Szanowna Redakcjo,
Sobota, 25 lipca, kilka minut po godzinie 9:00 rano. Dla większości z nas to czas na zasłużony odpoczynek po ciężkim tygodniu pracy, rodzinną kawę na tarasie czy moment ciszy. Dla mieszkańców Mielenka Gryfińskiego to jednak bezwzględny sygnał, że spokojny weekend właśnie dobiegł końca.
Chwilę po dziewiątej wokół rozlega się warkot silników samochodów zmierzających w stronę lokalnej strzelnicy. Zaraz potem – tuż po dziesiątej – zaczyna się codzienny „koncert”. Seria za serią. Huk, ciągły hałas i rozrywka na całego.
Ktoś mogłyby zakpić i powiedzieć: „Przecież to strzelnica, czego się spodziewaliście? Że będą tam grać na skrzypcach?”. Mamy pełną świadomość, do czego służą takie obiekty. Problem w tym, że cena tej „zabawy” staje się nie do zniesienia – nie tylko dla ludzi, ale i dla okolicznej przyrody.
Ostatnia sobota przyniosła dramatyczny dowód na to, jak agresywnie to miejsce ingeruje w środowisko. Zezłoszczony i śmiertelnie przerażony narastającym hukiem jeleń, szukając oślepionej strachem ucieczki, z impetem uderzył w ogrodzenie strzelnicy. Zaplątał się rogami w siatce i padł z wycieńczenia. Zginął w męczarniach tylko dlatego, że ktoś chciał postrzelać do tarczy w cichy, sobotni poranek. Całe to wstrząsające zajście zostało uwiecznione na nagraniu.
Pytamy więc głośno: gdzie leży granica między hobby a terroryzowaniem całej okolicy? Czy strzelnica w Mielenku Gryfińskim naprawdę musi działać bez poszanowania dla prawa mieszkańców do spokoju i bezpieczeństwa dzikich zwierząt?
Nie zgadzamy się na to, by co weekend nasz dom zamieniał się w poligon, a okoliczne lasy w pułapkę dla zwierząt. Czas, aby odpowiednie służby i władze przyjrzały się funkcjonowaniu tego obiektu, zanim dojdzie do kolejnej tragedii.
Z poważaniem,
Mieszkaniec Mielenka Gryfińskiego (do wiadomości Redakcji)


Napisz komentarz
Komentarze