Miał być prosta tablica, powstał obiekt na fundamencie. Brak uchwały Rady Miejskiej w Gryfinie, brak obecności gospodarzy miasta i powiatu oraz prawdopodobny brak pozwolenia na budowę – tak w skrócie wygląda tło najnowszej inicjatywy na gryfińskim nabrzeżu. Choć waloru edukacyjnego akcji odmówić nie sposób, samo odsłonięcie pokazało po raz kolejny, że w Gryfinie polityka pomnikowa nie istnieje, a miejska przestrzeń bywa wykorzystywana do samowolnych gestów i politycznych uroczystości.
Co ma Gryfino do Znaku Rodła?
Mieszkańcy spacerujący ostatnio wzdłuż Odry mogliby poczuć spore zaskoczenie. Na nabrzeżu – które, o czym mało kto pamięta, nosi oficjalną nazwę Polaków spod Znaku Rodła – pojawił się nowy obiekt pamięci. To efekt akcji Kamila Frelichowskiego. Dzięki tej inicjatywie gryfinianie w końcu mają okazję dowiedzieć się, jak w ogóle wygląda symbol używany od 3 grudnia 1932 roku przez Związek Polaków w Niemczech: charakterystyczna biała linia przedstawiająca schematyczny bieg Wisły z zaznaczonym Krakowem.
Pomysłodawcy mocno starali się udowodnić związek Gryfina z Polakami spod Znaku Rodła, posługując się przede wszystkim postacią Aleksandra Omieczyńskiego – patrona lokalnego Liceum Ogólnokształcącego.
I o ile sama treść historyczna jest cenna, o tyle styl i formalna strona postawienia obiektu budzą uzasadnione kontrowersje.
Szkolna frekwencja i polityczne wycieczki
Uroczyste odsłonięcie odbyło się 10 września 2026 r. na gryfińskim nabrzeżu. Wydarzenie przypominało nieco klasyczny, znany z minionych lat „spęd” – na nabrzeżu zameldowali się uczniowie lokalnych szkół oraz partyjni działacze. Na próżno było jednak szukać na miejscu przedstawicieli władz samorządowych: nie pojawił się ani burmistrz Gryfina, ani starosta. Przyszli urzędnicy... Próżno było też wypatrywać przewodniczącego Rady Miejskiej, który winien wcześniej poddać pod głosowanie stosoną uchwałę...
Za to bardzo dopisali politycy Prawa i Sprawiedliwości. Na uroczystości zjawili się m.in. posłowie Marek Gróbarczyk, Czesław Hoc oraz Dariusz Matecki, nadając lokalnej inicjatywie wyrazisty, polityczny akcent.
Tablica na głazie, czyli procedura po gryfińsku
Główny problem leży jednak w kwestiach formalnych. Jak na obiekt w przestrzeni publicznej przystało, wzniesienie pomnika wymaga odpowiedniej ścieżki prawnej. Kluczowa powinna być uchwała Rady Miejskiej w Gryfinie – tymczasem radni żadnej decyzji w tej sprawie nie podejmowali.
Co więcej, organizatorzy pierwotnie zapowiadali jedynie montaż tablicy pamiątkowej, co mogło się odbyć na istniejącym obiekcie. Ostatecznie jednak na nabrzeżu stanął głaz przytwierdzony do podłoża. A taka konstrukcja w świetle przepisów budowlanych wymaga już formalnego pozwolenia na budowę. Wszystko wskazuje więc na to, że pomnik powstał po prostu „cichaczem”, na zasadzie faktów dokonanych.
Gryfińskie nabrzeże to cmentarzysko nielegalnych pomników.
Czy nabrzeże staje się cmentarzyskiem nielegalnych inicjatyw?
Sytuacja z nowym pomnikiem wpisuje się w szerszy, niepokojący trend. W Gryfinie wyraźnie brakuje przejrzystej polityki pomnikowej i architektonicznej. Przypomina to niedawne dyskusje wokół gminnych murali, na które wydaje się tysiące złotych bez żadnych konsultacji z mieszkańcami.
Gryfińskie nabrzeże powoli staje się miejscem, gdzie wznosi się obiekty bez ładu, składu i wymaganych zgód. Wiele po pop protu potworki.
Warto wreszcie zadać pytanie: kiedy przestrzeń wspólna zacznie być zarządzana w sposób cywilizowany – na podstawie uchwał, planów i estetycznych konsultacji, a nie samowolnych akcji i okazjonalnych spędów politycznych?
Fotogaleria z UMiG, a niemal każde zdjecie mówi bardzo dużo...


Napisz komentarz
Komentarze