Przejdź do głównych treściPrzejdź do głównego menu
wtorek, 23 czerwca 2026 20:43
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Samozwańczy strażnik Gryfina postrachem źle parkujących i... policjantów drogówki

Mieszkańcy Gryfina drżą przed popołudniowymi spacerami jednego człowieka. Tajemniczy „strażnik” w zaledwie kilka dni wysłał na policję setki zdjęć nieprawidłowo zaparkowanych aut. Choć piesi klaszczą z zachwytu, lokalna drogówka tonie w papierach, a kierowcy łapią się za portfele. Kto ma rację w tym komunikacyjnym sporze?
Samozwańczy strażnik Gryfina postrachem źle parkujących i... policjantów drogówki
W Gryfinie brakuje miejsc postojowych, a każda nowa inwestycja tylko pogarsza sytuację. Jeden z mieszkańców postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i z aparatem w ręku ruszył na wojnę ze źle parkującymi sąsiadami. Efekt? Lawina zgłoszeń...

Autor: igryfino


 

Chodzi po Gryfinie i fotografuje. Ze swoich popołudniowych spacerów przynosi zdjęcia, które śle na policję. Policjanci drogówki chcąc nie chcąc muszą się tym zająć, bo tak stanowi prawo. Strażnika Gryfina - bo tak go nazywają - jedni wielbią, a inni przeklinają. 

Po latach stagnacji jest inaczej

Gryfino od lat zmaga się z poważnymi zaniedbaniami w obszarze polityki parkingowej. Problem narasta z każdym rokiem, dotykając zarówno lokalne władze, jak i samych użytkowników dróg. Liczba samochodów na ulicach systematycznie rośnie, podczas gdy przestrzeni do ich bezpiecznego pozostawienia drastycznie ubywa. Paradoksalnie, niemal każda kolejna miejska inwestycja wiąże się z likwidacją kolejnych legalnych miejsc postojowych. W efekcie zdesperowani kierowcy parkują w miejscach niedozwolonych, blokując chodniki i niszcząc zieleń.

W ostatnim czasie na wielu kierowców w Gryfinie spadła prawdziwa plaga mandatów. Nie jest to jednak efekt nagłej, wzmożonej aktywności patroli policji czy lokalnej Straży Miejskiej w Gryfinie. Za falą kar stoi bezkompromisowa działalność jednego z mieszkańców miasta. Mężczyzna, nazywany już przez wielu „Szeryfem z Gryfina” lub "Strażnikiem Gryfina", w zaledwie jednym tygodniu maja złożył do Komendy Powiatowej Policji w Gryfinie około 100 oficjalnych zawiadomień o możliwości popełnienia wykroczenia.

Co na to policja?

Lokalne organy ścigania nie kryją skali tego zjawiska, choć do całej sytuacji podchodzą z pełnym formalizmem. Oficjalne stanowisko komendy przedstawia rzecznik prasowy. Okazuje się ze tylko w pierwszym tygodniu maja 2026 r. do Komendy Powiatowej Policji w Gryfinie wpłynęło łącznie około 100 zawiadomień o możliwości popełnienia wykroczenia. Wszystkie zgłoszenia dotyczyły niewłaściwego parkowania na terenie naszego miasta. Co istotne, wszystkie one wpłynęły od jednej osoby. Od STRAŻNIKA GRYFINA.

Aspirant Jakub Kuźmowicz, rzecznik prasowy komendanta powiatowego policji w Gryfinie zaznacza, że rola zgłaszającego kończy się w momencie przekazania materiału dowodowego. Obywatel inicjujący procedurę nie ma bezpośredniego wpływu na finał sprawy.

– Składający zawiadomienie nie może wskazać, jak zakończyć się mają czynności wyjaśniające w danej sprawie, ani w jaki sposób ma zostać ukarany ewentualny sprawca wykroczenia. To domena policji – wyjaśnia rzecznik prasowy powiatowego komendanta policji w Gryfinie.

Drogówka pod lawiną papierów?

Z nieoficjalnych informacji wynika, że funkcjonariusze drogówki oraz wydziału prewencji nie są zadowoleni z działalności samozwańczego „Strażnika Gryfina”. Choć w oczach pieszych zyskał on status bohatera i w ich opinii jego przydomek ma wydźwięk jednoznacznie pozytywny, dla mundurowych oznacza to setki godzin spędzonych za biurkiem przy żmudnej pracy biurokratycznej. Każde zdjęcie przesłane przez mieszkańca musi zostać poddane weryfikacji, konieczne jest ustalenie właściciela pojazdu, wezwanie go i przesłuchanie.

