Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
środa, 30 września 2026 11:46
Reklama
Reklama
Reklama

Afera w Fundacji Cancer Fighters: 218 tysięcy pensji prezesa i nagła likwidacja Boxing Challenge

Rekordowe zbiórki na walkę z rakiem i gigantyczne wynagrodzenie dla jednej osoby – finanse powiązanej z fundacją spółki wywołały ogromne kontrowersje. Czy pieniądze darczyńców trafiły tam, gdzie powinny, i dlaczego tuż po ujawnieniu sprawozdań zapowiedziano nagłą likwidację biznesu?
Afera w Fundacji Cancer Fighters: 218 tysięcy pensji prezesa i nagła likwidacja Boxing Challenge
Gala Boxing Challenge organizowana przez Fundację Cancer Fighters

Źródło: Boxing Challenge

218,2 tys. zł z 355,1 tys. zł kosztów spółki Cancer Fighters stanowiło wynagrodzenie prezesa. Po publikacji fundacja zapowiedziała jej likwidację.

Zasłynęli rekordową zbiórką Łatwoganga

Fundacja Cancer Fighters, która wiosną zasłynęła rekordową zbiórką Łatwoganga, znalazła się pod lupą po analizie finansów należącej do niej spółki Boxing Challenge. Z dokumentów przeanalizowanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że w 2025 r. większość kosztów spółki stanowiło wynagrodzenie jej prezesa. 

Boxing Challenge należy w 100 proc. do fundacji i organizowała charytatywne gale bokserskie. W ubiegłym roku jej koszty wyniosły 355,1 tys. zł, z czego 218,2 tys. zł brutto przeznaczono na wynagrodzenie Jakuba Michalskiego, prezesa i jedynego członka zarządu. Spółka nie zatrudniała innych pracowników. Na pozostałe koszty, w tym organizację czterech gal, przypadło około 137 tys. zł. 

Fundacja tłumaczy niskie koszty barterem

Cancer Fighters zapewnia, że Boxing Challenge została powołana właśnie po to, by oddzielić organizację gal od działalności statutowej fundacji.

„Firma odpowiadała za organizację i finansowanie wydarzeń sportowych, natomiast fundacja była beneficjentem wszystkich działań charytatywnych prowadzonych w ramach organizowanych gal” – przekazała fundacja „Rzeczpospolitej”. 

Fundacja tłumaczy też, że relatywnie niskie koszty organizacji wydarzeń wynikały ze współpracy barterowej z partnerami. W zamian za ekspozycję marki podczas gali firmy miały udostępniać sprzęt, świadczyć konkretne usługi albo dostarczać zaopatrzenie, co obniżało wydatki po stronie spółki. Fundacja przyznała jednocześnie, że jej pracownicy angażowali się w przygotowanie widowisk. 

Wątpliwości zgłosiła Katarzyna Batko-Tołuć z Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. Jej zdaniem tak niskie koszty spółki rodzą pytanie, czy część pracy związanej z galami nie była w praktyce wykonywana przy wykorzystaniu zasobów fundacji. Nie oznacza to jednak, że wykazano nielegalne wydawanie pieniędzy – ekspertka wskazała na ryzyko i potrzebę wyjaśnienia sposobu rozliczeń. 

Ten sam człowiek w fundacji, spółce i agencji PR

Jakub Michalski jest jednocześnie dyrektorem zarządzającym Cancer Fighters oraz prezesem i wspólnikiem agencji PR CloudEleven. Fundacja potwierdziła „Rzeczpospolitej”, że współpracowała z firmami Studio Komunikacja i CloudEleven w latach 2019-2026. Za usługi zapłaciła 30 tys. zł w 2025 r. i 89 tys. zł w 2026 r. 

Watchdog ocenił taką konstrukcję jako potencjalny konflikt interesów i zwrócił uwagę, że organizacja pożytku publicznego powinna móc wykazać, że transakcje z podmiotami powiązanymi odbywały się na warunkach rynkowych. 

Boxing Challenge będzie zlikwidowana

Po publikacji Cancer Fighters ogłosiła, że spółka Boxing Challenge zostanie zlikwidowana, a planowana kolejna gala została odwołana. Fundacja przyznała przy tym, że „nie wszystkie decyzje były dobre”. Jeszcze po publikacji oświadczenia na stronie Boxing Challenge widniały jednak zapowiedzi kolejnych wydarzeń. 

Sprawa zwraca szczególną uwagę ze względu na skalę działalności Cancer Fighters. W kwietniowej akcji „Diss na raka”, której twarzą był Łatwogang, zebrano 292,7 mln zł. Była to największa internetowa zbiórka charytatywna w Polsce.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

ech 30.09.2026 10:55
I jak człowiek ma po czymś takim wpłacać pieniądze na zbiórki? Tracą na tym naprawde potrzebujący.

hmm... 30.09.2026 10:32
Najbardziej niepokojący w tej sprawie jest ewidentny konflikt interesów. Ten sam człowiek jest zarazem dyrektorem fundacji, prezesem spółki zależnej i wspólnikiem w prywatnej agencji PR, która dostaje zlecenia. Przenoszenie kosztów na fundację przy jednoczesnym wypłacaniu sobie pensji ze spółki pod pretekstem „barterów” wyczerpuje wszelkie znamiona nieetycznego zarządzania środkami OPP.

klasyk 30.09.2026 09:15
Klasyka gatunku: fundacja charytatywna, a prezes zarabia więcej niż idzie na same gale. Wstyd!

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama