przyczynę postoju i pociągnąć kierowcę do odpowiedzialności za tamowanie ruchu i brak sygnalizacji postoju.
Pozostawienie kierowcy samemu sobie na środku najgroźniejszego skrzyżowania w mieście stworzyło realne zagrożenie dla pozostałych uczestników ruchu.


Napisz komentarz
Komentarze