Aspirant Jakub Kuźmowicz stara się jednak tonować emocje wokół obciążenia jednostki:

– Prawdą jest, że wpływ tylu zawiadomień w tak krótkim czasie to rzadkość, lecz nie można powiedzieć, że dezorganizuje to pracę jednostki, a dokładnie pracę zespołu do spraw wykroczeń. To właśnie ta komórka prowadzi dane czynności.

Mimo uspokajających komunikatów rzecznika, wielu obserwatorów wskazuje, że standardowe procedury na policji trwają teraz znacznie dłużej. Znaczna część zespołu zamiast patrolować ulice, zajmuje się mechanicznym wypisywaniem mandatów.

Te, w zależności od skali przewinienia, wahają się od najdrobniejszych upomnień po kary większego kalibru. Co gorsza dla samych kierowców, niektórzy z nich mogą otrzymać nawet po kilka mandatów naraz. Jeśli ktoś w ciągu kilku kolejnych dni regularnie łamał prawo dotyczące parkowania w tym samym miejscu, a „Strażnik” dokumentował to podczas każdego spaceru, każde takie ujawnienie traktowane jest jako osobne wykroczenie.

Wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek kłopotów nieprzepisowo parkujących kierowców. „Strażnik Gryfina” nadal działa, a jego dane są dobrze znane policji. Pytanie, czy masowe mandaty zmuszą władze miasta do rozwiązania problemu braku miejsc parkingowych, czy jedynie zaognią konflikt na linii kierowcy–piesi.

Dlaczego takim zgłoszeniem musi zająć się policja?

Dla wielu kierowców, a nawet postronnych obserwatorów, fakt, że policja poświęca tak duże zasoby na rozpatrywanie zdjęć od jednego mieszkańca, może być zaskakujący. Pojawiają się głosy, czy mundurowi nie powinni po prostu zignorować masowych wiadomości i zająć się „poważniejszymi” sprawami. Klucz do zrozumienia tej sytuacji tkwi jednak w przepisach polskiego prawa, które nie pozostawiają funkcjonariuszom żadnego wyboru.

Zgodnie z Kodeksem postępowania w sprawach o wykroczenia, policja jako organ powołany do ścigania naruszeń prawa ma bezwzględny obowiązek wszczęcia czynności wyjaśniających w każdym przypadku, gdy otrzyma wiarygodną informację o możliwości popełnienia wykroczenia. Oficjalne zawiadomienie złożone przez obywatela – zwłaszcza poparte materiałem dowodowym w postaci zdjęć z widoczną datą, miejscem i numerami rejestracyjnymi pojazdu – jest dokumentem, którego urzędnik ani funkcjonariusz nie może odłożyć do szuflady.

Gdyby policjanci zignorowali doniesienia „Strażnika Gryfina”, sami naraziliby się na poważne konsekwencje prawne oraz dyscyplinarne z tytułu niedopełnienia obowiązków służbowych. Prawo w Polsce konstruowane jest bowiem tak, aby chronić interes publiczny i porządek prawny, niezależnie od tego, czy zgłoszenie pochodzi od instytucji, czy od prywatnej osoby, która z dokumentowania cudzych błędów uczyniła swój popołudniowy rytuał. 

Dopóki zgłoszenia są formalnie poprawne, machina urzędowa musi działać – bez względu na stopień irytacji zaangażowanych w proces urzędników.


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz

Komentarze

mundurowy 23.06.2026 19:39
Przepisy są jasne – policja nie ma wyjścia i musi to przetworzyć, bo inaczej byłby paragraf na niedopełnienie obowiązków. Z drugiej strony, ten przypadek pokazuje patologię polskiego prawa, gdzie jeden zdeterminowany człowiek może totalnie związać ręce całej komórce ds. wykroczeń. Przecież tam teraz jedna osoba paraliżuje pracę urzędników, którzy mogliby robić coś bardziej pożytecznego.

wkurz 23.06.2026 19:38
Konfident i tyle, pewnie sam auta nie ma i z zazdrości lata z tym aparatem. Żyć ludziom nie daje.

hmm... 23.06.2026 19:25
Problem jest głębszy, bo w Gryfinie od lat nikt nie myśli o infrastrukturze. Likwiduje się miejsca przy każdej przebudowie, a aut przybywa. Gość ma prawo zgłaszać, ale systemowo to nic nie zmieni. Kierowcy dostaną mandaty, a stawiać aut i tak nie mają gdzie. Policja traci czas na papierologię zamiast łapać piratów na drogach, a miasto umywa ręce.

brawo 23.06.2026 19:24
No i elegancko, w końcu ktoś zrobił porządek z tymi świętymi krowami blokującymi chodniki! Popieram faceta!

taa 23.06.2026 19:21
Były policjant wie co robić.

prawo 23.06.2026 19:20
Przed laguną to naprawdę był burdel!

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
KOMENTARZE
Reklama Mrówka
Reklama
Reklama
Reklama