Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
sobota, 24 października 2026 10:10
Reklama
Reklama
Reklama

Alarm RCB w przychodni lekarskiej: Brak procedur i chaos podczas syren

Gdy wyje syrena alarmowa, pacjenci w poczekalni od razu patrzą na lekarza. Ten jednak nie zna odpowiedzi na pytanie: „co robimy?”. Przeczytaj, jak wygląda rzeczywistość w polskich przychodniach na Lubelszczyźnie po alertach RCB i dlaczego medycyna ratunkowa od strony procedur wciąż nie istnieje.
Alarm RCB w przychodni lekarskiej: Brak procedur i chaos podczas syren
Czy lekarz podczas alarmu przeciwlotniczego powinien przerwać badanie i ewakuować seniorów oraz dzieci, czy dalej przyjmować? Mimo kolejnych ostrzeżeń z powietrza medycyna POZ działa po omacku.

Źródło: ChatGPT

Alarm RCB. Syreny. Komunikat: znaleźć bezpieczne schronienie. W domu decyzję każdy podejmuje za siebie. Ale co ma zrobić lekarz, który właśnie bada pacjenta?

Co gorsza, w poczekalni siedzą seniorzy, rodzice z dziećmi i osoby przewlekle chore? Na Lubelszczyźnie to nie są już pytania teoretyczne.

– Co to właściwie znaczy: „znajdź bezpieczne miejsce”? Mam ewakuować pacjentów? Dokąd? Czy wystarczy przejść do innej części poradni? – pyta w rozmowie z Medonetem dr Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego i prezes Lubelskiego Związku Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców.

Syreny zawyły. Telefon lekarza zaczął dzwonić

17 września mieszkańcy regionu otrzymali ostrzeżenie przed zagrożeniem z powietrza. Uruchomiono syreny. Kolejne alerty pojawiły się 28 września i 4 października.

Dr Zieliński pamięta pierwszy z nich szczególnie dobrze. Nie wiedział, czy ma dalej przyjmować, przerwać wizyty czy ewakuować ludzi.

– Zacząłem się zastanawiać: co ja mam z tym właściwie zrobić? Na szczęście alert dosyć szybko został odwołany. Zanim wymyśliłem, co powinienem zrobić, dostałem informację, że zagrożenie minęło – mówi. 

Po chwili zaczął dzwonić telefon. Pytali inni lekarze.

— „Co mamy robić? Mamy przyjmować pacjentów czy przerywać pracę? Zostawać w poradni czy wychodzić?” — relacjonuje.

Nie miał odpowiedzi na te pytania.

I właśnie to jest sedno problemu. W przychodni nie wystarczy powiedzieć personelowi, żeby „znalazł bezpieczne miejsce”. Trzeba zdecydować także, co zrobić z pacjentami. Wśród nich mogą być osoby mające trudności z poruszaniem się, seniorzy, małe dzieci czy chorzy wymagający pomocy.

Lekarze zaczęli radzić sobie sami

Dr Zieliński przyznaje, że wobec braku instrukcji sam próbuje oceniać ryzyko. Sprawdza dostępne informacje o sytuacji w powietrzu. Jeżeli zagrożenie jest daleko, pracuje dalej.

– Bo co innego mam zrobić? – pyta. I zaraz dodaje zdanie, które najlepiej pokazuje sytuację lekarzy: – Nie wiem, czy robię dobrze. Być może robię to całkowicie źle. 

To szczególnie ważne, bo podczas alarmu pacjenci automatycznie zwracają się właśnie do personelu. Ostatnio dr Zieliński widział, jak ludzie w poczekalni wyciągali telefony i sprawdzali komunikaty.

Starał się ich uspokajać. Problem w tym, że lekarz sam nie dostał od państwa instrukcji, na podstawie której mógłby powiedzieć im, co należy zrobić.

Najbliższe miejsce schronienia? Jego własna przychodnia

Sprawa zrobiła się jeszcze bardziej zaskakująca, gdy lekarz zaczął szukać miejsca, do którego mógłby skierować pacjentów.

Sprawdził rządową mapę „Gdzie się ukryć?”. Okazało się, że najbliższe wskazane miejsce znajduje się... w jednej z dwóch poradni, w których sam pracuje.

Po dodatkowej weryfikacji w Państwowej Straży Pożarnej potwierdził, że placówka została wskazana jako miejsce schronienia dla mieszkańców okolicy.

To rodzi następne pytania: kto w czasie alarmu ma przyjmować ludzi szukających tam ochrony? Gdzie ich kierować? Jak pogodzić to z pracą poradni i opieką nad znajdującymi się już w środku pacjentami?

Lekarz zapytał NFZ: przerywać wizyty czy nie?

Dr Zieliński zwrócił się o instrukcje do instytucji państwowych. Chciał przede wszystkim prostej odpowiedzi: czy po ogłoszeniu alarmu przychodnia ma dalej udzielać świadczeń, czy może je przerwać i zająć się bezpieczeństwem ludzi?

– Prosiliśmy też o pilne spotkanie, bo eskalacja sytuacji następuje i nie powinniśmy czekać, aż wydarzy się coś złego – mówi.

Odpowiedź nie przyszła od razu. Dopiero po publicznym nagłośnieniu problemu odbyło się spotkanie z wojewodą lubelskim i szefem lubelskiego NFZ.

Lekarz usłyszał wówczas ważną deklarację: przerwanie pracy z powodu alarmu nie powinno powodować konsekwencji dla placówki. Dr Zieliński chce jednak otrzymać takie stanowisko na piśmie.

Medonet również zapytał lubelski oddział NFZ o procedury obowiązujące POZ podczas alarmu. Fundusz wskazał, że kwestie bezpieczeństwa i zarządzania kryzysowego należą do kompetencji wojewody i Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego. 

Czego lekarze potrzebują przed następnym alarmem

Problem nie wymaga wielostronicowej instrukcji. Potrzebna jest procedura, którą personel będzie mógł uruchomić natychmiast po usłyszeniu syreny.

Lekarz musi wiedzieć, czy przerywa wizytę, gdzie kieruje pacjentów, które pomieszczenie w budynku jest najbezpieczniejsze, kto odpowiada za osoby mające problemy z poruszaniem się i kiedy można wrócić do normalnej pracy.

Dziś część tych decyzji lekarze podejmuje samodzielnie.

– Płacimy podatki po to, żeby instytucje państwowe przewidywały takie sytuacje i pomagały nam się do nich przygotować – mówi dr Zieliński.

Bo kiedy ponownie zawyją syreny, w przychodni nie będzie czasu na telefony do urzędów i zastanawianie się nad procedurą. Pacjenci spojrzą na lekarza i zapytają: co robimy?

I właśnie na to pytanie odpowiedź powinna być znana, zanim pojawi się kolejny alarm. Dodajmy od razu, że ten problem dotyczy tysięcy samodzielnych praktyk lekarskich, gabinetów stomatologicznych oraz poradni specjalistycznych w całym kraju.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

wg. mnie 24.10.2026 09:11
wszystko zależy od zagrożenia życia

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Autor komentarza: A. Żmijewski Treść komentarza: Wyciąganie młodych mężczyzn pyr pyr z gospodarki do koszar doprowadzi do kryzysu jaki dosięgnął kraje układu warszawskiego w latach 80 tych pyr pyr. Lepiej po prostu robić przez kilka okresów wakacji szkolnych specjalistyczne powszechne szkolenia pyr pyr z obsługi konkretnego sprzętu czy strzelania pyr pyr Data dodania komentarza: 24.10.2026, 09:56 Źródło komentarza: Powrót obowiązkowego poboru do wojska w Polsce? Sprawdź najnowszy sondaż i podział wśród Polaków Autor komentarza: wg. mnie Treść komentarza: wszystko zależy od zagrożenia życia Data dodania komentarza: 24.10.2026, 09:11 Źródło komentarza: Alarm RCB w przychodni lekarskiej: Brak procedur i chaos podczas syren Autor komentarza: ale... ale... Treść komentarza: Pamiętajmy, że do 2029 roku zostało jeszcze sporo czasu. Włodarze tacy jak Sawaryn czy Rawecka nie odpuszczą i pewnie już teraz zaczną wychowywać swoich następców albo przygotowywać się do startu na inne szczeble – do powiatu albo sejmiku. Gra polityczna w Gryfinie i okolicach dopiero się zaczyna. Data dodania komentarza: 24.10.2026, 09:06 Źródło komentarza: Burmistrzowie i wójtowie do wymiany w powiecie gryfińskim. Przegrali dwoma głosami Autor komentarza: student Treść komentarza: Sprawa braku zgody w UE w kwestii odejścia od zmiany czasu dobrze pokazuje, jak trudna jest koordynacja na poziomie międzynarodowym. Każdy kraj boi się rozbieżności ze sąsiadami i chaosu w rozkładach jazdy czy lotnictwie. Co ciekawe, naukowcy od czasu atomowego uporali się z własnym problemem znacznie szybciej – po prostu odcięli sekundę przestępną i idą w stronę ciągłej skali UTC, żeby zapobiec ujemnej sekundzie, która mogłaby położyć połowę banków na świecie. Data dodania komentarza: 24.10.2026, 09:05 Źródło komentarza: Sprawdź, jak zmiana czasu wpłynie na ludzi i technologię. W przyszłym roku czeka nas prawdziwa rewolucja z czasem
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama